Nowe autobusy już im się śniły, teraz mają problem

Małgorzata Bujara
2010-03-21 , aktualizacja: 21.03.2010 18:34
A A A Drukuj
Stalowa Wola może stracić ponad 7 mln zł unijnej pomocy, za które miała kupić nowe autobusy i wyremontować stare. Wszystko przez brak porozumienia z jedną z sąsiednich gmin. - To powrót do liberum veto - mówią w Stalowej
- Całą noc nie spałem po tym, jak usłyszałem, że Rudnik nad Sanem nie chce podpisać porozumienia. Bo to cały nasz projekt skazuje na fiasko - mówi Antoni Sokołowski, dyrektor Zakładu Miejskiej Komunikacji Samochodowej w Stalowej Woli.

Projekt spodobał się w urzędzie

Pomysł był taki: Stalowa Wola chciała zmodernizować miejską komunikację za pieniądze unijne. W ub. roku nadarzyła się okazja, bo marszałek podkarpacki ogłosił konkurs na takie pomysły. Wystartowała i Stalowa Wola z projektem na blisko 9,5 mln zł. Za tę sumę miasto chce kupić osiem nowych autobusów, dwadzieścia starych zmodernizować, odnowić wiaty. Projekt zakładał też, że autobusy będą jeździć do sąsiednich wsi pięciu gminach: Nisko, Pysznica, Rudnik nad Sanem, Radomyśl i Zaleszany. Do niektórych miejscowości z tych gmin już kursują, do jedenastu miały być takie kursy uruchomione. Projekt spodobał się w urzędzie marszałkowskim i pod koniec stycznia b.r. został wybrany do dofinansowania w wysokości 7,3 mln zł. Resztę - 2,1 mln zł. - ma dopłacić miasto. Pieniądze miały być wykorzystane w tym roku, nowe autobusy miały jeździć po nowych liniach od początku 2011 r.

Ale aby dostać pieniądze, do 23 kwietnia Stalowa musi złożyć kompletny wniosek. A w nim m.in. studium wykonalności i porozumienia z gminami.

Grobowa cisza zamiast słów uznania

Studium już jest, wyszło z niego m.in. i to, że z wielu wsi nie ma się jak dostać do miasta do szkół i pracy. Pozostało tylko podpisać porozumienia, w myśl których gminy powierzyłyby Stalowej Woli realizację zadania własnego w zakresie lokalnego transportu.

- Po tym, jak przekazaliśmy gminom informacje w styczniu, że wniosek się zakwalifikował i został wysoko oceniony, liczyłem na jakieś gesty zadowolenia, być może podziękowania. A tu nic, panowała cisza - wspomina dyrektor Sokołowski.

Dlatego na 8 marca prezydent miasta zaprosił wójtów i burmistrzów. Z dwóch gmin nie przyjechał nikt, z pozostałych trzech przyjechały osoby nie zajmujące się tymi sprawami. Sokołowski zawiadomił więc marszałka, że coś się dzieje niedobrego. Marszałek Zygmunt Cholewiński, prywatnie mieszkaniec gminy Pysznica i kiedyś jej wójt, sam zorganizował spotkanie. 15 marca. Przyjechali wszyscy. Ale happy endu nie było.

- I na tym spotkaniu burmistrz Rudnika oświadczył, że żadnego porozumienia nie podpisze. Ciśnienie potężne na sali się zrobiło. I to po tym całą noc nie spałem - relacjonuje Sokołowski.

Co z tym Rudnikiem

Wniosek Stalowej zakładał, że autobusy będą jeździć m.in. do miejscowości Przędzel z gminy Rudnik. Niby tylko jedna wieś, ale to 5,5 km trasy i 11 przystanków (cały projekt to w sumie 26,5 km i 69 przystanków). Rudnik we wniosku się znalazł, bo w ub. roku się na to zgodził. Gdyby od razu nie chciał, to albo wniosek byłby mniejszy, albo Stalowa szukałaby innego partnera. A tak, teraz protest jednego tylko partnera niweczy cały projekt. Jeśli już po ocenie projekt jest tak przemodelowany, to cały trafia do kosza.

- Zgodziliśmy się, ale tylko na to, żeby autobusy mogły jeździć po naszych drogach i korzystać z przystanków. Tyle. Zaznaczaliśmy, że grosza do tego nie dołożymy. Nam tak naprawdę te kursy miejskie nie są potrzebne. PKS do nas jeździ, busiki mamy - tłumaczy Waldemar Grochowski, burmistrz Rudnika.

Burmistrz podejrzewa, że podpisanie porozumienia będzie automatycznie oznaczać, że Rudnik będzie musiał dokładać pieniądze do stalowowolskiego przedsiębiorstwa.

- Wiem, że miejska komunikacja jest nierentowna i gminy muszą do niej dopłacać. Sama Stalowa dopłaca rocznie 2,8 mln zł, w tym tylko bilety ulgowe to 1,6 mln zł. - mówi burmistrz Grochowski.

Rudnik nie chce podpisać porozumienia też dlatego, że ma złe wspomnienia ze współpracy z miastem. Razem z kilkoma innymi samorządami tworzyli kiedyś stowarzyszenie. Ale Stalowa z niego wystąpiła i stowarzyszenie upadło.

- Dla mnie Stalowa Wola to partner niewiarygodny - ocenia gospodarz Rudnika.

Liberum veto

- Jeśli Rudnik boi się dopłat do ulgowych przejazdów, to niech po prostu takich ulg nie uchwala. Nie będzie ich musiał potem refundować - wzrusza ramionami dyrektor Sokołowski. - Wróciło nam liberum veto. To się w realiach rozsądku nie mieści - rozpacza.

Sprawą niepokoi się marszałek podkarpacki. Także dlatego, że każdy nieudany projekt unijny z województwa obniża nam statystyki. Nie chce jednak wskazywać winnych. - Mam nadzieję, że uda się obronić ten projekt, bo jest fajny. Włączę się w negocjacje - zapowiada. - Bo szkoda zaprzepaszczać takich szans - dodaje.

Ale sama Stalowa Wola zastanawia się, czy warto brnąć dalej w ten projekt: - Nikogo zmuszał nie będę. Najwyżej autobusy będą jeździć tylko w granicach miasta. Nowych linii do wiosek nie będzie, a stare trzeba będzie zlikwidować. To się będzie pewnie wiązać ze zwolnieniami w naszym przedsiębiorstwie - mówi prezydent Stalowej Woli Andrzej Szlęzak.

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos