Rzeszów nie umie wykorzystać okazji do promocji

Małgorzata Bujara
2010-03-07 , aktualizacja: 07.03.2010 19:14
A A A Drukuj
Mamy w Rzeszowie pyszny cukiereczek, którym delektowało się w ub. roku ponad 20 tysięcy osób. Ale nie potrafiliśmy go ani ładnie opakować, ani myśleć o rozmnożeniu. Jedyne w Polsce Muzeum Dobranocek obchodzi swoją pierwszą rocznicę. Po cichu.

Fot. Franciszek Mazur / AG
- Czy Koziołek Matołek albo Rumcajs łączy się jakoś z promocją? - prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc nadal wątpi w promocyjną magię bajek i ich bohaterów. W piątek rozmawialiśmy przez telefon. Był w Warszawie, czekał na spotkanie z wiceprezesem PKP. - Muszę do Warszawy przyjeżdżać, są duże pieniądze unijne do zdobycia - tłumaczył. To sprawy, które go "kręcą".

A promocja? Prezydent nie sądzi, by można ją uskuteczniać poprzez bajkowe postaci. Choć Muzeum Dobranocek nie zamierza likwidować.

- A miasto myśli może o jego rozwoju? - pytam.

- Zdecydowanie - odpowiada.

- W jaki sposób?

- O szczegóły proszę mnie nie pytać.

Podarunek

Muzeum Dobranocek zostało oficjalnie otwarte 22 marca ub. roku. Po trzech latach starań. Tak jak prezydent Ferenc klamkuje w Warszawie o pieniądze na inwestycje, tak znany w Polsce kolekcjoner, którego życie rzuciło z Krakowa do Rzeszowa, klamkował w naszym ratuszu o to, by miasto zgodziło się przejąć jego kolekcję i powołać Muzeum Dobranocek. Kolekcja liczyła wówczas 2200 eksponatów. Wojciech Jama, bo to on jest owym kolekcjonerem, gromadził ją kilkadziesiąt lat.

Podarował ją miastu na początku 2008 r. Kolekcja jest bezcenna, dla formalności, w chwili przekazywania miastu, oszacowano ją na 200 tys. zł. Jama oddał ją za darmo. Jedynym warunkiem, który postawił, było utworzenie muzeum.

W zbiorach znalazły się oryginalne lalki z filmów kukiełkowych, m.in.: Colargola i Misia Uszatka. Folie z kadrami z filmów animowanych. Zabawki, gry planszowe, puzzle, książki, komiksy, plakaty kinowe, afisze teatralne, slajdy, znaczki, także przedmioty codziennego użytku: zegary, talerze, kubki.

Dwie izby, ot całe muzeum

Miasto upchnęło muzeum w dwóch izbach kamienicy przy ul. Słowackiego 8. Wszystkiego jest tu 120 m. kw. powierzchni, a części wystawienniczej raptem 60 metrów. Najpierw dwoje pracowników, od czerwca ub. r. troje.

Niewiele się tu mieści. Większość eksponatów drzemie w magazynie. Sytuację nieco ratuje to, że eksponaty poustawiane są w gustownych gablotach, każdy element jest przemyślany, tematycznie połączony, nie ma bałaganu.

- Ale niemal codziennie musimy się martwić, jak pomieścić zwiedzających. Przed chwilą miałem telefon, jest chętna 100-osobowa grupa. Trzeba ją będzie dzielić, bo naraz może wejść do nas najwyżej 50 osób. Te pięćdziesiąt też dzielimy na dwie grupy, każda ogląda jedną salę, a potem się wymieniają - mówił nam Jama w ostatni piątek. Jest w muzeum specjalistą ds. programowych.

Na domiar wszystkiego muzeum nie jest do końca samodzielną placówką, zostało podporządkowane Teatrowi Maska - obie instytucje mają wspólną dyrekcję.

Otwarcie muzeum miało w sobie posmak wydarzenia. Był bajkowy korowód, tort w kształcie telewizora, przemowy. W Gazecie narzekaliśmy wtedy, że zabrakło czegoś ekstra, co podkreśliłoby rangę tamtego wydarzenia.

Ale co w takim razie należy powiedzieć dzisiaj, kiedy już wiadomo, co przyszykowano na pierwszą rocznicę?

Wstyd!

Z okazji tej rocznicy w Rzeszowie właściwie nie wydarzy się nic.

Był pomysł na zorganizowanie koncertu. Jednak spotkało się to z komentarzami: "Ma być skromnie. Bo co to znowu za okazja ta pierwsza rocznica. Żeby chociaż piąta, albo dziesiąta "

- Nie wypowiadam się na temat świętowania pierwszej rocznicy - ucina rozmowę na ten temat Jama.

Katarzyna Lubas z muzeum opowiada nam, co będzie się działo tego dnia: do muzeum będzie tego dnia wstęp wolny, przyjdą zaprzyjaźnione szkoły, w Teatrze Maska będzie spektakl "O Pryszczycerzu i Królewnie Pięknotce", będą też wystawy w muzeum i teatrze.

