Absurdy na rzeszowskich ścieżkach rowerowych

WT
27.09.2010 , aktualizacja: 27.09.2010 19:52
A A A Drukuj
Jakie są nasze ścieżki rowerowe? Czy łatwo nimi przejechać, nie narażając się kierowcom i pieszym? Czy panuje na nich chaos? - Czytelnik "Gazety" tropi absurdy na rzeszowskich ścieżkach rowerowych.

Fot. Maciej Rałowski
Sieć, a właściwie jej brak

Mamy drogi rowerowe budowane przy okazji remontów dróg - w porządku. Jednak do tej pory nie pomyślano, by stworzyć szerszy system. System, który zmotywuje użytkowników do zmiany środka transportu - z samochodu na rower. Zauważalne jest to przy dojazdach do centrum. Z dojazdów Lwowska, Naruszewicza, most Zamkowy, Hetmańska, Dąbrowskiego, Langiewicza, Jałowego, Krakowska - wiadukt Śląski, Marszałkowska, Siemieńskiego tylko jeden (most Zamkowy) pozwala w miarę wygodnie i bezpiecznie dotrzeć do śródmieścia. Ponadto trasą wzdłuż Wisłoka można dotrzeć na wschód centrum z okolic ul. Hetmańskiej. Reszta miasta nie posiada podłączenia do centrum - cała Baranówka, Tysiąclatka, Staromieście, Krakowska-Południe, Wzgórza Staroniwskie, Dąbrowskiego etc. Doświadczeni rowerzyści poradzą sobie jakoś, wjeżdżając między samochody na zatłoczonej trasie, ale ani to wygodne, ani tym bardziej zachęcające do korzystania z roweru. A centrum to przecież miejsce koncentracji ludności, o zwartej zabudowie, z wiecznym deficytem miejsca na parkingi. Dziwne więc, że nie rozładowuje się ruchu w centrum rowerami zajmującymi dużo mniej miejsca niż samochody.

Wątpliwe bezpieczeństwo

Jeśli rowerzysta znajdzie dogodny dojazd drogą rowerową np. z Nowego Miasta na Krakowską-Południe, musi liczyć się z problemem bezpieczeństwa. Jadąc wzdłuż al. Powstańców Warszawy, mamy dwa poważne zgrzyty. Pierwszy to boczne wjazdy/wyjazdy z osiedli. Kierowcy często stają w poprzek drogi rowerowej i blokują skrzyżowanie, zmuszając rowerzystę do zatrzymania się. Niestety, chcąc wjechać samochodem na al. Powstańców Warszawy trzeba zablokować skrzyżowanie, bo tylko tak da się zobaczyć, czy z lewej nie nadjeżdżają pojazdy. Jeszcze większy problem, gdy ktoś z Powstańców Warszawy skręca na osiedle - praktycznie nie ma szans zobaczyć, czy równolegle nie jedzie rowerzysta, nie ma się także gdzie zatrzymać, by ustąpić pierwszeństwa. Wynika to z niewłaściwego umieszczenia ekranów, zasłaniających wszystko, także z niewykorzystania dostępnego miejsca na zrobienie takiego obszaru akumulacji, by samochód miał miejsce na zatrzymanie się między jezdnią a drogą rowerową. Kolejny problem to piesi: mimo że Powstańców Warszawy to jedna z najważniejszych ulic w mieście, mamy szczątkowy, wąziutki chodniczek, na którym piesi absolutnie nie mają szans się pomieścić i zaczynają wchodzić na drogę rowerową. Fatalnie jest też na przystankach - piesi stoją na drodze rowerowej za wiatą przystankową. Czasem są źle wymalowane pasy: jak w ciągu ul. Podwisłocze. Zamiast namalowanych przejazdów rowerowych na skrzyżowaniach z wjazdem na Nowe Miasto, napotykamy wymalowane w poprzek do toru jazdy podwójne linie ciągłe, poziome oznakowanie ustąp pierwszeństwa dopiero za jezdnią dla rowerów.

Wątpliwa wygoda

Jeśli odważymy się jechać drogą rowerową, napotykamy liczne niedogodności. Nawierzchnia na asfaltowych drogach rowerowych jest pofałdowana, niekiedy połatana, zniszczona. Wysokie, ostre krawężniki: trzeba bez przerwy zwalniać i przyspieszać, zachowywać ostrożność. Urzędnicy traktują to rozwiązanie jako spowalniające ruch rowerowy w okolicach skrzyżowania. Po pierwsze, rowerzyści dysponują tylko siłą fizyczną: marnowanie jej na każdorazowe przyspieszenie męczy i zniechęca do jazdy rowerem. Po drugie, w takich warunkach łatwo o uszkodzenie roweru. Po trzecie, mimo że urzędnicy uważają to rozwiązanie za bezpieczne(!!!), bo rowerzysta musi zwolnić przed skrzyżowaniem, jest wręcz przeciwnie: zamiast skupiać się na oglądaniu ruchu pojazdów i pieszych wokół siebie, uwaga jest zwrócona wyłącznie na pokonanie ostrego krawężnika, by (w najlepszym wypadku) nie uszło powietrze z koła. Łuki, skosy, zakręty - często źle wyprofilowane, szczególnie przy przystankach (Powstańców Warszawy, Podwisłocze) - rower w miejscu nie skręca. W wielu miejscach brakuje przejazdów rowerowych.

Parkingi

Praktycznie nie istnieją. Zwłaszcza w centrum. Czasami znajdą się tylko żałosne imitacje - przed ratuszem czy przy Pekao na 3 Maja. Kilka slotów dla rowerów, w dodatku to "wyrwikółka". Prawdziwe miejsce rowerowe powinno być w oparciu o rurę przypominającą odwróconą literę U. Dopiero wtedy można być spokojnym o to, że rower będzie stabilnie oparty oraz że nikt go nie ukradnie - można go zapiąć o ramę i koło jednocześnie.(...)

Imitacja

Są takie drogi rowerowe, jak np. w ciągu ul. Lwowskiej, Błogosławionej Karoliny, które powstały chyba tylko w wyniku posiadania nadmiernej liczby znaków. Niewyregulowane krawężniki, kiepska nawierzchnia, zero wartości użytkowej - praktycznie postawiono znaki przy czymś, co funkcjonuje dobrze, ale tylko jako chodnik.

Brak pasów rowerowych w jezdni

Jest to problem ogólnopolski akurat, ale Rzeszów nie stara się sytuacji prostować. Próżno szukać pasów rowerowych w jezdni: zwykle jest to droga rowerowa wydzielona przy chodniku. Próżno szukać kontrapasów rowerowych - a mogłyby ułatwić poruszanie się w ciasnych ulicach. Prawo o ruchu drogowym jest najbardziej winne, ale mimo to w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu udaje się stworzyć rozwiązania ułatwiające ruch rowerowy, w Rzeszowie takich prób nie podjęto.

Światełko w tunelu

Rowerzyści szukają często alternatywnych dróg. A na takich można ostatnio napotkać coś, co jest rozwiązaniem świetnym - porządne progi zwalniające (model z kostki brukowej). Aby na taki próg wjechać, nie trzeba praktycznie zwalniać - można przejechać szybko i sprawnie. Jednocześnie uspokojony jest ruch samochodów, dzięki temu można czuć się bezpiecznie w takiej przestrzeni, ryzyko wypadku jest zminimalizowane.

Podziel się

  • 36 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Dołącz do nas na Facebooku