Sprawa dziewięciolatka. W nowej szkole też go nie chcą

Agata Kulczycka
2012-02-13 , aktualizacja: 13.02.2012 18:55
A A A Drukuj
Kurator oświaty przeniósł agresywnego dziewięciolatka do innej szkoły. Tam rodzice uczniów już szykują się do protestu. A rodzice chłopca nie posłali go do szkoły i zapowiadają odwołanie do Ministerstwa Edukacji Narodowej
Przemoc w szkole to coraz częstsze zjawisko
Fot. Marcin Tomalka / Agencja Gazeta
Przemoc w szkole to coraz częstsze zjawisko
Kurator oświaty na wniosek dyrektora SP nr 24 podjął decyzję o przeniesieniu dziewięciolatka do Szkoły Podstawowej nr 27, gdzie uczy się też siostra chłopca.

- Negatywne zachowania ucznia nasilały się, a jego rodzice wycofali wniosek w sprawie indywidualnego nauczania, co uniemożliwiło prowadzenie z nim indywidualnej pracy i terapii. Poza tym podejmowane w szkole działania, w tym zaangażowanie do pracy tzw. asystenta nauczyciela, okazały się nieskuteczne, a relacje między szkołą a rodzicami ucznia uległy zachwianiu - mówi Marek Kondziołka, dyrektor wydziału wspomagania i organizacji w rzeszowskim kuratorium oświaty, i dodaje: - Zmiana środowiska powinna pozytywnie wpłynąć na zachowanie chłopca. Będzie też można zbudować od podstaw relacje między jego rodzicami a szkołą. Zwłaszcza że jest ona jego rodzicom dobrze znana.

Chłopiec do tej pory chodził do SP nr 24, gdzie sprawiał ogromne problemy: był agresywny wobec siebie, nauczycieli, innych uczniów, a nawet rodziców i dziadków innych dzieci. Bił, gryzł, szczypał, wyrywał włosy, wyzywał, przeklinał, wyrywał drugie śniadania innym dzieciom, obnażał się publicznie, niszczył szkolne sprzęty, uciekał z klasy, załatwiał się na podwórku szkolnym. W styczniu został karnie przeniesiony do równoległej klasy. Jego zachowanie się nie poprawiło, a rodzice innych uczniów zapowiedzieli, że jeśli chłopiec po feriach wróci do szkoły, oni nie poślą tam swoich dzieci. W sprawie agresywnego dziewięciolatka zgłoszono 20 skarg do sądu rodzinnego. Ostatnie postanowienie zapadło 25 stycznia. Chłopiec ma mieć nauczanie indywidualne, opiekę kuratora sądowego, a rodzice zostali zobowiązani do kontynuowania leczenia syna. Postanowienie nie jest jednak prawomocne.

Decyzja kuratora zapadała ze skutkiem natychmiastowym, co oznacza, że rodzice mogą się od niej odwołać do MEN, ale od poniedziałku chłopiec nie jest już uczniem SP nr 24. Rodzice uczniów z dawnej klasy chłopca, którzy okupowali podczas ferii gabinet kuratora i żądali przeniesienia chłopca, mogli w poniedziałek spokojnie posłać swoje dzieci na lekcje.

- Z pewną ulgą przyjęłam tę wiadomość, bo nie udawało się nam w ostatnim czasie funkcjonować normalnie. I myślę, że ta decyzja da do myślenia rodzicom chłopca - mówi Elżbieta Chodzińska, dyrektorka SP nr 24.

Ale w nowej szkole nikt na chłopca nie czekał z otwartymi rękami. Rodzice uczniów SP nr 27 zapowiedzieli, że nie zgodzą się, by chłopiec chodził z ich dziećmi do szkoły. - Jeśli to jest prawda, co o nim słyszeliśmy, to chyba jednak jego miejsce nie jest w masowej szkole. Nie poślemy swoich dzieci na lekcję. Chcemy pokazać jasno swoje stanowisko już teraz, bo w poprzedniej szkole trzeba było aż półtora roku, aby interwencje przyniosły jakikolwiek skutek - mówi pan Grzegorz, ojciec jednego z uczniów SP nr 27. W grupie zapowiadających protest byli zarówno rodzice drugo-, jak i trzecioklasistów. Ci ostatni boją się o bezpieczeństwo swoich dzieci na szkolnych korytarzach.

- Spotkałam się z rodzicami. Starałam się ich uspokoić. Zapewniałam, że nic złego się nie stanie. Mam nadzieję, że dzieci przyjdą na lekcje - mówiła w poniedziałek rano Dorota Nowak-Maluchnik, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 6 w Rzeszowie, w skład którego wchodzi SP nr 27. Przyznaje jednak, że sama jest zaskoczona decyzją kuratora. - Nie mam żadnych dokumentów chłopca, opinii, orzeczeń z poradni, nic. Zupełnie nie wiemy więc na razie, jak moglibyśmy mu pomóc - mówi Nowak-Maluchnik. - Mam nadzieję na rozmowę z rodzicami dziecka, ale sądzę, że w tej sytuacji najlepsze byłoby nauczanie indywidualne - dodaje.

W poniedziałek do zapowiadanego bojkotu lekcji w SP nr 27 nie doszło, bo dziewięciolatek nie pojawił się w szkole. Jak informuje ojciec, chłopiec czeka na hospitalizację. - Nie będzie na razie nigdzie chodził do szkoły. Jest w takim stanie, że wszelkie zmiany środowiska wywołują jego negatywne zachowanie. To dziecko zdiagnozowane, są określone opinie, według których należy z nim postępować, a decyzja kuratora jest sprzeczna z tymi opiniami. Nie możemy celowo i świadomie narażać dziecka na takie sytuacje - ocenia ojciec.

Przygotowuje odwołanie od decyzji kuratora do MEN. - Kurator nie miał podstaw prawnych, aby ją wydać. Zrobił to chyba tylko pod wpływem krzyków innych rodziców - twierdzi.

Podziel się

  • 17 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Dołącz do nas na Facebooku