Wiatraki lepsze od kominów
05.03.2009
, aktualizacja: 06.03.2009 09:36
20 potężnych wiatraków produkujących prąd może stanąć na terenie gminy Padew Narodowa w powiecie mieleckim. - To dla nas niepowtarzalna szansa - mówi wójt Kazimierz Popiołek. - Bo to miejsca pracy i podatki - tłumaczy.
Ventureal, międzynarodowa firma zajmująca się budową odnawialnych źródeł energii, zwróciła się do władz gminy w Padwi Narodowej, bo z badań przeprowadzonych przez Akademię Rolniczą z Krakowa wynika, że ziemia padewska doskonale nadaje się do budowy elektrowni wiatrowej. Ventureal chce wybudować tzw. farmę wiatrową składająca się z 20 wiatraków rozmieszczonych na 600 hektarach powierzchni.
- Każdy miałby 100-120 m wysokości, a jedno śmigło - 50 m. Widoczne byłyby z kilkudziesięciu kilometrów. Z badań AR wynika, że przez 1/3 roku u nas wieje wystarczająco mocno, by wiatraki się kręciły - mówi z entuzjazmem wójt Kazimierz Popiołek.
Każdy chce, by na jego działce budować
Według wyliczeń Venturealu farma mogłaby dawać nawet 100 tys. megawatogodzin rocznie. - Ta ilość wystarczy do pokrycia zapotrzebowania blisko 27 tysięcy gospodarstw domowych. - Taka ilość energii pozwoliłaby odciążyć środowisko z ponad 110 tysięcy ton dwutlenku węgla - wylicza wójt. Dodaje, że inwestycja mogłaby się zwrócić za 4-6 lat, a gminie przyniosłaby same korzyści. - Liczylibyśmy na ok. 12 miejsc pracy, a do kasy mogłoby trafiać nawet trzy miliony podatku rocznie. Stalibyśmy się bogata gminą - mówi.
Każdy z wiatraków potrzebuje powierzchni od 30 do 50 arów. Tereny, na których elektrownia miałaby powstać, położone są od 800 m do kilometra od zabudowań. Rozmieszczone miałyby być na terenach Padwi, Zarównia i Piechot. Odbyły się już tam zebrania wiejskie. - Trzeba ludzi przekonać, bo oni też mogliby na tym zarobić - zachwala wójt. Proponowano mieszkańcom dwie możliwości. Sprzedaż gruntów pod farmę albo dzierżawa. - Optuję za tą drugą, bo właściciel działki co rok otrzymywałby pieniądze, a sprzedaje się tylko raz - wyjaśnia wójt Popiołek.
Po zebraniach i konsultacjach okazało się, że mieszkańcy nie tylko nie są przeciwni, ale bardzo zainteresowani budową wiatraków. - Jest wielka ciekawość i zainteresowanie. Każdy chce, by właśnie na jego działce budować. Nie będzie sprzeciwów, a odwrotnie będzie konkurencja o to u kogo powstanie wiatrak. Już zdecydowaliśmy, że nie będzie wiatraków na terenach należących do urzędników - słyszymy w gminie.
Wszystko teraz zależy od ornitologów
Ale sprawa nie jest jeszcze przesądzona. Najpierw w gminie stanie na rok maszt pomiarowy, który ma potwierdzić wyniki badań AR. - Tego jednak nie obawiamy się tak jak opinii ornitologów, którzy muszą się wypowiedzieć na temat, czy tak duża liczba wiatraków nie zaszkodzi ptakom. Tego boję się najbardziej, żeby ich opinie nie przesądziły negatywnie całej sprawy. To byłoby bardzo źle. Tym bardziej, że przecież na budowie skorzystaliby nie tylko ludzie i gmina, ale i środowisko, a tak to zasypuje nas pył z elektrowni Połaniec. My chcemy budować wiatraki, a nie kominy - mówi wójt.
