Mieszkańcy Rzeszowa o lokalnych władzach

Agata Kulczycka
22.07.2009 , aktualizacja: 22.07.2009 14:37
A A A Drukuj
Po 20 latach od przełomu z 1989 r. rzeszowianie są przekonani, że nie mają możliwość kontrolowania lokalnych władz, co więcej - zupełnie nie wierzą, że mają wpływ na to co dzieje się w ich mieście. Tak wynika z badań, które przeprowadzili socjolodzy z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Rzeszowskiego z inicjatywy "Gazety" na jubileusz 20-lecia wolnej Polski.


Badania zostały przeprowadzone w maju wśród blisko 500 mieszkańców Rzeszowa. Dotyczyły kilku sfer życia: miasta - jego osiągnięć i porażek, społecznej aktywności mieszkańców, oceny władz, przestrzeni Rzeszowa, jako źródła tożsamości lokalnej, oraz oceny stanu obecnego i perspektyw na przyszłość dla rozwoju miasta.

Jak mieszkańcy oceniają władze samorządowe miasta? Dla ponad połowy badanych najwięcej do powiedzenia w mieście ma prezydent Tadeusz Ferenc. - Dla ponad 55 proc. ankietowanych to on jest głównym "aktorem na miejskiej scenie" - mówi Hubert Kotarski, socjolog z Zakładu Socjologii Miasta i Regionu Instytutu Socjologii UR, współautor badań.

W pewnym oddaleniu od prezydenta, ale wyżej niż rada miasta plasują się w tym rankingu lokalni biznesmeni. Zdaniem

blisko jednej piątej badanych, to właśnie oni mają realny wpływ na to co dzieje się w mieście. O tym, że to rada miasta podejmuje ważne dla Rzeszowa decyzje przekonanych jest 15 proc. badanych. - Żadnego natomiast wpływu - w mniemaniu mieszkańców - na decyzje zapadające w Rzeszowie nie mają natomiast lokalne ugrupowania polityczne i stowarzyszenia, czyli ważne elementy budujące kapitał społeczny miejskiej społeczności - ocenia Hubert Kotarski.

Zdaniem Kotarskiego o niskim poziomie kapitału społecznego świadczy również przekonanie o tym, że mieszkańcy nie mają możliwość kontrolowania działalności władz miasta. Aż 45 proc. badanych stwierdziło, że takie możliwości są niewielkie lub wręcz żadne. Jedynie 1,8 proc. stwierdziło, że takie możliwości są bardzo duże. - Dwadzieścia lat budowania społeczeństwa obywatelskiego nie przyniosło spodziewanych efektów - ocenia socjolog.

Wyniki badań wskazują, że ponad 40 proc. badanych mieszkańców Rzeszowa nie zna osób, które działają społecznie. Dla siedmiu procent respondentów w Rzeszowie w ogóle nie ma takich osób. - To pokazuje, że w Rzeszowie brakuje liderów pobudzających wewnętrzne zasoby społecznej aktywności. O braku takich liderów świadczą również odpowiedzi na pytanie czy miasto wspomaga oddolne działania obywatelskie. Jedna trzecia badanych nie ma wiedzy na temat, a co ósmy respondent stwierdził, że nie ma takiej pomocy - mówi Hubert Kotarski.

Radny raz na zawsze

Ważnym elementem funkcjonowania lokalnej demokracji, a także społeczeństwa obywatelskiego jest łatwość dostępu mieszkańców do potrzebnych informacji oraz transparentność podejmowanych przez władzę decyzji. Badania pokazały, że mieszkańcom często brakuje potrzebnych informacji na ten temat. - Niepokojące jest to, że respondenci bardzo słabo lub wcale nie orientują się w działaniach władz miasta, rzadko wiedzą czym one się zajmują - twierdzi Hubert Kotarski.

Badania wskazały również jak badani postrzegają drogę rekrutacji lokalnych elit. Ponad połowa responsów uważa, że radnymi zostają ciągle te samy osoby, ponieważ popierają się nawzajem, albo dlatego, że ludzie się do nich przyzwyczaili. Jedynie co dziesiąty badany stwierdził, iż aby zostać radnym należy posiadać określone kompetencje lub zdolności. - Wyniki te pokazują, że bycie radnym sprowadza się do wejścia do ekskluzywnego klubu zapewniającego długookresowy mandat poparcia. Ekskluzywność bycia radnym potwierdza również rozkład odpowiedzi na pytanie o łatwość kontaktu z radnym. Jedna czwarta badanych stwierdziła, że kontakt taki jest mocno utrudniony lub wręcz niemożliwy. Jedynie cztery procent respondentów stwierdziło, że nie ma problemu z dotarciem do radnego - mówi Hubert Kotarski.

