Mielec: Mission Black Hawk
15.03.2010
, aktualizacja: 25.10.2011 20:09
Przy muzyce z filmu "Mission Impossible" w poniedziałek Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu pokazały pierwszy wyprodukowany w ich fabryce śmigłowiec wielozadaniowy Black Hawk S-70i.
ZOBACZ TAKŻE
- Pierwszy historyczny lot w Polsce śmigłowca Black Hawk (16-11-10, 12:25)
- Hala produkcyjna śmigłowca Black Hawk [WIDEO, ZDJĘCIA] (25-10-11, 18:48)
- Black Hawk zaprezentuje się w akcji na Air Show (25-08-11, 18:22)
- Pierwszy lot polskiego helikoptera Black Hawk (05-07-10, 14:01)
- W Mielcu powstała pierwsza kabina do Black Hawka (12-03-09, 18:00)
Na ten dzień w Mielcu czekano bardzo długo. Godzinę przed uroczystościami w toaletach podłogi były jeszcze mokre. - Tylu Amerykanów się tu zjedzie. Wszystko musi błyszczeć - śmiali się pracownicy PZL Mielec.
10-tonowy black hawk robi wrażenie. Zadbano o odpowiednią oprawę: z głośników odgłosy śmigłowca, muzyka z filmu "Mission Impossible", pulsujące zielone światła.
- Ludzie, którzy będą latać tym śmigłowcem, są o wiele cenniejsi niż jakiekolwiek zyski i duma korporacyjna - mówił Robert Kokorda, wiceprezes amerykańskiego koncernu Sikorsky ds. strategii korporacyjnej i synergii.
Data odsłonięcia pierwszego wyprodukowanego w Polsce śmigłowca Black Hawk nie była przypadkowa. We wtorek mijają dokładnie trzy lata, kiedy Amerykanie za 250 mln zł kupili Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu.
Od tamtej pory Sikorsky zainwestował w fabrykę już blisko 75 milionów dolarów, o 30 mln więcej niż zakład plan do 2011 r., i zwiększył zatrudnienie o 500 osób. Dziś w PZL pracuje około 1900 osób. Amerykanie jeszcze zainwestują 65 mln dolarów. Politycy wspominali też niezbyt dobrą atmosferę wokół prywatyzacji PZL, gdy sprzedaż firmy badała prokuratora. Ponad rok temu śledztwo umorzono. W prywatyzacji niczego złego nie dopatrzyła się również Najwyższa Izba Kontroli.
- Dzisiaj jesteśmy pewni jutra. Jutro będziemy pewni pojutrza - tak opisuje nastroje w firmie jedna z pracownic.
- Mamy produkt, który możemy sprzedawać na całym świecie. Nie martwimy się o przyszłość. Jeszcze kilka lat temu nie było wiadomo, czy będziemy istnieć, czy będą pieniądze na wypłaty dla pracowników - mówi "Gazecie" Janusz Zakręcki, prezes PZL Mielec.
To już przeszłość. W uroczystym odsłonięciu pierwszego wyprodukowanego w Mielcu śmigłowca Black Hawk brało udział ponad 300 osób z Polski i USA. Z Podkarpacia byli parlamentarzyści PiS, PO, PSL, pojawił się również marszałek podkarpacki Zygmunt Cholewiński.
Black hawk posiada kabinę, która rok temu także została wyprodukowana w Mielcu. Wtedy nikt się nie spodziewał, że to właśnie w PZL dokończą budowę wielozadaniowej maszyny. Firma ma zamówienie na 200 takich kabin, w ubiegłym roku wyprodukowała 12. Wszystkie trafiły do USA.
Śmigłowcowi przyglądali się także polscy wojskowi, m.in. gen. Marek Olbrycht, zastępca dowódcy wojsk specjalnych, oraz gen. Paweł Lamla, szef szkolenia wojsk lądowych.
Jeszcze w tym miesiącu black hawk trafi na Florydę, gdzie przejdzie półroczne testy. Do końca 2010 r. z mieleckiej fabryki odlecą kolejne dwa śmigłowce, a od 2012 r. PZL będzie ich produkował rocznie około 20.