Dlaczego miasto nie pomyślało, by przy okazji tej rocznicy wypromować się? By puścić sygnał w Polskę?

- Dopóki muzeum będzie w takim kształcie jak teraz, to nie ma sensu robić wokół niego dużej promocji - ocenia wiceprezydent odpowiedzialny za promocję Stanisław Sienko.

Miasto chce przenieść muzeum do pomieszczeń Teatru Maska. Plan jest taki: w podziemiach teatru przy ul. Mickiewicza są wolne powierzchnie, które zajmowała restauracja. Miasto, przy pomocy środków unijnych, chce je odremontować i tu przenieść muzeum. Muzeum dostałoby powierzchnię 460 m. kw.

W tamtym roku zapowiadano, że przenosiny odbędą się jesienią 2010 roku.

- W tej chwili trwa projektowanie. Myślę, że przenosiny nastąpią na początku 2011 r. - tłumaczy dziś wiceprezydent Sienko.

Obecnym, skromnym kształtem muzeum tłumaczy brak większych przedsięwzięć promocyjnych.

Widzimy plecy innych

Podczas, gdy Rzeszów spokojnie pochrapuje na płaszczyźnie promocji poprzez Muzeum, inni prześcigają się w pomysłach na to, by Polska usłyszała o nich dzięki bajkom.

- Nadal jeszcze chodzą mi po głowie pomysły nazywania bajkowo nowych rzeszowskich ulic. Przecież powstają osiedla, przyłączane są wioski, gdzie nadaje się ulicom nazwy. Dlaczego nie nawiązać do Muzeum i nie nadać takiej ulicy imienia np. Mariana Walentynowicza, współtwórcy Koziołka Matołka? - zastanawia się Jama.

Ma też inne pomysły. Ot choćby ten, by w Rzeszowie utworzyć Aleję Gwiazd Animacji. I przy tej okazji wykreować ciekawą imprezę promocyjną. Czy z tej okazji nie powiedziałby o Rzeszowie ogólnopolskie media?

- Brakuje takich działań, które budowałyby atmosferę wokół naszego muzeum - mówi ze smutkiem Jama.

Inne miasta rozumieją, że świat bajek jest niezłym materiałem promocyjnym. Bielsko-Biała w ub. roku zafundowała sobie pomnik Reksia. W Łodzi stanął Uszatek.

- O pomyśle stawiania takich pomników mówiłem w Rzeszowie w czasach, kiedy jeszcze w kraju ich nie było. Mam wrażenie, że Rzeszów przesypia swoje kolejne szanse - mówi Jama.

Nie tylko urząd miasta nie potrafi docenić tego potencjału. Jama przez wiele miesięcy szukał sponsora, który pomógłby sfinansować zakup repliki rzeźby z mosiądzu Koziołka Matołka, która stoi w Zakopanem. Słyszał, że firmy nie chcą być utożsamiane z Matołkiem. W końcu muzeum samo kupiło rzeźbę. Teraz dzieci się przy niej chętnie fotografują.

Łódź nie tylko postawiła pomnik sympatycznego misia. Wyemitowała też monety kolekcjonerskie z bohaterami bajkowymi. Ponieważ Muzeum Dobranocek czyha na takie nowinki, już je sprowadziło i można je oglądać w Rzeszowie

W Pacanowie w oczy kłują

Nie tylko duże ośrodki stanęły do promocyjno-bajkowej walki. Popatrzmy na Pacanów.

Parę tygodni temu otwarto tu Europejskie Centrum Bajki.

- Jeszcze do niedawna niektórzy sądzili, że nas w ogóle nie ma. Że Pacanów istniał wyłącznie w książce Kornela Makuszyńskiego - śmieje się Wiesław Skop, wójt gminy Pacanów w województwie świętokrzyskim.

Od czasu otwarcia centrum, nikt w kraju chyba nie wątpi w istnienie tej miejscowości. Idea powołania Europejskiego Centrum Bajki zrodziła się w 2003 r. Do Pacanowa przyjechał wtedy ówczesny minister kultury Waldemar Dąbrowski. I zaraził tą ideą władze gminy. - Wówczas wydawało się to bajką. A jednak ówczesny wójt i rada nie wahali się ani chwili. Szybko podjęli decyzję. Gdyby wtedy ona nie zapadła, Centrum powstałoby w Zakopanem - opowiada wójt Skop.

W gminie Pacanów mieszka 15 tys. ludzi. Centrum powstało w głównej wiosce liczącej 1200 osób. A zanim wybudowano obiekt, ruszył Festiwal Kultury Dziecięcej.

- Proszę sobie wyobrazić, że na pierwszy, w 2003 roku, przyjechało 27 tysięcy turystów. Już wtedy wiadomo było, że centrum będzie sukcesem - wylicza wójt Skop.