Szklanka do połowy pełna?

Socjolodzy zapytali w ankietach także o to, czy rzeszowianie zgadzają się z opinią, że w Polsce po 1990 roku obywatele mają duże możliwości wpływania na to, co się dzieje w ich gminach i miastach.

Badani z tą opinią się zgodzili, ale nie uważają by miała uniwersalny charakter. Ich zdaniem nie odnosi się do Rzeszowa. Ledwie nieco ponad dwa procent badanych stwierdziło, że ma duży wpływ na to, co się dzieje w mieście. Ponad 85 proc. respondentów uważa, że ich wpływ jest minimalny lub żaden. - Te bardzo pesymistyczne dane jeszcze raz potwierdzają wnioski o niskim poziomie kapitału społecznego i porażce budowy po 1989 roku społeczeństwa obywatelskiego - uważa Hubert Kotarski i dodaje: - Trudno mówić, że w Rzeszowie mamy do czynienia ze społeczeństwem obywatelskim jeśli ponad osiemdziesiąt procent badanych uważa, że nie ma żadnego wpływu na to co się dzieje w jego lokalnej społeczności.

Inne zdanie w tej sprawie ma prof. Jerzy Chłopecki, politolog i socjolog, prorektor ds. nauki Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. - Jeśli ponad połowa respondentów uważa, że przeciętni obywatele mają możliwości wpływania na to, co dzieje się w ich gminach, to nie jest źle. Ale równocześnie prawie 54 proc. uważa, że osobiście tego wpływu nie ma. Z pozoru mamy tu do czynienia ze sprzecznością. W końcu oba wyniki prawdziwe być nie mogą. No ale mogą i są, ponieważ tylko z pozoru odnoszą się do tego samego. Jeśli weźmiemy pod uwagę pytanie o to, czy respondent próbował na coś wpłynąć (prawie 67 proc. nigdy nie próbowało), otrzymamy w rezultacie obraz logiczny i wcale nie taki zły: większość z nas wie, że jako obywatele mamy wpływ na bieg rzeczy w państwie (województwie, mieście, gminie itd.), ale jesteśmy już mniej pewni swoich własnych w tym względzie możliwości i w rezultacie większość z nas nie próbowała tych możliwości zweryfikować. Można więc dojść do wniosku, że te dane mają spory ładunek optymizmu na przyszłość. Można liczyć, że wielu z tych, którzy sądzą, że obywatel ma wpływ na rzeczywistość, ale jeszcze pozostają bierni, zaktywizują się w przyszłości. Byłoby o wiele gorzej, gdyby ten ciąg liczb był odwrócony, a więc gdyby więcej było tych, którzy próbowali obywatelskiej aktywności, sparzyli się i doszli do wniosku, że "przeciętni obywatele nie mają możliwości" - komentuje prof. Chłopecki, który zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt tych badań. W wielu pytaniach bardzo duży odsetek stanowią odpowiedzi: nie wiem, trudno powiedzieć. Np. na pytanie czy zgadzasz się z opinią, że w Polsce po 1990 roku obywatele mają duże możliwości wpływania na to, co dzieje się w ich gminach blisko 19 proc. odpowiada "nie wiem". Ponad 20 proc. nie ma zdania w jaki sposób w Rzeszowie zostaje się radnym, a aż ponad połowa ankietowanych nie ma pojęcia czy łatwo jest spotkać się z radnym. - Te wyniki zakreślają pole społecznej bierności. "Nie wiem", "trudno powiedzieć" to znaczy - mnie to nie interesuje, moja chata z innego kraju. I jeśli coś mnie niepokoi to właśnie względnie wysoki poziom tej obywatelskiej bierności - mówi prof. Jerzy Chłopecki.



O badaniach

Badania pn. "Miasto w dwudziestoleciu 1989-2009 w świadomości mieszkańców Rzeszowa" zostały przeprowadzone przez pracowników Zakładu Socjologii Miasta i Regionu Instytutu Socjologii UR. Objęły swoim zasięgiem wszystkich pełnoletnich mieszkańców Rzeszowa. Przepytano ponad pięćset pięćdziesiąt osób, z czego do końcowej analizy zakwalifikowano 494 ankiet. Próba miała charakter losowy i proporcjonalny.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Dołącz do nas na Facebooku