- Amerykańscy inżynierowie byli bardzo drobiazgowi w czasie produkcji. W samym montażu brało udział około 30 osób, a do pracy przy maszynie łącznie było zaangażowanych kilkaset osób. Ten dzień jest historyczny nie tylko dla Mielca, ale także dla całego polskiego przemysłu lotniczego - mówił prezes Zakręcki.
- Jesteśmy w stanie zapewnić najlepszy sprzęt synom i córkom naszych narodów, którzy chronią i bronią nas zarówno w ojczyźnie, jak i w odległych miejscach prowadzonych walk. Śmigłowce będą nieść nadzieję na lepszy świat dla przyszłych pokoleń - przemawiał z dumą wiceprezes Kokorda.
Drugi wiceprezes koncernu Sikorsky odpowiedzialny za "projekt Black Hawk", Michael Ambrose, zapewniał, że kryzys gospodarczy im nie straszny. - Jesteśmy silni. Kryzys nie ma wpływu na nasze plany - mówił "Gazecie" Ambrose.
Dla pracowników to dobra wiadomość, bo PZL co roku będą zwiększać zatrudnienie o kilka procent.
- Mamy otwarty rynek dla tysięcy śmigłowców, a PZL Mielec są kluczowym elementem tego projektu - zapewniał Ambrose.
Ile na helikopterach Black-Hawk zarobi mielecka fabryka? To owiane jest tajemnicą handlową. Z naszych informacji wynika, że jedna maszyna kosztuje kilka milionów dolarów.
Sikorsky reklamuje helikopter m.in. tym, że jest trzonem amerykańskiej armii, ma za sobą 6 mln godzin w locie, milion godzin w walkach w ostatnich latach. Na pokład zabiera 11 żołnierzy ze sprzetem, ale może zabrać nawet 20 osób.
- Dzisiaj trzeba się cieszyć. Ileż można narzekać? - tryskał optymizmem Janusz Chodorowski, prezydent Mielca. Firma jest wizytówką miasta.
Do Mielca nie zdołał przyjechać wicepremier i jednocześnie minister gospodarki Waldemar Pawlak, bo wyjechał do Wietnamu. W jego imieniu poseł PSL Leszek Deptuła przybił Amerykanom "piątkę".
10-tonowy black hawk robi wrażenie. Zadbano o odpowiednią oprawę: z głośników odgłosy śmigłowca, muzyka z filmu "Mission Impossible", pulsujące zielone światła.
- Ludzie, którzy będą latać tym śmigłowcem, są o wiele cenniejsi niż jakiekolwiek zyski i duma korporacyjna - mówił Robert Kokorda, wiceprezes amerykańskiego koncernu Sikorsky ds. strategii korporacyjnej i synergii.
Data odsłonięcia pierwszego wyprodukowanego w Polsce śmigłowca Black Hawk nie była przypadkowa. We wtorek mijają dokładnie trzy lata, kiedy Amerykanie za 250 mln zł kupili Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu.
Od tamtej pory Sikorsky zainwestował w fabrykę już blisko 75 milionów dolarów, o 30 mln więcej niż zakład plan do 2011 r., i zwiększył zatrudnienie o 500 osób. Dziś w PZL pracuje około 1900 osób. Amerykanie jeszcze zainwestują 65 mln dolarów. Politycy wspominali też niezbyt dobrą atmosferę wokół prywatyzacji PZL, gdy sprzedaż firmy badała prokuratora. Ponad rok temu śledztwo umorzono. W prywatyzacji niczego złego nie dopatrzyła się również Najwyższa Izba Kontroli.
- Dzisiaj jesteśmy pewni jutra. Jutro będziemy pewni pojutrza - tak opisuje nastroje w firmie jedna z pracownic.
- Mamy produkt, który możemy sprzedawać na całym świecie. Nie martwimy się o przyszłość. Jeszcze kilka lat temu nie było wiadomo, czy będziemy istnieć, czy będą pieniądze na wypłaty dla pracowników - mówi "Gazecie" Janusz Zakręcki, prezes PZL Mielec.
To już przeszłość. W uroczystym odsłonięciu pierwszego wyprodukowanego w Mielcu śmigłowca Black Hawk brało udział ponad 300 osób z Polski i USA. Z Podkarpacia byli parlamentarzyści PiS, PO, PSL, pojawił się również marszałek podkarpacki Zygmunt Cholewiński.
