Podkarpacie przestaje być bastionem PiS-u

Małgorzata Bujara
08.06.2009 , aktualizacja: 08.06.2009 19:48
A A A Drukuj
- Wszyscy myślą, że Podkarpacie to taka dobra ziemia, na której miękko się ląduje ze spadochronem - biadolił jeden z kandydatów w kampanii. Okazało się, że tym razem spadochron się nie otworzył. Przynajmniej w przypadku Krzaklewskiego -




PO przegrała na Podkarpaciu z PiS-em. Można rzec - sromotnie. Jesteśmy jednym z czterech województw w kraju, gdzie partia Jarosława Kaczyńskiego triumfuje. W dodatku te toasty u nas brzmią najgłośniej. PiS na Podkarpaciu ma największą przewagę nad PO - prawie 13 proc. I w ogóle zrobił tu najlepszy wynik w kraju - 41,9 proc. Pod tym względem znaleźliśmy się w doborowym towarzystwie - druga jest Małopolska, gdzie PiS osiągnął 41,3 proc. Ale tam dystans pomiędzy dwoma zwaśnionymi obozami jest mniejszy - ledwo przekracza 6 proc.

Platforma na karku PiS-u

Żeby jednak zobaczyć prawdziwy obraz tego, w którym miejscu na Podkarpaciu są oba ugrupowania, trzeba się cofnąć do eurowyborów pięć lat temu.

Wtedy PiS zgarnął 31,5 proc. głosów. A pamiętacie, ile ugrała PO? Zaledwie 13,4 proc! To był prawdziwy nokaut. O mandacie Platforma nie miała nawet co marzyć. Wtedy PiS wysłał stąd do PE jednego posła, a drugiego LPR. Sporo głosów miała też wówczas Samoobrona.

Powiecie, że pięć lat to szmat czasu? To spójrzmy na wyniki sprzed lat dwóch, do polskiego parlamentu. Wtedy PiS dostał 46,3 proc, a PO 28,5 proc. Różnica prawie 18 proc. A w przeliczeniu na mandaty wypadło to jeszcze tragicznej dla PO: kiedy partia Donalda Tuska w skali kraju piła szampana, podkarpacka PO do Sejmu wprowadziła dwa razy mniej posłów niż koledzy z PiS-u. Z Senatem było jeszcze gorzej: PO nie ma ani jednego senatora, pięć mandatów dzierży w ręku PiS.

Dopiero po przeanalizowaniu tych wyników z przeszłości zrozumiemy, dlaczego w poniedziałek rano Elżbieta Łukacijewska mogła powiedzieć tak:

- Wiem, że nie wygraliśmy. Ale wreszcie doczekaliśmy się czasu, kiedy Podkarpacie przestaje być bastionem PiS-u! - mówiła wzruszona.

Nowa twarz PiS-u

Jakby jednak nie patrzeć, to trzeba powiedzieć jasno: megazwycięzcą wyborów na Podkarpaciu jest Tomasz Poręba. Bo młody. Bo wcześniej praktycznie w regionie nieznany. Bo z ostrą opozycją w rzeszowskim PiS-ie. A Poręba zdobył ponad 85 tys. głosów. To naprawdę sukces.

A na starcie kampanii mało kto dawał mu szansę. Sympatycy partii marudzili, że PiS zaprzepaszcza szansę, odrzucając Mieczysława Janowskiego, który pięć lat temu wywalczył dla partii mandat. A jednak 36-letniemu Porębie udało się. - Osiągnąłem megawynik! - nie ukrywał radości wczoraj rano w rozmowie z "Gazetą".

Ma się z czego cieszyć. Tym bardziej że rzeszowski PiS po cichu liczył, że uda się raczej któremuś z lokalnych posłów. Wystawił ich na listę aż pięciu. A żadnemu z nich nie udało się nawiązać równorzędnej walki z jedynką.

Można się zastanawiać, co tu zaprocentowało. PiS-owcy mówią teraz, że kandydat był dobry. A być może zaprocentowało to, że elektorat tej partii z definicji głosuje na jedynkę.

