Nalepa będzie miał wzmocnioną gitarę

Rozmawiała Magdalena Mach
2009-06-07 , aktualizacja: 07.06.2009 12:01
A A A Drukuj
Do końca trwała walka z czasem: nie wiedziałam, kto pierwszy się narodzi - rzeźba Nalepy czy moja córka? O godz. 23 skończyłam rzeźbić, Liliana przyszła na świat o 6 rano - opowiada Agnieszka Świerzowicz-Maślaniec. Wspólnie z mężem Markiem Maślańcem wygrali konkurs na rzeźbę Tadeusza Nalepy
Zwycięska rzeźba Tadeusza Nalepy
Fot. Franciszek Mazur / AG
Zwycięska rzeźba Tadeusza Nalepy
ZOBACZ TAKŻE
Magdalena Mach: Czy już wiecie, że wygraliście konkurs?

Agnieszka Świerzowicz-Maślaniec: Wiemy, ale na razie tylko z "Gazety Wyborczej", mój tato przeczytał w piątek notkę w rzeszowskim dodatku. Bo chociaż jesteśmy przedstawiani jako artyści krakowscy, to ja jestem bardzo związana z Rzeszowem, mieszkałam tu przez 20 lat, skończyłam rzeszowski "plastyk".

Jako rzeszowiance postać Nalepy nie mogła być Pani całkiem obca. Czy przygotowując się do wyrzeźbienia modelu rzeźby, przesłuchaliście całą dyskografię Nalepy?

- Oboje z mężem lubimy klasykę rocka, muzyczne lata 70. Zespołu Breakout słuchał mój tato, więc ja też znałam tę muzykę. Ale w ciągu ostatnich trzech miesięcy rzeczywiście intensywnie się z nią osłuchiwaliśmy. Przeczytałam książkę "Breakout absolutnie". My ciągle żyjemy tą postacią.

I wszystko wskazuje na to, że będziecie nią żyć jeszcze przez kolejne trzy miesiące - taki jest bowiem czas przewidziany na realizację rzeźby w warunkach konkursu. Ale związek waszej rodziny z rzeźbą Nalepy już teraz jest wyjątkowo bliski...

- Do końca nie wiedziałam, kto pierwszy się narodzi - rzeźba Nalepy czy moja córka? O godz. 23 skończyłam rzeźbić, po prostu uznałam, że już nie mam nic więcej do powiedzenia, poszłam odpocząć. Liliana przyszła na świat o 6 rano. Będzie miała historię do opowiadania...

Wspólnie z mężem tworzycie artystyczny tandem, jak to działa?

- Znakomicie, po prostu znamy swoje mocne i słabsze strony, według tego dzielimy pracę. Ale to przede wszystkim świetny pomysł na małżeństwo. Siedzimy razem w pracowni i wspólnie działamy, gdy akurat któreś nie ma nic do roboty, może opiekować się dziećmi.

W Polsce panuje teraz swoista moda na ławeczki ze znanymi ludźmi. Choć macie na swoim koncie jedną ławeczkę - stoi w Koszecinie, tym razem nie poszliście na łatwiznę. Dlaczego kazaliście Nalepie iść?

- On po prostu nie mógł siedzieć na ławce. Im dłużej analizowaliśmy postać Nalepy i oglądaliśmy okładki płyt, z najbardziej znaną "Blues" na czele, gdzie Nalepa idzie za rękę ze swoim synem, tym bardziej byliśmy przekonani, że trzeba iść na całość i pokazać Nalepę tak, jak go czujemy: idącego wolnym krokiem na początku ulicy 3 Maja, jakby na początku drogi. Przez tę pozę chcieliśmy przekazać ideę bluesa, bycie w ciągłej podróży, ale bez pośpiechu, bez celu.

No i z nieodłącznym cieniem... Ten motyw pojawia się bardzo często w piosenkach Nalepy, dlatego "dokleiliście" swojej postaci cień, który będzie także odlany z brązu - to nawiązanie jest bardzo czytelne. Z którego konkretnie utworu czerpaliście inspirację dla tego bardzo oryginalnego pomysłu na rzeźbę?