Na razie pełną parą idą prace przy przygotowywaniu dokumentacji. Potrzebnych jest około 100 pozwoleń na budowę. - Robi to inwestor, a my pomagamy i wspieramy. Nie zatrzymujemy się, pracujemy i mamy nadzieję, że opinia ornitologów będzie pozytywna - kończy Kazimierz Popiołek. Ornitolodzy mają rok na przeprowadzenie badań i wydanie opinii. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to budowa ruszy w 2011 r., a farma zacznie produkować prąd rok później.
marek.kruczek@rzeszow.agora.pl
- Każdy miałby 100-120 m wysokości, a jedno śmigło - 50 m. Widoczne byłyby z kilkudziesięciu kilometrów. Z badań AR wynika, że przez 1/3 roku u nas wieje wystarczająco mocno, by wiatraki się kręciły - mówi z entuzjazmem wójt Kazimierz Popiołek.
Każdy chce, by na jego działce budować
Według wyliczeń Venturealu farma mogłaby dawać nawet 100 tys. megawatogodzin rocznie. - Ta ilość wystarczy do pokrycia zapotrzebowania blisko 27 tysięcy gospodarstw domowych. - Taka ilość energii pozwoliłaby odciążyć środowisko z ponad 110 tysięcy ton dwutlenku węgla - wylicza wójt. Dodaje, że inwestycja mogłaby się zwrócić za 4-6 lat, a gminie przyniosłaby same korzyści. - Liczylibyśmy na ok. 12 miejsc pracy, a do kasy mogłoby trafiać nawet trzy miliony podatku rocznie. Stalibyśmy się bogata gminą - mówi.
Każdy z wiatraków potrzebuje powierzchni od 30 do 50 arów. Tereny, na których elektrownia miałaby powstać, położone są od 800 m do kilometra od zabudowań. Rozmieszczone miałyby być na terenach Padwi, Zarównia i Piechot. Odbyły się już tam zebrania wiejskie. - Trzeba ludzi przekonać, bo oni też mogliby na tym zarobić - zachwala wójt. Proponowano mieszkańcom dwie możliwości. Sprzedaż gruntów pod farmę albo dzierżawa. - Optuję za tą drugą, bo właściciel działki co rok otrzymywałby pieniądze, a sprzedaje się tylko raz - wyjaśnia wójt Popiołek.
Po zebraniach i konsultacjach okazało się, że mieszkańcy nie tylko nie są przeciwni, ale bardzo zainteresowani budową wiatraków. - Jest wielka ciekawość i zainteresowanie. Każdy chce, by właśnie na jego działce budować. Nie będzie sprzeciwów, a odwrotnie będzie konkurencja o to u kogo powstanie wiatrak. Już zdecydowaliśmy, że nie będzie wiatraków na terenach należących do urzędników - słyszymy w gminie.
Wszystko teraz zależy od ornitologów
Ale sprawa nie jest jeszcze przesądzona. Najpierw w gminie stanie na rok maszt pomiarowy, który ma potwierdzić wyniki badań AR. - Tego jednak nie obawiamy się tak jak opinii ornitologów, którzy muszą się wypowiedzieć na temat, czy tak duża liczba wiatraków nie zaszkodzi ptakom. Tego boję się najbardziej, żeby ich opinie nie przesądziły negatywnie całej sprawy. To byłoby bardzo źle. Tym bardziej, że przecież na budowie skorzystaliby nie tylko ludzie i gmina, ale i środowisko, a tak to zasypuje nas pył z elektrowni Połaniec. My chcemy budować wiatraki, a nie kominy - mówi wójt.
Na razie pełną parą idą prace przy przygotowywaniu dokumentacji. Potrzebnych jest około 100 pozwoleń na budowę. - Robi to inwestor, a my pomagamy i wspieramy. Nie zatrzymujemy się, pracujemy i mamy nadzieję, że opinia ornitologów będzie pozytywna - kończy Kazimierz Popiołek. Ornitolodzy mają rok na przeprowadzenie badań i wydanie opinii. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to budowa ruszy w 2011 r., a farma zacznie produkować prąd rok później.
marek.kruczek@rzeszow.agora.pl
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane
- "Na 99,9 proc. odnaleziony w Tatrach jest z Węgorzewa"
- Wojewoda Małgorzata Chomycz wyszła za mąż. W czerwieni
- Pomniki brzydaki w Rzeszowie. Który do usunięcia? FOTO
- Alicja Wosik nowym wicewojewodą podkarpackim. Powołana
- Radni zagłosowali za przyłączeniem Malawy do Rzeszowa!
- Biseksualistki i gej w walentynki promowali miłość
- Dostaniesz mandat za dogrzewanie się w aucie. 100 zł


