Nowa odsłona sporu polsko-ukraińskiego
2009-05-03
, aktualizacja: 03.05.2009 18:17
Nieznani sprawcy zniszczyli kamienny obelisk, usunęli krzyże, które pod Chryszczatą upamiętniały likwidację szpitala Ukraińskiej Powstańczej Armii. Choć ten pomnik był nielegalny, zniszczenie go zaostrzyło spór o polsko-ukraińskie upamiętnienia
ZOBACZ TAKŻE
- Kolejna wojna na symbole historyczne we Lwowie (23-06-09, 19:03)
Dla prezesa Związku Ukraińców Piotra Tymy to, co się stało z pomnikiem, jest bardzo złym sygnałem.
- W latach 90. były przypadki niszczenia tablic upamiętniających akcję "Wisła". W latach późniejszych w spokoju zostawiono nawet nielegalne upamiętnienia. Teraz niepokojący jest nie tylko sam fakt zniszczenia pomnika, ale liczba wpisów na różnych forach nawołujących do zniszczenia. Są to wypowiedzi nawołujące do nienawiści. Wcześniej spotykaliśmy się z takimi wypowiedziami ze strony skrajnych prawicowych ugrupowań. Teraz wygląda to jak jakaś moda na nacjonalizm - mówi Tyma.
Pomnik stał w lesie na terenie nadleśnictwa Komańcza. - Kilkanaście dni temu leśniczy zauważył, że został zniszczony. Prawdopodobne stało się to w tygodniu po wschodnich świętach wielkanocnych. Ktoś rozbił tablicę z napisem, a z siedmiu krzyży został tylko jeden, z figurą Chrystusa. Zgłosiliśmy to na policję - mówi nadleśniczy Piotr Łański.
Pomnik postawili Ukraińcy, ale nielegalnie, bez żadnych zezwoleń. Nie wiadomo, kiedy dokładnie na zboczu Chryszczatej stanął kamienny obelisk z tryzubem i siedem krzyży - prawdopodobnie w 2007 lub 2008 roku. Miał przypominać, że w styczniu 1947 roku oddziały Wojska Polskiego zlikwidowały szpital polowy, który znajdował się w podziemnych bunkrach ukrytych w zboczach góry. Zginęło 25 osób - ranni i personel szpitala.
Przez kilka miesięcy administracja próbowała ustalić, kto postawił pomnik. Sprawdzano, czy ktoś starał się o zgodę na jego budowę. Ponieważ nie znaleziono ani inwestora, ani zgody na budowę, pod koniec ubiegłego roku powiatowy inspektor nadzoru budowlanego wydał decyzję o rozbiórce pomnika. Decyzję tę uchylił wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego.
- Prawo budowlane daje możliwość legalizacji samowoli budowlanej. O legalizację mógłby wystąpić inwestor, który do 30 lipca musiałby przedstawić wymagane prawem zezwolenia i zapłacić 125 tys. zł opłaty legalizacyjnej. Nie wiem, czy w sytuacji, gdy wcześniej nie udało się znaleźć osób odpowiedzialnych za budowę, teraz taki inwestor by się znalazł, ale zgodnie z prawem trzeba było dać możliwość legalizacji inwestycji - wyjaśnia Krzysztof Piątek z biura wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego w Rzeszowie.
Tyma wyjaśnia, że jego organizacja nie starała się o budowę pomnika na Chryszczatej i nie będzie występować o jego legalizację. - Nie mieliśmy w planie takiego upamiętnienia. Nie mamy 125 tys. zł na zapłacenie kary. W tej chwili pomnik jest w takim stanie, że lepiej byłoby budować go od nowa - mówi.
Jego zdaniem Chryszczata jest jednym z wielu przykładów nierozwiązanego problemu upamiętnień. - To jest pokłosie ostatnich lat i polityki Andrzeja Przewoźnika [sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, wydający decyzje o budowie upamiętnień i pomników - przyp. red.], który problem budowy pomników przeniósł na poziom ustaleń międzyrządowych i na dodatek stosuje zasadę wzajemności. W wielu wypadkach są to sprawy drobne, które można by załatwić bez włączania w to rządów. Uzyskanie zgody na upamiętnienie jest praktycznie niemożliwe, dlatego powstają samowole. Podobne problemy mają także przedstawiciele mniejszości niemieckiej i litewskiej - stwierdza Tyma. - O tym problemie nie mówi się głośno albo się udaje, że go nie ma. Nie zostanie rozwiązany, jeśli nie zaczniemy o nim rozmawiać - dodaje.
O pomniku na Chryszczatej zrobiło się głośno, gdy na polecenie wojewody władze Przemyśla usunęły z pomnika Ofiar UPA na przemyskim cmentarzu rzeźbę przedstawiającą przywiązane do pnia drzewa małe dzieci. Rzeźba stanęła niezgodnie z ustalonym i zatwierdzonym wcześniej z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa projektem. Pomnik na Chryszczatej został wskazany jako przykład nielegalnych upamiętnień wykonanych przez Ukraińców.
