Filharmonia Podkarpacka. Nasza sala najlepsza
24.10.2010
, aktualizacja: 24.10.2010 17:17
Już pierwsze dźwięki obnażyły całą prawdę o akustyce odnowionej sali filharmonii - jest lepiej niż było. Nasza sala koncertowa obroniła swoje miejsce w czołówce najlepszych w Polsce.
ZOBACZ TAKŻE
- Takiej sali mogą wam wszyscy pozazdrościć (27-10-10, 12:00)
- Zmiany w rzeszowskiej filharmonii. Nie tylko remonty (28-09-10, 18:40)
- Filharmonia. Wielkie odliczanie do inauguracji (27-09-10, 19:43)
- Szykuje się przebojowy sezon w rzeszowskiej filharmonii (24-09-10, 19:03)
Ryzyko było ogromne. Dosłownie na każdym etapie remontu można było zepsuć największy atut naszej filharmonii, jedną z najlepszych w kraju akustykę. - Z drugiej strony grzechem zaniechania byłoby nie skorzystanie z funduszy europejskich - mówi Jan Burek, członek zarządu województwa podkarpackiego odpowiedzialny za kulturę.
Remont kosztował 36 mln zł, z czego 85 proc. to dofinansowanie UE w ramach RPO. Budynek filharmonii był zamknięty przez rok. Ekipy remontowe wypruły jego wnętrze do gołego betonu, a potem od nowa je wykańczały. Na placu przed filharmonią, dzięki dofinansowaniu miasta, powstał dwupoziomowy parking, który będzie otwarty przez cały tydzień. Prace trwały tam dosłownie do ostatniej chwili, robotnicy uwijali się jeszcze w sobotę o g. 15. Trzy godziny później melomani po raz pierwszy przekroczyli progi zmodernizowanej filharmonii, która zmieniła nie tylko wnętrze ale i nazwę - na Filharmonia Podkarpacka.
Fotele badane w komorze
Uzyskanie akustyki co najmniej takiej jaka była przed remontem było priorytetem. - Wnętrze można zawsze zmienić, ale akustyki nie da się już łatwo poprawić - mówi Marta Wierzbieniec, dyrektor filharmonii. Specjaliści z krakowskiej AGH stworzyli model akustyczny sali, a potem na każdym etapie prac prowadzili badania. W komorze bezechowej badano stare fotele, a potem różne modele nowych, aby można było wybrać idealne.
Yasuhisa Toyota, wybitny japoński specjalista, uważa, że aby uzyskać doskonałą akustykę sali oprócz precyzyjnych obliczeń musi pojawić się pierwiastek szczęścia. I tego składnika ekipie remontującej salę koncertową w Rzeszowie także nie zabrakło. Ucho cieszyły zwłaszcza pełnobrzmiące niskie rejestry, których wcześniej ewidentnie brakowało. - Od poniedziałku, kiedy odbyła się próba z udziałem grupy statystów, mogę spać spokojnie. Cały stres związany z akustyką minął już po kilku pierwszych dźwiękach. Mamy doskonałą salę - cieszy się dyrektorka.
- Selektywnie słychać poszczególne grupy instrumentów - potwierdza dyrygent Tadeusz Wojciechowski.
Lepszą akustyką są mile zaskoczeni także muzycy. - O wiele lepiej słyszymy siebie nawzajem, a także każdy z nas lepiej słyszy samego siebie. Barwa dźwięku jest miękka, bardziej szlachetna. Wcześniej zanikały wiolonczele i kontrabasy. Teraz brzmią dobrze - ocenia Robert Naściszewski, koncertmistrz filharmonii.
Oklaski nawet dla fortepianu
- Wreszcie w domu - tymi słowami powitała gości koncertu inauguracyjnego dyrektor Marta Wierzbieniec. Przecięcia wstęgi dokonali: Jan Burek, członek zarządu województwa i Marta Wierzbieniec, dyrektorka fiilharmonii, czyli ojciec i matka wielkiego remontu oraz biskup Edward Białogłowski, który poświęcił nową salę. Szczególne podziękowania dyrektorka kierowała do swojego zastępcy Pawła Stochmala, który bezpośrednio czuwał nad pracami i "spędzał w filharmonii 48 godzin na dobę". Były też podziękowania dla... wojska. - Mieliśmy dylemat gdzie przechować instrumenty i zawartość magazynów. Pomogło wojsko - wyjaśniała Wierzbieniec.
Sobotnia inauguracja była wielkim świętem filharmonii. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze w grudniu ub. roku dokładnie na środku miejsca, w którym w sobotę koncertowali artyści, pracowała koparka. Przestrzeń pod sceną została pogłębiona o kilka metrów. Teraz mieszczą się tam mechanizmy, dzięki którym scena dysponuje aż dziewięcioma różnymi poziomami. Gościom podobało się dosłownie wszystko. Gromkie oklaski zebrali wykonawcy, a także... fortepian, chowający się powoli pod podłogą na nowiutkiej platformie.
