Kundelek się dusi, a urzędnicy się ociągają
15.09.2009
, aktualizacja: 14.09.2009 20:09
- Obiecali ogrodzenie nowej działki przed wakacjami, a do tej pory nie zrobiono nic - denerwuje się szefowa rzeszowskiego schroniska dla zwierząt Kundelek Halina Derwisz. - Miasto ma obowiązek zapewnić właściwe warunki dla bezdomnych zwierząt, a mam wrażenie, że nikogo to nie obchodzi
ZOBACZ TAKŻE
- Wyrzucony kot,10-latka w depresji. Mama: Nie pomyślałam (19-12-11, 20:00)
- Może w końcu ogrodzą schronisko Kundelek? (04-11-10, 17:57)
- Kundelek musi się dalej rozwijać (10-01-10, 18:27)
W okresie największego zapotrzebowania na miejsce w schronisku, czyli w czasie wakacji, w Kundelku jest horror. - Nie ma dnia, żeby nie dotarł do nas jakiś porzucony zwierzak - mówi Halina Derwisz. Nowy teren i nowe kojce dla zwierząt to obecnie dla schroniska kwestia najważniejsza.
- Miasto się powiększa, przyłączane są tereny wiejskie, a tam jest mnóstwo wałęsających się psów, do tego dochodzi w okresie lata wiele zwierząt porzuconych przez wyjeżdżających na wakacje nieodpowiedzialnych ludzi. My musimy przyjmować zwierzęta z terenu miasta. Ono się powiększa, a schronisko, jakie było kilka lat temu, takie jest - mówi Derwisz. Dodaje, że w analogicznym okresie ubiegłego roku do schroniska przyjęto 51 psów. W tym roku ta liczba może być jeszcze większa.
Po wniosku Rzeszowskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt miasto - dwa lata temu - na powiększenie schroniska przeznaczyło 38-arową działkę przylegająca do Kundelka. Na tym się jednak skończyło. Działka do dziś nie jest ogrodzona. - Bez ogrodzenia nie mamy żadnej możliwości umieszczania tam zwierząt, mimo że mamy już pieniądze na kojce - mówi Derwisz. Stowarzyszenie, korzystając z hojności rzeszowian, zgromadziło około 70 tys. zł. - Sporo tych pieniędzy pochodzi z jednoprocentowego odpisu od podatku. Możemy kupić dodatkowe 25 kojców, ale nie mamy ich gdzie postawić - denerwuje się Halina Derwisz.
Dodaje, że stowarzyszenie robi jak najwięcej, by odciążyć miasto. - Ale co z tego, skoro działek przecież nie jesteśmy w stanie kupować - kwituje.
W Kundelku nie mogą się nadziwić, że miasto, które wykonuje potężne inwestycje, od dwóch lat nie może poradzić sobie z tak niewielkim przedsięwzięciem, jak ogrodzenie 38-arowej działki.
- Tam po prostu nikt o tym nie myśli. Przypominają sobie o nas tylko wtedy, jak jakaś gazeta napisze o naszych problemach albo jak my się upominamy. Na tym się jednak kończy. Wiosną tego roku już nam solennie obiecywano, że ogrodzenie powstanie przed wakacjami. Zaczyna się jesień, a ogrodzenia jak nie było, tak nie ma - słyszymy.
- 12 sierpnia dostaliśmy warunki zabudowy. Pod koniec września odbędzie się przetarg na wykonanie prac. Powinien potrwać około miesiąca. Jeszcze w tym roku rozpoczniemy prace, a zakres robót obejmie niwelację terenu, utwardzenie, ogrodzenie i budowę ścieżek - zapewnia Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa. Opóźnienia tłumaczy skomplikowanymi procedurami, według których planuje i wykonuje się w mieście inwestycje.
W Kundelku tylko kiwają głowami. Niechętnie komentują kolejne obietnice. - Nie uwierzymy dopóki konkretnie w terenie nie zacznie się coś dziać. Pozostaje nam jedynie mieć nadzieję, że miasto tym razem dotrzyma słowa. Ale tylko nadzieję, bo jak znam życie i naszych urzędników, to zaczną najwcześniej wiosną przyszłego roku. Jednak obym się myliła. Te 25 kojców, na które mamy przygotowane pieniądze bardzo by nam pomogło. Nam i porzuconym zwierzętom, za które, przypominam, odpowiada gmina - kończy Halina Derwisz.
