Wyłowiono sarnę z Sanu. Była ciężarna
2010-05-26
, aktualizacja: 26.05.2010 18:19
Powódź dała się we znaki nie tylko ludziom. Do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu trafiła ciężarna sarna, która topiła się w Sanie. Sarna padła, ale dzięki cesarskiemu cięciu uratowano dwoje koźląt.
Kilka dni temu mieszkańcy Przemyśla zauważyli sarnę leśną, która płynęła Sanem przez ścisłe centrum miasta. - Zwierzę najprawdopodobniej wpadło do wody kilka kilometrów wcześniej, na leśnych terenach zalanych przez rzekę. Z powodu wysokiego poziomu wody i rwącego nurtu zwierzę nie potrafiło wydostać się na brzeg - opowiada Radosław Fedaczyński, lekarz weterynarii z ośrodka.
Zwierzę uratowali strażnicy miejscy, którym pomogli przechodzący ludzie. - Kilkaset metrów brakowało, aby sarenka utonęła w potężnym wirze wodnym, który utworzył się pod jednym z mostów. W ostatniej chwili udało się ją wyciągnąć. Gdy sarnę przetransportowano do nas, okazało się, że jest w zaawansowanej ciąży. Niestety, jej stan był krytyczny i z każdą minutą się pogarszał. Obrażenia wewnętrzne, wyziębienie, poważne rany mięśni zadu nie dawały żadnych szans na przeżycie. Dlatego podjęliśmy decyzję o wykonaniu cesarskiego cięcia. Zabieg trwał póltorej godziny - opowiada doktor Fedaczyński.
Na świat przyszły dwa koźlęta, samiec i samiczka. Po ustabilizowaniu ich funkcji życiowych zostały przystawione do matki, aby napić się pierwszych kropel mleka z jej wymienia, bez którego nie miałyby one żadnych szans na przeżycie. - Chociaż szanse na uratowanie matki były nikłe, ratowaliśmy ją do końca. Niestety, udało nam się tylko doprowadzić ją do stanu, w którym podniosła głowę i pozwalała się lizać przez koźlaki. Po kilku minutach padła - dodaje Fedaczyński.
Teraz pracownicy ośrodka muszą karmić maluchy co dwie godziny, także w nocy. - Czuły dotyk, głaskanie i troskliwa opieka to aktualnie nasza rola. Gdy podrosną, będziemy stopniowo oswajać je ze środowiskiem naturalnym, aby w końcu trafiły do swojego naturalnego otoczenia - zapowiada weterynarz.
Zwierzę uratowali strażnicy miejscy, którym pomogli przechodzący ludzie. - Kilkaset metrów brakowało, aby sarenka utonęła w potężnym wirze wodnym, który utworzył się pod jednym z mostów. W ostatniej chwili udało się ją wyciągnąć. Gdy sarnę przetransportowano do nas, okazało się, że jest w zaawansowanej ciąży. Niestety, jej stan był krytyczny i z każdą minutą się pogarszał. Obrażenia wewnętrzne, wyziębienie, poważne rany mięśni zadu nie dawały żadnych szans na przeżycie. Dlatego podjęliśmy decyzję o wykonaniu cesarskiego cięcia. Zabieg trwał póltorej godziny - opowiada doktor Fedaczyński.
Na świat przyszły dwa koźlęta, samiec i samiczka. Po ustabilizowaniu ich funkcji życiowych zostały przystawione do matki, aby napić się pierwszych kropel mleka z jej wymienia, bez którego nie miałyby one żadnych szans na przeżycie. - Chociaż szanse na uratowanie matki były nikłe, ratowaliśmy ją do końca. Niestety, udało nam się tylko doprowadzić ją do stanu, w którym podniosła głowę i pozwalała się lizać przez koźlaki. Po kilku minutach padła - dodaje Fedaczyński.
Teraz pracownicy ośrodka muszą karmić maluchy co dwie godziny, także w nocy. - Czuły dotyk, głaskanie i troskliwa opieka to aktualnie nasza rola. Gdy podrosną, będziemy stopniowo oswajać je ze środowiskiem naturalnym, aby w końcu trafiły do swojego naturalnego otoczenia - zapowiada weterynarz.
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane
- "Cygan" powalczy z Royem Jonsem Jr. Potem już odsiadka?
- Lenin, dowód tożsamości konia, książeczka zdrowia prostytutki [FOTO]
- Wypadek przy kontroli w Krościenku. Ukrainka nie żyje
- Utrudnienia na kilku ulicach Rzeszowa - startują juwenalia
- Okrągła kładka nad al. Piłsudskiego powoli będzie rosła
- Autostradowa obwodnica Rzeszowa zagrożona
- Będzie "zielona fala", ale i paraliż miasta




więcej zdjęć