Najwięcej zachwytów budziła sala kameralna. Cieszy oko ciemnobrązowym obiciem ścian i odcinającym się na tym tle jasnofioletowym kolorem foteli. Kameralna ma ucieszyć też melomanów, bo wykresy specjalistycznych badań pokazują, że udało się znacznie poprawić akustykę.
Wnętrze dużej sali koncertowej nie zaskoczyło nowym wyglądem, bo nadrzędnym założeniem było aby nie zmieniać wystroju, ale je odtworzyć. Zmieniło się wszystko, choć niewiele z tych zmian widać gołym okiem. Sala, w razie potrzeby, może szybko przekształcić się w w scenę, na której można wystawiać opery i operetki. Boczne ściany ukrywają dwa skrzydła, które po odchyleniu stają się kulisami. Z góry będzie spuszczana kurtyna. Projektantem prac remontowych był Marek Kozień, wygląd wnętrz zaprojektowała Magdalena Kozień-Woźniak. Wykonawcą była firma Budimex.
Scena dla gwiazd
Sobotni koncert inauguracyjny był powtórzony w niedzielę. W sumie w inauguracji uczestniczyło około 1400 osób. Bilety kosztowały 70 zł i 50 zł ulgowe. Do takich cen zresztą melomani będą musieli się przyzwyczaić, bo w ślad za tym, że w repertuarze znalazło się wiele koncertów artystów wybitnych, ceny niektórych koncertów poszybowały w górę. Najdroższe dochodzą nawet do 150 zł a karnet na wszystkie koncerty kosztuje w tym roku 800 zł. Za to jeszcze tej jesieni w nowej sali koncertowej wystąpią takie sławy jak Agnieszka Duczmal z Orkiestrą Kameralną Polskiego Radia Amadeus, Aleksandra Kurzak, wielka gwiazda światowych scen operowych od Covent Garden w Londynie po Metropolitan Opera w Nowym Jorku, czy Krzysztof Penderecki, który poprowadzi wykonanie swojej VII Symfonii "Siedem Bram Jerozolimy".
Kto wystąpił na inaugurację
Kevin Kenner, wykonał Poloneza-As dur Op.53 oraz Andante spianato i Wielkiego Poloneza Es-dur op. 22 Fryderyka Chopina.
Haik Kazazian wykonał II Koncert skrzypcowy d-moll op. 22 Henryka Wieniawskiego.
W pierwszej części orkiestrę prowadził jej szef artystyczny - Vladimir Kiradjiev.
W drugiej części IX Symfonia Ludwiga van Beethovena wybrzmiała słynną "Odą do radości". Dzieło poprowadzone było przez Tadeusza Wojciechowskiego.
Remont kosztował 36 mln zł, z czego 85 proc. to dofinansowanie UE w ramach RPO. Budynek filharmonii był zamknięty przez rok. Ekipy remontowe wypruły jego wnętrze do gołego betonu, a potem od nowa je wykańczały. Na placu przed filharmonią, dzięki dofinansowaniu miasta, powstał dwupoziomowy parking, który będzie otwarty przez cały tydzień. Prace trwały tam dosłownie do ostatniej chwili, robotnicy uwijali się jeszcze w sobotę o g. 15. Trzy godziny później melomani po raz pierwszy przekroczyli progi zmodernizowanej filharmonii, która zmieniła nie tylko wnętrze ale i nazwę - na Filharmonia Podkarpacka.
Fotele badane w komorze
Uzyskanie akustyki co najmniej takiej jaka była przed remontem było priorytetem. - Wnętrze można zawsze zmienić, ale akustyki nie da się już łatwo poprawić - mówi Marta Wierzbieniec, dyrektor filharmonii. Specjaliści z krakowskiej AGH stworzyli model akustyczny sali, a potem na każdym etapie prac prowadzili badania. W komorze bezechowej badano stare fotele, a potem różne modele nowych, aby można było wybrać idealne.
Yasuhisa Toyota, wybitny japoński specjalista, uważa, że aby uzyskać doskonałą akustykę sali oprócz precyzyjnych obliczeń musi pojawić się pierwiastek szczęścia. I tego składnika ekipie remontującej salę koncertową w Rzeszowie także nie zabrakło. Ucho cieszyły zwłaszcza pełnobrzmiące niskie rejestry, których wcześniej ewidentnie brakowało. - Od poniedziałku, kiedy odbyła się próba z udziałem grupy statystów, mogę spać spokojnie. Cały stres związany z akustyką minął już po kilku pierwszych dźwiękach. Mamy doskonałą salę - cieszy się dyrektorka.
- Selektywnie słychać poszczególne grupy instrumentów - potwierdza dyrygent Tadeusz Wojciechowski.