Black hawk posiada kabinę, która rok temu także została wyprodukowana w Mielcu. Wtedy nikt się nie spodziewał, że to właśnie w PZL dokończą budowę wielozadaniowej maszyny. Firma ma zamówienie na 200 takich kabin, w ubiegłym roku wyprodukowała 12. Wszystkie trafiły do USA.
Śmigłowcowi przyglądali się także polscy wojskowi, m.in. gen. Marek Olbrycht, zastępca dowódcy wojsk specjalnych, oraz gen. Paweł Lamla, szef szkolenia wojsk lądowych.
Jeszcze w tym miesiącu black hawk trafi na Florydę, gdzie przejdzie półroczne testy. Do końca 2010 r. z mieleckiej fabryki odlecą kolejne dwa śmigłowce, a od 2012 r. PZL będzie ich produkował rocznie około 20.
- Amerykańscy inżynierowie byli bardzo drobiazgowi w czasie produkcji. W samym montażu brało udział około 30 osób, a do pracy przy maszynie łącznie było zaangażowanych kilkaset osób. Ten dzień jest historyczny nie tylko dla Mielca, ale także dla całego polskiego przemysłu lotniczego - mówił prezes Zakręcki.
- Jesteśmy w stanie zapewnić najlepszy sprzęt synom i córkom naszych narodów, którzy chronią i bronią nas zarówno w ojczyźnie, jak i w odległych miejscach prowadzonych walk. Śmigłowce będą nieść nadzieję na lepszy świat dla przyszłych pokoleń - przemawiał z dumą wiceprezes Kokorda.
Drugi wiceprezes koncernu Sikorsky odpowiedzialny za "projekt Black Hawk", Michael Ambrose, zapewniał, że kryzys gospodarczy im nie straszny. - Jesteśmy silni. Kryzys nie ma wpływu na nasze plany - mówił "Gazecie" Ambrose.
Dla pracowników to dobra wiadomość, bo PZL co roku będą zwiększać zatrudnienie o kilka procent.
- Mamy otwarty rynek dla tysięcy śmigłowców, a PZL Mielec są kluczowym elementem tego projektu - zapewniał Ambrose.
Ile na helikopterach Black-Hawk zarobi mielecka fabryka? To owiane jest tajemnicą handlową. Z naszych informacji wynika, że jedna maszyna kosztuje kilka milionów dolarów.
Sikorsky reklamuje helikopter m.in. tym, że jest trzonem amerykańskiej armii, ma za sobą 6 mln godzin w locie, milion godzin w walkach w ostatnich latach. Na pokład zabiera 11 żołnierzy ze sprzetem, ale może zabrać nawet 20 osób.
- Dzisiaj trzeba się cieszyć. Ileż można narzekać? - tryskał optymizmem Janusz Chodorowski, prezydent Mielca. Firma jest wizytówką miasta.
Do Mielca nie zdołał przyjechać wicepremier i jednocześnie minister gospodarki Waldemar Pawlak, bo wyjechał do Wietnamu. W jego imieniu poseł PSL Leszek Deptuła przybił Amerykanom "piątkę".
- 280 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
63 głosy
-
Chlopaki zwolnijcie troche z ta produkcja.
sselrats
15.03.10, 16:00
Zawrotne tempo. Poszaleli.»
-
Smiglowiec jest po to zeby stal w hangarze
sselrats
15.03.10, 16:34
- jak sama nazwa wskasuje»
-
polaczki to megalomany mike ambrose jest GM
kharper
15.03.10, 20:12
a nie qrfa zadnym drugim wiceprezesem, zesrata sie niedlugo i zezreta bohamerykance przyjachali, jezu jaka wies»
Najczęściej czytane
- "Na 99,9 proc. odnaleziony w Tatrach jest z Węgorzewa"
- Wojewoda Małgorzata Chomycz wyszła za mąż. W czerwieni
- Pomniki brzydaki w Rzeszowie. Który do usunięcia? FOTO
- Alicja Wosik nowym wicewojewodą podkarpackim. Powołana
- Radni zagłosowali za przyłączeniem Malawy do Rzeszowa!
- Biseksualistki i gej w walentynki promowali miłość
- Dostaniesz mandat za dogrzewanie się w aucie. 100 zł






więcej zdjęć