W szkole także rodzic ma swoje prawa

Olga Szpunar
2009-09-13 , aktualizacja: 13.09.2009 19:39
A A A Drukuj
Masz dość szkoły swojego dziecka? Chciałbyś wiele w niej zmienić? Gdzie byłeś, kiedy wybierano Radę Rodziców? Pewnie siedziałeś skulony w ławce i modliłeś się, by nikt Cię do niej nie wytypował
ZOBACZ TAKŻE
Pierwsze zebranie rodziców w nowym roku szkolnym. Wychowawczyni klasy pyta, kto jest chętny, by wstąpić do rodzicielskiej rady. Na sali cisza. Rodzice wbijają oczy w ławki. Nikt nie ma ochoty się angażować.

Ale Rada Rodziców musi być w każdej szkole (w jej skład wchodzą przedstawiciele każdej klasy). Wychowawczyni sama więc typuje "ochotnika". Zazwyczaj osobę potulną, po której na pierwszy rzut oka widać, że nie będzie się domagała żadnych praw i tym samym przeszkadzała nauczycielom i dyrekcji. Maria Szpilowska, prezes zarządu Fundacji "Rodzice Szkole", słyszała o dziesiątkach takich wyborów do rodzicielskich rad. Skupieni w nich rodzice wykonują zadania o charakterze porządkowym (np. malują stare sale) i socjalnym (np. organizują kiermasz świąteczny). I - co dla szkoły najważniejsze - zbierają pieniądze na jej rzecz. Tyle że ani dla dyrekcji, ani dla nauczycieli nie są partnerami. A powinni.

Rada ma za sobą prawo

Realny wpływ na to, co dzieje się w szkole, daje Radzie Rodziców ustawa o systemie oświaty z kwietnia 2007 r. Bez jej opinii nauczyciele nie mogą wybrać programów wychowawczych, profilaktycznych i naprawczych. Bez jej zgody w szkole nie może działać żadna organizacja lub stowarzyszenie, a uczniowie nie mogą chodzić w mundurkach. Rada może występować do dyrektora szkoły i samorządu z wszelkimi wnioskami i opiniami, wyrażać swoje zdanie o wybranych przez szkołę podręcznikach i programach nauczania oraz ustalonych planach finansowych. Może na specjalnym koncie gromadzić fundusze w celu wsparcia działalności szkoły i mieć swojego przedstawiciela w komisji wybierającej jej dyrektora.

Problem w tym, że wielu rodziców nie ma o tym pojęcia. A ci, którzy znają swoje prawa, często mają pod górkę.

Szpilowska opowiada o warszawskiej podstawówce na Ursynowie: - Jej dyrektorka przez półtora roku wojowała z rodzicami, którzy domagali się, by egzekwowała ich prawa. Wszelkie ich prośby, by udostępniła im dokumenty, do których mają prawo wglądu, odbierała jako atak i próbę kontroli. W końcu jednak pokazała rodzicom plan finansowy szkoły. Rada przekonała ją do zmiany telefonicznego operatora na tańszego. W skali roku szkoła zaoszczędziła kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Rodzice z podwarszawskiego Konstancina nawiązali współpracę z miejskimi urzędnikami i wspólnie starają się o środki z Unii Europejskiej. A to na angielski, a to na podział klas na grupy, a to na salę multimedialną...

Rodzice z krakowskiej podstawówki nr 51 niedawno wywalczyli, by w budynku szkoły nadal funkcjonowało bezpłatne niepubliczne gimnazjum. Chciała je stamtąd wyrzucić dyrektorka, tymczasem rodzice planowali tam posłać swoje dzieci. Brak porozumienia zaowocował wnioskiem o odwołanie dyrektorki ze stanowiska. Rodzice wymogli na władzach oświatowych szereg spotkań w tej sprawie. Efekt? Gimnazjum zostaje. Zostaje też dyrektorka, ale pod warunkiem, że do końca grudnia ułoży poprawnie swoje stosunki z rodzicami. "Do kierowania szkołą nie są potrzebni mi rodzice i Rada Rodziców. Sama sobie poradzę" - miała powiedzieć pani dyrektor podczas jednego z negocjacyjnych spotkań. Nie miała racji.

Partner a nie wróg

Rada rodziców nie umniejsza w niczym roli dyrektora czy nauczycieli w szkole, nie likwiduje żadnych struktur i mechanizmów funkcjonowania oświaty, nie wprowadza wreszcie żadnych zmian w relacji szkoła - organ prowadzący. Nadaje jedynie charakter prawny współpracy rodziców ze szkołą. Rodzice stają się partnerami dialogu wewnątrz szkoły, a szkoły autentycznymi szkołami dialogu - czytamy w stanowisku Fundacji "Rodzice Szkole".

Fundacja marzy, by szkolne rady rodziców łączyły się w międzyszkolne, a te w wojewódzkie. Pierwsza taka rada powstała już na Podkarpaciu. O takich przedsięwzięciach eksperci mówią: "Rodzi się nowa siła, która będzie miała niebagatelny wpływ na edukację. A świadomych jest coraz więcej. W internetowych kursach o prawach rodziców w szkole uczestniczy miesięcznie po 2 tys. osób".

Rodzice rosną w siłę

Szpilowska: - Zainteresowanie kursami to początek procesu, podczas którego rodzice urosną w ogromną siłę w szkole.

Tyle że ta siła potrafi być również niszcząca. Wiedzą o tym dyrektorzy szkół społecznych, które zakładali rodzice i wciąż mają w nich duży wpływ.

- Nauczyciel krzywo popatrzył? Zwolnijmy go! Podjął decyzję, która się nie podoba? Zwolnijmy - Krzysztof Kwiatkowski, kierujący Zespołem Szkół Społecznych nr 3 w Krakowie, spędził w swoim gabinecie długie godziny na obronie nauczycieli przed rodzicami. - Naciski, by pozbywać się niewygodnych, są niebezpieczne. Dyrektor, który nie jest dobrym mediatorem, może im ulec, a to nie jest dobre dla szkoły.

Czy wraz z rosnącymi w siłę radami rodziców w szkołach publicznych pojawią się podobne problemy? - To, że rodzice dzieci ze szkół publicznych mogą opiniować wiele spraw, nie znaczy jeszcze, że ich opinie będą brane pod uwagę. Ale dyrektor czy urzędnicy są zobowiązani odpowiedzieć pismem na pismo. To rodzi dialog, który może i powinien być początkiem współpracy. Chodzi nam przede wszystkim o to, by nauczyciele i rodzice stali się sprzymierzeńcami w walce o dobrą edukację. By tłumaczyć, na czym prawidłowa współpraca rad rodziców ze szkołą powinna polegać - mówi Maria Szpilowska. - Dlatego Fundacja przeszkoliła ponad 2 tys. trenerów, którzy mają docierać do szkół i uświadamiać rodzicom im prawa, ale również obowiązki. Najważniejszym z nich jest zaangażowanie w życie szkoły i poczucie odpowiedzialności za edukację swojego dziecka.

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Dołącz do nas na Facebooku