Lepszą akustyką są mile zaskoczeni także muzycy. - O wiele lepiej słyszymy siebie nawzajem, a także każdy z nas lepiej słyszy samego siebie. Barwa dźwięku jest miękka, bardziej szlachetna. Wcześniej zanikały wiolonczele i kontrabasy. Teraz brzmią dobrze - ocenia Robert Naściszewski, koncertmistrz filharmonii.
Oklaski nawet dla fortepianu
- Wreszcie w domu - tymi słowami powitała gości koncertu inauguracyjnego dyrektor Marta Wierzbieniec. Przecięcia wstęgi dokonali: Jan Burek, członek zarządu województwa i Marta Wierzbieniec, dyrektorka fiilharmonii, czyli ojciec i matka wielkiego remontu oraz biskup Edward Białogłowski, który poświęcił nową salę. Szczególne podziękowania dyrektorka kierowała do swojego zastępcy Pawła Stochmala, który bezpośrednio czuwał nad pracami i "spędzał w filharmonii 48 godzin na dobę". Były też podziękowania dla... wojska. - Mieliśmy dylemat gdzie przechować instrumenty i zawartość magazynów. Pomogło wojsko - wyjaśniała Wierzbieniec.
Sobotnia inauguracja była wielkim świętem filharmonii. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze w grudniu ub. roku dokładnie na środku miejsca, w którym w sobotę koncertowali artyści, pracowała koparka. Przestrzeń pod sceną została pogłębiona o kilka metrów. Teraz mieszczą się tam mechanizmy, dzięki którym scena dysponuje aż dziewięcioma różnymi poziomami. Gościom podobało się dosłownie wszystko. Gromkie oklaski zebrali wykonawcy, a także... fortepian, chowający się powoli pod podłogą na nowiutkiej platformie.
Najwięcej zachwytów budziła sala kameralna. Cieszy oko ciemnobrązowym obiciem ścian i odcinającym się na tym tle jasnofioletowym kolorem foteli. Kameralna ma ucieszyć też melomanów, bo wykresy specjalistycznych badań pokazują, że udało się znacznie poprawić akustykę.
Wnętrze dużej sali koncertowej nie zaskoczyło nowym wyglądem, bo nadrzędnym założeniem było aby nie zmieniać wystroju, ale je odtworzyć. Zmieniło się wszystko, choć niewiele z tych zmian widać gołym okiem. Sala, w razie potrzeby, może szybko przekształcić się w w scenę, na której można wystawiać opery i operetki. Boczne ściany ukrywają dwa skrzydła, które po odchyleniu stają się kulisami. Z góry będzie spuszczana kurtyna. Projektantem prac remontowych był Marek Kozień, wygląd wnętrz zaprojektowała Magdalena Kozień-Woźniak. Wykonawcą była firma Budimex.
Scena dla gwiazd
Sobotni koncert inauguracyjny był powtórzony w niedzielę. W sumie w inauguracji uczestniczyło około 1400 osób. Bilety kosztowały 70 zł i 50 zł ulgowe. Do takich cen zresztą melomani będą musieli się przyzwyczaić, bo w ślad za tym, że w repertuarze znalazło się wiele koncertów artystów wybitnych, ceny niektórych koncertów poszybowały w górę. Najdroższe dochodzą nawet do 150 zł a karnet na wszystkie koncerty kosztuje w tym roku 800 zł. Za to jeszcze tej jesieni w nowej sali koncertowej wystąpią takie sławy jak Agnieszka Duczmal z Orkiestrą Kameralną Polskiego Radia Amadeus, Aleksandra Kurzak, wielka gwiazda światowych scen operowych od Covent Garden w Londynie po Metropolitan Opera w Nowym Jorku, czy Krzysztof Penderecki, który poprowadzi wykonanie swojej VII Symfonii "Siedem Bram Jerozolimy".
Kto wystąpił na inaugurację
Kevin Kenner, wykonał Poloneza-As dur Op.53 oraz Andante spianato i Wielkiego Poloneza Es-dur op. 22 Fryderyka Chopina.
Haik Kazazian wykonał II Koncert skrzypcowy d-moll op. 22 Henryka Wieniawskiego.
W pierwszej części orkiestrę prowadził jej szef artystyczny - Vladimir Kiradjiev.
W drugiej części IX Symfonia Ludwiga van Beethovena wybrzmiała słynną "Odą do radości". Dzieło poprowadzone było przez Tadeusza Wojciechowskiego.
- 21 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane
- Kibice żużla: "Lee, zawsze będziesz jeździł z nami" [ZDJĘCIA]
- Policja szukała 5-latka, a chłopcem opiekował się ojciec
- PRz vs. inne uczelnie: czyje juwenalia lepsze? [SONDAŻ]
- Obrażenia klatki piersiowej przyczyną śmierci Richardsona
- Tragiczny wypadek Lee Richardsona [ZOBACZ WIDEO]
- "Cyrk. Twoja rozrywka, ich cierpienie". Protest przed Zalewskim
- Moja Pierwsza Komunia... Dlaczego miałam dwie i koczek...




więcej zdjęć