- Miasto się powiększa, przyłączane są tereny wiejskie, a tam jest mnóstwo wałęsających się psów, do tego dochodzi w okresie lata wiele zwierząt porzuconych przez wyjeżdżających na wakacje nieodpowiedzialnych ludzi. My musimy przyjmować zwierzęta z terenu miasta. Ono się powiększa, a schronisko, jakie było kilka lat temu, takie jest - mówi Derwisz. Dodaje, że w analogicznym okresie ubiegłego roku do schroniska przyjęto 51 psów. W tym roku ta liczba może być jeszcze większa.
Po wniosku Rzeszowskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt miasto - dwa lata temu - na powiększenie schroniska przeznaczyło 38-arową działkę przylegająca do Kundelka. Na tym się jednak skończyło. Działka do dziś nie jest ogrodzona. - Bez ogrodzenia nie mamy żadnej możliwości umieszczania tam zwierząt, mimo że mamy już pieniądze na kojce - mówi Derwisz. Stowarzyszenie, korzystając z hojności rzeszowian, zgromadziło około 70 tys. zł. - Sporo tych pieniędzy pochodzi z jednoprocentowego odpisu od podatku. Możemy kupić dodatkowe 25 kojców, ale nie mamy ich gdzie postawić - denerwuje się Halina Derwisz.
Dodaje, że stowarzyszenie robi jak najwięcej, by odciążyć miasto. - Ale co z tego, skoro działek przecież nie jesteśmy w stanie kupować - kwituje.
W Kundelku nie mogą się nadziwić, że miasto, które wykonuje potężne inwestycje, od dwóch lat nie może poradzić sobie z tak niewielkim przedsięwzięciem, jak ogrodzenie 38-arowej działki.
- Tam po prostu nikt o tym nie myśli. Przypominają sobie o nas tylko wtedy, jak jakaś gazeta napisze o naszych problemach albo jak my się upominamy. Na tym się jednak kończy. Wiosną tego roku już nam solennie obiecywano, że ogrodzenie powstanie przed wakacjami. Zaczyna się jesień, a ogrodzenia jak nie było, tak nie ma - słyszymy.
- 12 sierpnia dostaliśmy warunki zabudowy. Pod koniec września odbędzie się przetarg na wykonanie prac. Powinien potrwać około miesiąca. Jeszcze w tym roku rozpoczniemy prace, a zakres robót obejmie niwelację terenu, utwardzenie, ogrodzenie i budowę ścieżek - zapewnia Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa. Opóźnienia tłumaczy skomplikowanymi procedurami, według których planuje i wykonuje się w mieście inwestycje.
W Kundelku tylko kiwają głowami. Niechętnie komentują kolejne obietnice. - Nie uwierzymy dopóki konkretnie w terenie nie zacznie się coś dziać. Pozostaje nam jedynie mieć nadzieję, że miasto tym razem dotrzyma słowa. Ale tylko nadzieję, bo jak znam życie i naszych urzędników, to zaczną najwcześniej wiosną przyszłego roku. Jednak obym się myliła. Te 25 kojców, na które mamy przygotowane pieniądze bardzo by nam pomogło. Nam i porzuconym zwierzętom, za które, przypominam, odpowiada gmina - kończy Halina Derwisz.
- 23 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane
- 16-latek nie żyje. Zderzył się z policyjnym radiowozem
- Ratusz chce przegonić drogowych żółwi. Uda się? [WIDEO]
- Kolejne zatrzymania w Inspekcji Transportu Drogowego
- Zdejmowały klątwy za potrzymanie pieniędzy
- List: Sklepy nie przyjmują butelek po piwie. Łamią prawo
- Montaż okrągłej kładki. Al. Piłsudskiego będzie zamknięta
- Rekrutacja do szkół. Jeden system, dwie rejestracje




