Kobieta po 50-tce

Jael53
21.09.2009 , aktualizacja: 18.09.2009 16:52
A A A Drukuj
Proszę o HTZ i słyszę, że to Pan Bóg tak te sprawy urządził i że niedobrze walczyć z wolą bożą
List
.
List
ZOBACZ TAKŻE
Proponuję na chwilę nieco inne spojrzenie na jeden z tych tematów, które media lubią: kobieta na Wschodzie. W tym celu zapraszam na krótki wypad nie do Jemenu czy Iranu, ale do Rzeszowa.

W tej to okolicy osiedliłam się z końcem 2005 r. Dobrze wykształcona, z tzw. prestiżowym zawodem, dwiema specjalnościami itd.; żadna tam pokorna oślica. Liczyłam wtedy 50 lat. Zaczęły dziać się rzeczy, które potraktowałam jako sygnał, że czas pomyśleć o hormonalnej terapii zastępczej. Pierwsza wizyta, w gabinecie prywatnym. Dowiaduję się, że HTZ to nie jest metoda leczenia czegokolwiek, ale bardzo szkodliwa moda, którą niemądre kobiety wyrządzają sobie krzywdę. Trafia mnie szlag, ale nic to, rozrzut statystyczny, jakiś bałwan zawsze się trafić musi, poszukam innego miejsca.

Kolej na NZOZ. Tam słyszę, że to Pan Bóg tak te sprawy urządził i że to niedobrze, kiedy chce się walczyć z wolą bożą. Propozycja - ziółka i coś na uspokojenie. Szewska pasja - gdybym chciała iść do kaplicy, to nie szukałabym jej u ginekologa. Zgroza, bo to coś na uspokojenie to benzodiazepina. Wizyta nr 3, inny NZOZ. Zdziwienie z domieszką zgorszenia, że w tym wieku robię problem ze spadku libido, i że te poty i takie tam to najlepiej przeczekać, bo za parę lat miną. A z kryzysem w związku przesadzam - jeśli mi na związku zależy, to przecież potrafi się pani przemóc... Łapię się na tym, że chyba zaczynają się u mnie objawy fobii medycznej, bo wymiotuję po wyjściu z gabinetu. Idę jeszcze raz, znowu prywatnie. Teraz trafiam na totalną chamówę - pani doktor raczy mnie uwagami, że stara baba, a nosi się jak modelka - szmineczka, dizajnerskie okularki... i robi problemy; jakby rodziła dzieci, toby teraz zajęła się wnukami, a nie o chłopie myślała. Wychodzę. Mam dość. Odpuszczam sobie na prawie pół roku.

Czuję się źle. Do typowych objawów menopauzalnych dołącza się spadek nastroju, ciężki sen, permanentne uczucie zmęczenia. Narastają problemy w związku. Wkurzam się na samą sugestię pójścia do lekarza; boję się, że - jak dotąd - nie otrzymam nic prócz nowej porcji chamstwa. Wreszcie czuję się tak parszywie, że wędruję do seksuolożki. Tym razem rekomendowanej przez znajomego. Kontakt jest chłodny, nie najlepszy, ale sprawia wrażenie profesjonalnego. Mówię o swoich kłopotach: o wypadku, który częściowo ograniczył mi sprawność i zaburzył błędnik, o przebytej operacji i bezskutecznym zabieganiu o HTZ też. Pani doktor nie zadaje ani jednego pytania o dokumentację medyczną (a mam ją przy sobie). Dostaję receptę na środek, którego kompletnie nie kojarzę. Mam się po nim poczuć lepiej ze sobą. Wykupuję. Z ulotki dowiaduję się, że to... inhibitor noradrenaliny i dopaminy skutkujący m.in. pogorszeniem koncentracji. Jednym z nader licznych przeciwwskazań są urazy głowy. Mimo to biorę tabletkę. Przez cały dzień mam gorączkę i zesztywniałe mięśnie twarzy. Pojawia się wysypka. Nic nie jem przez 35 godzin. Chodzę jak przeciętnie wstawiony i doprawiony benzodiazepiną autochton.