W każdym razie podkarpacki PiS wysyła z Podkarpacia "nową jakość" - człowieka świetnie znającego realia PE, o znajomości języków nie wspominając, bez kompleksów. "Starszych" w rzeszowskim PiS-ie nieco to kłuje w podniebienie, ale będą musieli Porębę nie tylko przełknąć, ale jeszcze się nim chwalić i liczyć z jego zdaniem. Bo Poręba to człowiek Jarosława Kaczyńskiego.

Na nazwisko, nie na partię!

To, co możliwe w przypadku PiS-u, okazało się zupełnie nie przystawać do PO. Tu wygrała dwójka. I to nie rzutem na taśmę. Elżbieta Łukacijewska znokautowała lidera swojej listy. Tak dużej przewagi nikt się chyba nie spodziewał. - Nawet niektórzy moi koledzy w partii nie wierzyli w to, że dostanę mandat - mówi emocjonalnie sama Łukacijewska.

Radość jest ogromna, bo lider listy został daleko w tyle: Marian Krzaklewski uzbierał ledwie 25,4 tys. głosów. To żenująco mało, zważywszy na to, że władze partii wstawiły go na listę wbrew lokalnym działaczom, tłumacząc, że ma pociągnąć listę i doprowadzić PO do zwycięstwa. Nic z tych rzeczy się nie udało. Krzaklewski dał partii marny wynik, nie licząc niesmaku i u działaczy, i - najwyraźniej - u wyborców tej partii. Bo jednak przygarniając do siebie byłego lidera AWS-u i "Solidarności", partia nadwyrężyła swój image.

Można jednak z wyniku Krzaklewskiego wyciągnąć dwie dobre wiadomości.

Pierwsza to taka, że złamany został mit, że mieszkańcy naszego regionu w ciemno głosują na krajowe nazwiska, na sławy sławy. - Wszyscy myślą, że Podkarpacie to taka dobra ziemia, na której miękko się ląduje ze spadochronem - biadolił jeden z lokalnych kandydatów w środku kampanii.

A figa. Okazało się, że tym razem spadochron się nie otworzył. Przynajmniej w przypadku Krzaklewskiego. Bo trzeba przypomnieć, że i Poręba dorobił się metki spadochroniarza. Choć jest zameldowany w Mielcu, od lat mieszka w Brukseli, gdzie pracuje w strukturach PE od pięciu lat.

Drugi ważny przekaz jest taki: chcieć to naprawdę móc. - Mój wynik pokazuje, że warto zawsze mieć nadzieję i pracować - mówi Łukacijewska. I ma rację.

Jej wynik to trochę jednak zasługa Krzaklewskiego. Wstawienie go na pierwsze miejsce zmobilizowało ją. Miała na pewno najlepszą kampanię na Podkarpaciu. Nie tylko jeździła do wyborców, ściągnęła tu pierwszy garnitur polityków, ale zakleiła całe Podkarpacie plakatami i podbiła internet. Zareklamowała się na Naszej- klasie (ponad 2 tys. znajomych), jej sztabowcy wysyłali do ludzi SMS-y, maile, a nawet grę, w której można było łowić euro za pomocą twarzy Łukacijewskiej. Wypadało się z gry po zderzeniu z kaczuszkami, które w miarę upływu czasu mnożyły się.

Łukacijewska wygrała też tym, że udało się jej zdobyć poparcie znanych samorządowców w regionie. Głównie prezydenta Rzeszowa Tadeusza Ferenca, ale też np. prezydenta Stalowej Woli Andrzeja Szlęzaka.

Wszystko to opłaciło się liderce PO.

Z wyników tych wyborów właściwie wszyscy mogą się cieszyć. PiS, że wygrywa. PO, że zmniejsza dystans do konkurenta. Podkarpacie, że pozbywa się łatki regionu dobrego dla spadochroniarzy. Tylko do urn poszło mniej wyborców niż średnia w kraju. To zdecydowanie zła wiadomość.

malgorzata.bujara@rzeszow.agora.pl

Podziel się

  • 17 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dołącz do nas na Facebooku