Dramat w szkołach. To nie powódź, to potop

Agata Kulczycka
2010-05-26 , aktualizacja: 26.05.2010 19:20
A A A Drukuj
W szkole w Sokolnikach ciągle stoi woda, do podstawówki w Trześni w środę po raz pierwszy udało się wejść, w Zespole Szkół Agrotechnicznych w Ropczycach wstępnie oszacowano straty. W powodzi na Podkarpaciu poszkodowanych zostało 115 szkół, w 13 ciągle nie odbywają się zajęcia.
Zespół Szkół Agrotechnicznych w Ropczycach w poniedziałek 17 maja
Fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta
Zespół Szkół Agrotechnicznych w Ropczycach w poniedziałek 17 maja
ZOBACZ TAKŻE
Tragiczna sytuacja jest ciągle w Szkole Podstawowej w Sokolnikach w gminie Gorzyce. - Dwie kondygnacje mamy zalane, wody więcej o 1,5 metra niż podczas powodzi w 2001 roku - rozpacza Kazimiera Dziura, dyrektorka szkoły.

W podstawówce uczyło się 165 dzieci. - Nie mam kontaktu z rodzicami. Wszyscy ewakuowali się z zalanych domów - mówi pani Kazimiera. A w Sokolnikach woda jeszcze nie zeszła. - To jest tragedia! Całe podpiwniczenie szkoły zalane, parter też. Wszystkie dokumenty zalane, bo przygotowywaliśmy się do powodzi, ale takiej, jaka była w 2001 r. A to, co teraz przyszło, to nie powódź, to potop! Gdy to zobaczyłam, myślałam, że dostanę zawału. Żeby tam wejść, trzeba jeszcze poczekać ze dwa-trzy dni, bo na podwórku jest 1,5-2 metrów wody - mówi Dziura. Jej samej zalało parter i piętro domu, mieszka na strychu.

Ciągle nie sposób oszacować rozmiaru strat. - To była nowa szkoła. Wybudowana w 1997 roku, została pięknie urządzona, na pewno będziemy ją remontować - mówi dyrektorka.

Szlam jak miksowane jabłka

W środę po raz pierwszy do gimnazjum w Sokolnikach udało się wejść dyrektorce Elżbiecie Magryn. Gimnazjum zostało zalane 19 maja, w środę. Godzinę po tym, gdy o 17 pękł wał. - Wcześniej wynosiliśmy wszystko z piwnic na parter, książki i prace uczniów wykładaliśmy na górne póki. Do szkoły wiodą trzy schodki, liczyłam, że woda nie podejdzie wyżej - opowiada Elżbieta Magryn. Zatrzymała się na wysokości 3/4 okien na parterze.

- Przeżyłam szok, gdy zobaczyłam ogrom zniszczeń. Wszystko wygląda tak, jakby miksować jabłka i w połowie skończyć, a potem wszystko tym pokryć - opowiada dyrektorka. Parkiet w sali gimnastycznej ułożył się w olbrzymie fale, płytki ceramiczne w jednej z klas zostały wydarte z podłogą i stoją pionowo. Zniszczony jest cały parter szkoły.

- Ośmiu nauczycieli ma domy zalane po komin, czterech pracowników obsługi także. Do dyspozycji mam tylko pięciu pracowników. Muszę poprosić o pomoc w porządkowaniu wojsko, mają wyjeżdżać, a jak wyjadą, kto nam pomoże wynosić to wszystko? - martwi się Magryn. Wczoraj to, co udało się uratować ze szkoły: pieczątki, faks, komputer z programem księgowym (- Trzeba przecież przygotować ludziom wypłaty - mówi Magryn) przywiozła do domu w Gorzycach i tu urządziła biuro. - Wyciągnęłam notes sprzed dziewięciu lat, pamiętam, kto nam pomógł. Może i teraz nie odmówi - ma nadzieję dyrektorka. - Jeśli nie doczekamy się profesjonalnej pomocy, to nie wiem, czy zdążymy wyremontować szkołę przed wrześniem.

W salach gimnastycznych góry i morskie fale

W środę po raz pierwszy do szkoły mogła wejść też Anna Sośniak, dyrektorka podstawówki w Trześni. - W sobotę strażacy zabrali mnie na łódkę i zawieźli do szkoły. Nagrywałam, robiłam zdjęcia. Ale woda była bardzo wysoka, nie dało się wejść do środka - opowiada Sośniak. Dziś nie sposób oszacować strat, ale ich rozmiar jest zatrważający.