"Zawsze wierny mi tak wierny niczym cień aż po drogi kres ty ze mną w noc i w dzień ty nie sprzedasz mnie mój bluesie"

Te słowa Bogdana Loebla Tadeusz Nalepa śpiewał na płycie "Jesteś w piekle". Porównanie bluesa do nieodłącznego cienia zainspirowało nas najsilniej. Dlatego na cieniu, który jest częścią naszej rzeźby, nie będzie słów Loebla, tylko cytat muzyki Nalepy - zapis nutowy jego utworu, który przepisaliśmy z nut wygrzebanych w jednej z księgarni muzycznych. Ale na wyobraźnię działały nam też słowa innej piosenki, zaczynającej się od słów:

"Pójdziesz tylko z cieniem z tym jak pies Ci wiernym cieniem Pójdziesz tylko z sobą z tym Ci jak cień wiernym sobą"

Na cieniu jest napis: "Tadeusz Nalepa, kompozytor, gitarzysta, wokalista, założyciel grupy Breakout". Forumowicze zauważyli, że brakuje podkreślenia wyjątkowej roli Nalepy dla polskiej muzyki. Czy to ostateczna wersja napisu?

- Na modelu zawarliśmy jedynie ideę napisu - żeby był lakoniczny, żeby nie był to cytat słów piosenek tylko twórczości Nalepy, żeby w prosty sposób wykładał to, kim Nalepa był. Nie napisaliśmy, że to ojciec polskiego bluesa, bo wydawało nam się to zbyt oczywiste. Ale pewnie ostateczną wersję napisu trzeba będzie jeszcze przemyśleć tak, aby wyrażała kwintesencję osoby Nalepy. Być może trzeba będzie podkreślić, że był związany z Rzeszowem.

Skąd czerpaliście wzór do wyrzeźbienia modelu głowy Nalepy?

- Z książki "Breakout absolutnie". Skoncentrowaliśmy się na kilku zdjęciach, które były dla nas celem, ale aby go osiągnąć, analizowaliśmy nawet fotografie z dzieciństwa Nalepy, to było jak praca detektywistyczna.

Jeden z internautów skomentował, że wasz Nalepa ma wyraz twarzy "jakby chciał pozabijać wszystkich naokoło"...

- Twarz w miniaturowym modelu została tylko naszkicowana, jej dokładny wygląd oddaje model 1:1, który także musieliśmy przygotować na konkurs. Zależało nam na pokazaniu twarzy człowieka idącego, patrzącego w dal, nie chcieliśmy, żeby czarował miłym wyrazem twarzy albo uśmiechem, bo on sam nikogo nie starał się czarować, nie był ani trochę typem gwiazdora.

Na ile gipsowy model odzwierciedla ostateczny odlew rzeźby? Czy będzie dokładnie taka?

- Rzeźbiliśmy tak, jakbyśmy tworzyli ostateczną wersję rzeźby, wszystko było przemyślane. Rzeźbiąc w dużej skali, będziemy bogatsi o doświadczenia, które zdobyliśmy podczas pracy nad modelem z gipsu, na pewno więc ostateczna wersja będzie lepsza. Powolny chód nie jest wcale taki prosty do wyrzeźbienia, dużo łatwiej jest wykonać postać w jakimś konkretnym ruchu.

Wątpliwości może także budzić sposób, w jaki Nalepa trzyma gitarę. Jej gryf jest mocno odchylony na zewnątrz, w dodatku zachodzi obawa, że stanie się łatwym celem dla wandali...

- Takie ułożenie było uwarunkowane formalnie, z jednej strony chodziło o to, żeby forma cienia była interesująca, z drugiej - aby gitara nie kojarzyła się karabinem i żeby była widoczna w różnych kontekstach. Nie sądzę, aby ten gryf można było tak łatwo ułamać. To będzie mocny element, aby go zniszczyć, trzeba by przyjść z piłą. Na pewno będziemy o tym jeszcze dyskutować z odlewnikami.



*Jury nagrodziło

I miejsce: Agnieszka Świerzowicz-Maślaniec i Marek Maślaniec - Kraków, 80 punktów na 100 możliwych - 5 tys. zł

II miejsce: Jerzy Dobrzański - Rzeszów, 60/100 - 3 tys. zł

III miejsce: Tomasz Wenklar - Tychy, 40/100 - 2 tys. zł.

Zwycięzca otrzymuje 25 tys. zł na wykonanie odlewu w skali 1:1 - okres realizacji wynosi 3 miesiące.



Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dołącz do nas na Facebooku