Tajemnice Soliny - opowieść o czarach, demonach i budowniczych zapory
07.08.2009
, aktualizacja: 07.08.2009 17:31
Trudno dziś wyobrazić sobie Bieszczady bez Zalewu Solińskiego. Jeszcze trudniej - że mógłby nie powstać gdyby dwie mieszkanki Horodka nie pokłóciły się o czarną kurę.
Bajka? Legenda? Henryk Nicpoń w swojej najnowszej książce Tajemnice Soliny udowadnia, że diabeł sporo się namieszał w tym zakątku naszego regionu. A wszystko zaczęło się od kłótni Michaliny Datkowej i Tekli Zawiłykowej, które pokłóciły się kurę, która miała pióra czarniejsze niż ich włosy. Tylko z jaja od takiej kury można było pozyskać wychowańca, dobrotliwego diabła gwarantującego dostatek. Kilka rzuconych w gniewie złych życzeń i stało się. Tak jak wykrzykiwała Datkowa, woda zalała całą wieś, wszystkie pola, drogi i przydrożne kaplice, cmentarz, kościół i cerkiew. I nie pomogły potem próby odwracania złego czaru. W Warszawie zapadły decyzje, że w tym zakątku Polski, powstanie wielka tama, która spiętrzy wodę Sanu i zaleje wsie, zatopi cmentarze.
Henryk Nicpoń, rzeszowski dziennikarz przypomina historię budowy zapory w Solinie w ciekawy sposób. Stawia kilka ciekawych tez: m.in. taką, że zapora powstała niezgodnie ze sztuką projektowania zapór. Dlaczego? Bo jeden z prominentów narysował na planie kilka kresek, które zmieniły bieg rzeki.
Budowa zapory w Solinie była jedną z największych inwestycji w latach 60. i aż trudno sobie wyobrazić, że kierował nią robotnik - spawacz ze Stalowej Woli. W trakcie budowy działo się wiele dziwnych rzeczy. Było wiele wypadków, niejeden raz wydawało się, że niemożliwe jest pokonanie natury czy może diabła, którego wzywały do pomocy Datkowa i Zawiłykowa chcące odkręcić rzucony czar.
Jeśli wierzyć autorowi książki, obie kobiety sporo namieszały przy budowie zapory. Kariery budowniczych się załamały, na otwarcie zapory nie przyjechał I sekretarz KC Władysław Gomułka, a zapora przyciąga samobójców z całej Polski.
Co z tego jest prawdą a co literacką fikcją? Na pewno prawdziwe były donosy, które o ludziach pracujących przy budowie (wśród nich była m.in. córka Pawła Jasienicy) otrzymywała SB. Na pewno prawdziwe były perypetie z największym dźwigiem w Polsce. I jak zapewnia autor Datkowa i Zawiłykowa naprawdę istniały.
W książce znajdziemy nie tylko historię budowy, ale także opowieść o ludziach, tych którzy musieli opuścić swoje rodzinne gniazdo i tych, którzy przyjeżdżali tu po przygodę, wyzwanie.
Henryk Nicpoń przypomina powiedzenia bieszczadzkich Bojków, przywołuje także bieszczadzkie diabły, demony, mamony, majki, niżawki, pomany.
Książkę wydał Podkarpacki Instytut Książki i Marketingu. Jej promocja odbyła się w piątek - wewnątrz zapory w Solinie.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
Najczęściej czytane
- 16-latek nie żyje. Zderzył się z policyjnym radiowozem
- Ratusz chce przegonić drogowych żółwi. Uda się? [WIDEO]
- Kolejne zatrzymania w Inspekcji Transportu Drogowego
- Zdejmowały klątwy za potrzymanie pieniędzy
- List: Sklepy nie przyjmują butelek po piwie. Łamią prawo
- Montaż okrągłej kładki. Al. Piłsudskiego będzie zamknięta
- Rekrutacja do szkół. Jeden system, dwie rejestracje