- Parter nie nadaje się w ogóle do użytku, nic nie uda się uratować. Mieliśmy wodę 50-70 cm powyżej parapetów. Wszystko jest totalnie zniszczone, ubłocone, przez środek sali gimnastycznej biegnie wielki garb, zniszczone są szatnie, punkt wydawania posiłków, sekretariat, wszystkie cztery klasy nauczania początkowego. Proszę mi wierzyć, kto tego nie widzi, nie jest sobie w stanie wyobrazić. Na wszystkim jest kilkucentymetrowa warstwa mułu i błota - mówi Anna Sośniak. Tyle że najważniejsze dokumenty szkoły, arkusze ocen, akta osobowe udało się uratować, wynosząc je w szafie pancernej na piętro budynku.

Boiska szkolne, plac zabaw są ciągle pod wodą. Domy wszystkich 115 uczniów są zalane. - Dzieci rozproszyły się po całej Polsce - mówi dyrektorka. Powódź dotknęła także sześciu nauczycieli, księdza i czterech pracowników obsługi szkoły. Parterowy dom Anny Sośniak stoi przy samym wale, został zalany w całości, nic nie udało się uratować.

We wtorek do uprzątania szkoły skierowane zostało wojsko. - Wynosili zniszczone sprzęty, wodą z węża zmywali szlam i błoto, ale udało się posprzątać niespełna połowę i zostali odwołani do innych prac - opowiada Sośniak. I dodaje: - Trudno mi sobie wyobrazić powrót do normalności, nie wiem, kiedy i jak szkoła zacznie funkcjonować.

Zajęcia nie odbywają się także w czwartej ze szkół gminy Gorzyce - w podstawówce w Furmanach. Woda stała do wysokości 60-70 cm i nie ma mowy o rozpoczęciu lekcji. Zniszczone są drzwi, podłogi, meble, pomoce naukowe, zalana lodówka, piec gazowy. - Wykładzina odchodzi od podłogi, panele są do wymiany, ściany do odkuwania - wylicza Jolanta Rękas, dyrektorka szkoły. Uczniowie z tej podstawówki wyjadą na zieloną szkołę, którą funduje im Urząd Miasta w Sopocie.

Powódź po roku przerwy

W ropczyckim Zespole Szkół Agrotechnicznych, który powódź dotknęła już w poniedziałek 19 maja, wstępnie oszacowano straty na 300 tys. zł. To szkoła położona w zakolu Wielopolki, rzeka otacza ją z dwóch stron. - Woda wdarła się do suteren o godz. 1.50 w nocy. Są tam klasopracownie z technologii żywienia, siłownia, sala gimnastyczna, cztery sale językowe, sklepik uczniowski, pracownia architektury krajobrazu, magazyny gospodarcze, pomieszczenia socjalne, szatnia ogólna i szafki uczniowskie, klub szkolny i kotłownia, która służy za magazyn - wylicza Barbara Wiktor, kierowniczka administracyjna w ZSA.

Dwudziestu pracowników szkoły, zaalarmowanych przez służby starostwa, wynosiło co cenniejsze przedmioty z suteren już od niedzielnego wieczora, ławek, krzeseł, mebli - już nie zdążyli, bo wdarła się woda. Jej siła była tak potężna, że złamała metalowe drzwi, powysadzała posadzki, zniszczyła okna.

- Mieliśmy ją do wysokości 1,3-1,6 metra - mówi Barbara Wiktor. Trzy osoby: kierowniczka administracyjna, dyrektor i wicedyrektor szkoły ratowali budynek bez przerwy przez 26 godzin.

- Zostaliśmy uwięzieni w szkole, kiedy w poniedziałek rano wyjrzeliśmy przez okno z piętra, byliśmy jak wyspa na oceanie - zewsząd otoczeni wodą, której krańców nie było widać. Później koleżanki dowiozły nam kanapki i suche ubrania - opowiada Wiktor.

Szkoła ucierpiała podczas ubiegłorocznego zalania, została generalnie wyremontowana. Prace zakończyły się w grudniu. Teraz znowu wszystko w suterenach jest do remontu.



* POMOC DLA SZKÓŁ I BIBLIOTEK

Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności, Fundacja Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego i Centrum Edukacji Obywatelskiej ogłaszają pod patronatem "Gazety" akcję " Powódź. Pomagamy!" . Akcja przeznaczona jest dla szkół i bibliotek, szczególnie w małych miejscowościach. Organizatorzy przeznaczają na ten cel nie mniej niż milion złotych. Szkoły i biblioteki, które potrzebują pomocy, mogą zgłaszać wnioski - trzeba wypełnić specjalny formularz, który jest dostępny na internetowej stronie CEO http://www.ceo.org.pl/portal/home. Inny formularz jest przygotowany również dla firm i pozostałych chętnych do udzielenia pomocy. O szczegóły można też pytać pod telefonem (22) 6218744 w.121.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy