Radni zachowali się jak dzieci podczas święta wiosny

Artur Gernand
2012-02-04 , aktualizacja: 03.02.2012 19:06
A A A Drukuj
Jerzy Cypryś, szef klubu PiS, tłumaczy, że opuszczenie obrad i zerwanie kworum jest jedną z form walki politycznej. Pewnie jest, ale moim zdaniem jest to forma nieelegancka
Radni poszli na pierogi
Fot. Krzysztof Koch
Radni poszli na pierogi
Czwartkowe wydarzenia zakończone gromadnym wyjściem z sali radnych przebiegły tak: Jolanta Kaźmierczak z PO prosi o 10 minut przerwy. Przed chwilką radni przegłosowali projekt dotyczący połączenia Rzeszowa i gminy Trzebownisko. Na jej prośbę przewodniczący rady Andrzej Dec, także z PO, ochoczo przystaje. W końcu Kaźmierczak jest jego koleżanką klubową. Radni PiS i PO wychodzą szybko z sali, tajemniczo uśmiechając się i puszczając oczka do dziennikarzy. Któryś z nich mówi nawet: "Do widzenia". Potem szybkie zejście do szatni i wyjście z ratusza. Szef klubu PiS Jerzy Cypryś przy drzwiach sprawdza swoje owieczki, liczy, czy nikt aby się nie wyłamał i nie ukrył w zakamarkach ratusza, by zepsuć misternie uknutą intrygę. - Wszyscy wyszli? Ktoś widział, czy Strączek wychodził? - dopytywał Cypryś. - Tak, wychodził - uspokaja któryś z rajców. Na sali sesyjnej zostaje tylko 12 radnych, nie ma kworum, czyli odpowiedniej liczby osób do prowadzenia dalszych obrad, trzeba je więc przerwać. Sprawa przyłączenia wsi Malawy do Rzeszowa pozostaje nierozstrzygnięta.

Dlaczego radni uciekli? Któryś z nich powiedział jeszcze w czwartek, że to taki protest przeciw "męczeniu ich Malawą". To nie pierwsza w ciągu ostatnich kilku lat ucieczka radnych z obrad. W 2004 roku mieliśmy do czynienia z tzw. aferą pierogową. Radni prawicy, nie chcąc dyskutować o budowie hipermarketu Carrefour przy katedrze, opuścili ratusz i udali się do jednej z restauracji, gdzie raczyli się pierogami.

Uciekali także radni sejmiku - w 2007 roku. Po wyborach parlamentarnych dwóch radnych wojewódzkich zostało posłami, a kolejnych dwóch senatorami. W konsekwencji rządzący w województwie klub PiS zmniejszył swój stan z 18 do 15 szabel. Opozycja miała wprawdzie nadal mniej członków, bo tylko 14, ale bez niej prowadzenie obrad było niemożliwe, bo PiS nie miał bezwzględnej większości (ta w sejmiku wynosiła 17). Walka toczyła się o władzę i polegała głównie na bojkotowaniu obrad.

Wróćmy do wydarzeń z czwartku. Jerzy Cypryś tłumaczy, że opuszczenie obrad i zerwanie kworum jest jedną z form walki politycznej. Pewnie jest, ale moim zdaniem jest to forma nieelegancka. Zresztą tak naprawdę nie chodziło tutaj tylko o jakąś manifestację postaw, jak mówili w czwartek radni, jakiś sprzeciw wobec sprawy Malawy. Ale też o to, że radni Platformy i PiS, gdyby pozostali na sesji, przegraliby głosowanie w sprawie przyłączenia tej wioski. Na sesji zabrakło dwojga radnych PiS: Waldemara Szumnego i Krystyny Wróblewskiej. W związku z tym prezydencka grupa zwolenników Malawy miała o jeden głos więcej. Trzeba więc było salwować się ucieczką. - Mówisz, że to, co zrobiliśmy, było nieeleganckie? - zapytał mnie Jerzy Cypryś. - To w takim razie jak można określić ciągłe proponowanie uchwały w sprawie Malawy, na temat której rada miasta już pięć razy wypowiadała się i w sprawie której nie zaszły żadne nowe fakty? Określenia trzeba chyba szukać w słowniku medycznym - stwierdził szef klubu PiS.

Nie przekonał mnie. Można tę sprawę było rozegrać inaczej: wygłosić oświadczenie, poinformować mieszkańców o takim, a nie innym stanowisku jednego i drugiego klubu, zorganizować konferencję. A nie prawie bez słowa uciekać z ratusza z podkulonym ogonem. Jak dzieci ze szkoły w pierwszy dzień wiosny. Tym samym wysłali zły sygnał mieszkańcom, którzy mogą stracić zaufanie do radnych. Bo co to za radni, których metodą walki o Rzeszów jest ucieczka?

Podziel się

  • 57 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Dołącz do nas na Facebooku