Decyduję się wziąć kopię kartoteki; tu dopiero odejmuje mi mowę. Nie ma ani słowa o operacji, o braku HTZ. Dla seksuolożki mój problem to zaburzenia przystosowawcze. Rozumiem - w tej krainie folkloru i bigoterii kobieta lat 53, która wymyśliła sobie, że chce skorzystać z HTZ, i próbuje to osiągnąć, zwyczajnie jest nieprzystosowana! To, co brałam za obrzydliwe traktowanie urągające prawom pacjenta, to były (cenne zapewne) wskazówki, jak i gdzie mam odnaleźć swoje miejsce... Wizyta była prywatna. To znaczy, że opłaciłam bezpośrednio z własnej kieszeni kolejny szkodliwy nonsens. Na część wcześniejszych poszły środki z moich niemałych składek.

Podczas żadnej z wizyt nie zostałam ani razu zapytana o to, jak też mi się w sferze intymnej wiedzie. Jeśli sama podejmowałam ten wątek, to albo byłam wprost rugana, albo temat był ignorowany. Jasny komunikat: kobieta w tym wieku nie powinna o tych rzeczach nawet myśleć, a co dopiero mówić. Miejscowi specjaliści ogłaszają się zresztą głównie jako fachowcy od przywracania miesiączki sprawdzonymi sposobami. Ja właściwie już się do tych speców nie kwalifikuję; przecież menopauzowy suplement diety dostanę w każdej aptece bez recepty. Słowem, w mieście, które usiłuje się promować jako stolica innowacji, w samej rzeczy nowatorsko traktuje się pacjentki w wieku dojrzałym - choć już dość dobrze wiadomo, że w tej grupie (stabilizacja i pozycja zawodowa) są najlepsze klientki niewyłącznie dla kosmetologów. Jasne, dominuje tu wyobrażenie, że kobieta przeszło 50-letnia to przeważnie istota, która już skombinowała jakąś rentę albo ją kombinuje. Poza tym żywi się 'Naszym Dziennikiem' i 'Tele-Mele', a seks interesuje ją o tyle, o ile pojawi się w serialu. Mam wrażenie, że przehibernowałam prawie 40 lat i znów jestem w Warszawie (tylko bardzo mini) między schyłkowym Gomułką a wczesnym Gierkiem.

Kolejna wizyta, kolejny NZOZ. Brutalne badanie, pobranie materiału do analizy bez uprzedzenia, więc rzecz jasna bez zgody, próba zalecenia preparatu roślinnego... i wreszcie recepta. Na jedno opakowanie plastrów. W ulotce informacja, że środek ten jest wskazany dla pacjentek po takiej właśnie operacji. Ale i tak jest znakomicie. Cztery dni temu wieczorem przykleiłam pierwszy. I obudziłam się bez uczucia rozbicia i bólu głowy. Od lat nie czułam się tak dobrze, naturalnie i równo. Jest tylko cień niepokoju - mam trzy tygodnie na znalezienie naprawdę sensownego gabinetu. Łatwo nie będzie: na www.klimakterium, gdy pod zakładką 'Przyjazne gabinety' wpisać 'Rzeszów', pojawia się pustka.

Pozdrawiam.

Podziel się

  • 18 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

  • Re: Kobieta po 50-tce cartophell 21.09.09, 11:52

    Masz oczywiscie 100% racje. Pewnie znow nie chodzilo anii o menopauze, ani lekarzy, ani kobiety tylko o.....tych straaaaaasznych wierzacych ciemniakow ;)»

  • Kobieta po 50-tce kika.841 22.09.09, 21:19

    Nie chcę komentować sprawy HTZ, już dosyć napisali poprzednicy, ale inny wątek listu. Autorka pisze też o problemach w kontaktach intymnych wynikajacych z menopauzy (suchość pochwy)i »

  • Kobieta po 50-tce zaz.a 28.09.09, 17:13

    Ja miałam szczęście. Mam 53 lata, jestem po dwóch operacjach i ok 2-3 latatemu zaczęły się moje takie same problemy. Najpierw próbowałam pomóc sobiesama, czyli apteka i ziółka - to jest bez »