- W latach 90. były przypadki niszczenia tablic upamiętniających akcję "Wisła". W latach późniejszych w spokoju zostawiono nawet nielegalne upamiętnienia. Teraz niepokojący jest nie tylko sam fakt zniszczenia pomnika, ale liczba wpisów na różnych forach nawołujących do zniszczenia. Są to wypowiedzi nawołujące do nienawiści. Wcześniej spotykaliśmy się z takimi wypowiedziami ze strony skrajnych prawicowych ugrupowań. Teraz wygląda to jak jakaś moda na nacjonalizm - mówi Tyma.
Pomnik stał w lesie na terenie nadleśnictwa Komańcza. - Kilkanaście dni temu leśniczy zauważył, że został zniszczony. Prawdopodobne stało się to w tygodniu po wschodnich świętach wielkanocnych. Ktoś rozbił tablicę z napisem, a z siedmiu krzyży został tylko jeden, z figurą Chrystusa. Zgłosiliśmy to na policję - mówi nadleśniczy Piotr Łański.
Pomnik postawili Ukraińcy, ale nielegalnie, bez żadnych zezwoleń. Nie wiadomo, kiedy dokładnie na zboczu Chryszczatej stanął kamienny obelisk z tryzubem i siedem krzyży - prawdopodobnie w 2007 lub 2008 roku. Miał przypominać, że w styczniu 1947 roku oddziały Wojska Polskiego zlikwidowały szpital polowy, który znajdował się w podziemnych bunkrach ukrytych w zboczach góry. Zginęło 25 osób - ranni i personel szpitala.
Przez kilka miesięcy administracja próbowała ustalić, kto postawił pomnik. Sprawdzano, czy ktoś starał się o zgodę na jego budowę. Ponieważ nie znaleziono ani inwestora, ani zgody na budowę, pod koniec ubiegłego roku powiatowy inspektor nadzoru budowlanego wydał decyzję o rozbiórce pomnika. Decyzję tę uchylił wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego.
- Prawo budowlane daje możliwość legalizacji samowoli budowlanej. O legalizację mógłby wystąpić inwestor, który do 30 lipca musiałby przedstawić wymagane prawem zezwolenia i zapłacić 125 tys. zł opłaty legalizacyjnej. Nie wiem, czy w sytuacji, gdy wcześniej nie udało się znaleźć osób odpowiedzialnych za budowę, teraz taki inwestor by się znalazł, ale zgodnie z prawem trzeba było dać możliwość legalizacji inwestycji - wyjaśnia Krzysztof Piątek z biura wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego w Rzeszowie.
Tyma wyjaśnia, że jego organizacja nie starała się o budowę pomnika na Chryszczatej i nie będzie występować o jego legalizację. - Nie mieliśmy w planie takiego upamiętnienia. Nie mamy 125 tys. zł na zapłacenie kary. W tej chwili pomnik jest w takim stanie, że lepiej byłoby budować go od nowa - mówi.
Jego zdaniem Chryszczata jest jednym z wielu przykładów nierozwiązanego problemu upamiętnień. - To jest pokłosie ostatnich lat i polityki Andrzeja Przewoźnika [sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, wydający decyzje o budowie upamiętnień i pomników - przyp. red.], który problem budowy pomników przeniósł na poziom ustaleń międzyrządowych i na dodatek stosuje zasadę wzajemności. W wielu wypadkach są to sprawy drobne, które można by załatwić bez włączania w to rządów. Uzyskanie zgody na upamiętnienie jest praktycznie niemożliwe, dlatego powstają samowole. Podobne problemy mają także przedstawiciele mniejszości niemieckiej i litewskiej - stwierdza Tyma. - O tym problemie nie mówi się głośno albo się udaje, że go nie ma. Nie zostanie rozwiązany, jeśli nie zaczniemy o nim rozmawiać - dodaje.
O pomniku na Chryszczatej zrobiło się głośno, gdy na polecenie wojewody władze Przemyśla usunęły z pomnika Ofiar UPA na przemyskim cmentarzu rzeźbę przedstawiającą przywiązane do pnia drzewa małe dzieci. Rzeźba stanęła niezgodnie z ustalonym i zatwierdzonym wcześniej z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa projektem. Pomnik na Chryszczatej został wskazany jako przykład nielegalnych upamiętnień wykonanych przez Ukraińców.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane
- "Na 99,9 proc. odnaleziony w Tatrach jest z Węgorzewa"
- Wojewoda Małgorzata Chomycz wyszła za mąż. W czerwieni
- Pomniki brzydaki w Rzeszowie. Który do usunięcia? FOTO
- Alicja Wosik nowym wicewojewodą podkarpackim. Powołana
- Radni zagłosowali za przyłączeniem Malawy do Rzeszowa!
- Biseksualistki i gej w walentynki promowali miłość
- To b. żołnierz z Węgorzewa. A nie mieszkaniec Makowisk