Oczywiście od idei, do powstania droga była długa i kręta. Nieraz inwestycja wisiała na włosku, ale udało ją się szczęśliwie doprowadzić do finału. Pomogło ministerstwo kultury i marszałek. Gmina dała 3-hektarowy grunt w centrum Pacanowa, włożyła w budowę i wyposażenie prawie 3 mln zł. Rocznie do utrzymania będzie dokładać 480 tys. zł. Na centrum, które kosztowało w sumie ok. 24 mln zł. złożyły się: fundusz norweski - 2,7 mln euro, ministerstwo kultury dołożyło 3,5 mln. zł. i marszałek świętokrzyski 5,4 mln. zł.

Potem jeszcze wszyscy składali się na wyposażenie, które w sumie kosztowało 5 mln. zł.

Roczny budżet gminy Pacanów to 15 mln zł. Dla porównania rzeszowski - blisko 800 mln. zł.

Europejskie Centrum Bajki to pierwszy w kraju bajkoland. Postawiło na interaktywność. Można tu zobaczyć maczugę Zbója Madeja, poczuć oddech smoka czy posłuchać bajek opowiadanych przez konwalie.

Jest tu biblioteka z czytelnią i księgarnią, sala kinowa i teatralna oraz sale warsztatowe. Budynek otaczają ogród zmysłów z altanami, a także kuźnia, która upamiętnia kowali z bajki "120 Przygód Koziołka Matołka". Nad stawem amfiteatr. W środku wystawa "Bajkowy świat" utrzymana w charakterze interaktywnej zabawy.

"Wizyta w Europejskim Centrum Bajki to prawdziwa podróż w krainę marzeń i snów. To niepowtarzalne miejsce, które inspiruje do sięgania po literaturę oraz służy pielęgnowaniu pozytywnych wartości wśród dzieci, ale także i dorosłych" - czytamy na stronie internetowej centrum. Pacanów już się okrzyknął Europejską Stolica Bajek.

Zardzewiałe wiadro

A Rzeszów? Ni to się cieszy z muzeum dobranocek, ni to się go wstydzi. W urzędzie miasta nie ma nikogo, kto rozumiałby i myślał o promocji poprzez to miejsce. Bo nie chodzi przecież tylko o powierzchnię.

Właściwie nikt poza Jamą, nie dba o powiększanie zbiorów. A przecież każdego dnia w sprzedaży internetowej tak szybko jak pojawiają się, tak szybko znikają prawdziwe perełki. Autentyczne lalki, klisze, bibeloty. Wyszukiwanie tego wszystkiego zajmuje godziny.

I kosztuje.

Tak jak małe blaszane wiaderko z drewnianą rączką. Ozdobione buźkami Jacka i Agatki. Dziś jest ozdobą gabloty poświęconej właśnie tej dobranocce. Kosztowało 180 zł.

Nikt Jamie nie gratulował tego zakupu. Usłyszał natomiast: "180 złotych za takie wiaderko?! Żeby chociaż nie było zardzewiałe!".



SUKCESY MUZEUM /NIEKTÓRE * w ub. roku odwiedziło je blisko 23,7 tysięcy gości; w tym w dniu otwarcia 2,5 tys., podczas Nocy Muzeów 3,4 tys.

* otrzymało wyróżnienie w konkursie Podkarpackiej Regionalnej Organizacji Turystycznej na "Najlepszy Produkt Turystyczny"

* muzeum stale powiększa swoje zbiory, w ub. roku doszły tu m.in.: 22 oryginalne lalki w tym pięć z Misia Uszatka, kilkadziesiąt oryginalnych szkiców i folii z filmów rysunkowych, na aukcjach internetowych muzeum kupiło ponad 80 eksponatów związanych z dobranockami, były też darowizny

* muzeum też wychodzi na zewnątrz, np. uczestniczyło w Światowym Dniu Dziecka zorganizowanym w jednym z centrów handlowych, spotyka się z dziećmi także w bibliotekach, szpitalach; nawiązało współpracę z uczelniami wyższymi i Studiem Filmów Animowanych w Poznaniu

* zaprasza też do znane osobistości; w ub. roku była tu pisarka Nina Opic, autorka filmu "Len Joanna Jasińska Koronkiewicz, poetka Wanda Chotomska"

* organizowane są też projekcje przeźroczy

* prowadzone są warsztaty artystyczne

* muzeum uruchomiło swoją stronę internetową, zadbało o wydanie katalogu prezentującego swoją historię

Podziel się

  • 81 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

  • Rzeszów nie umie wykorzystać okazji do promocji dr_psychol 08.03.10, 02:02

    Ale takie muzeum może być rzeczywistą atrakcją Rzeszowa i jeszcze na siebie zarobić, jednakże rzeczą o znaczeniu strategicznym, najwyższej wagi jest tutaj nowoczesna oprawa i rozmach tego »

  • Rzeszów nie umie wykorzystać okazji do promocji sceptyk31 08.03.10, 06:50

    Najlepszą promocja dla Rzeszowa jest to, że jest dobrze zarządzane i plasuje się w czołówce różnych rankingów. Oczywiście muzeum dobranocek to placówka potrzebna. Ale bez przesady, są »