Trzech wspaniałych chłopaków z Handzlówki

Agata Kulczycka
2010-06-18 , aktualizacja: 18.06.2010 18:38
A A A Drukuj
Znają się od dziecka, wychowywali się na jednym podwórku. Każdego dnia o 5.30 wsiadają do autobusu i jadą do tej samej szkoły. Uczą się w jednej klasie i razem osiągają wspaniałe sukcesy: w trójkę zajęli drużynowo pierwsze miejsce w ogólnopolskiej olimpiadzie wiedzy o wynalazczości, pokonując 24 zespoły z całej Polski
Laureaci z pucharami zdobytymi na olimpiadzie i ich opiekun. Od lewej stoją: Tomasz Rajzer, Adam Dytko, Marcin Kuźniar i Marcin Magryś
Fot. Krzysztof Koch / Agencja Ga
Laureaci z pucharami zdobytymi na olimpiadzie i ich opiekun. Od lewej stoją: Tomasz Rajzer, Adam Dytko, Marcin Kuźniar i Marcin Magryś


Marcin Magryś, Tomasz Rajzer i Marcin Kuźniar to laureaci tegorocznej olimpiady wiedzy o wynalazczości. Marcin Magryś zdobył pierwsze miejsce, Tomasz - czwarte, a Marcin Kuźniar - siódme. Wszyscy trzej są uczniami jednej klasy o kierunku technik mechanik lotniczy w Zespole Szkół Mechanicznych w Rzeszowie. Wszyscy pochodzą z Handzlówki (gm. Łańcut), ukończyli tamtejsze Niepublicznego Gimnazjum im. Franciszka Magrysia, prowadzone przez Stowarzyszenie Promocji i Rozwoju Wsi. - Kiedy kończyliśmy gimnazjum, szukaliśmy ciekawej szkoły. Właśnie uruchomione zostało technikum lotnicze, stwierdziliśmy, że to coś dla nas - opowiadają.

Wybór szkoły okazał się trafny, choć sukcesy, które tu osiągają, opłacają nie lada wysiłkiem. - Na dojazdy tracimy codziennie cztery godziny. Jeden autobus dziennie jedzie bezpośrednio od nas do Rzeszowa, ale wyjeżdża o 5.30 rano. Teraz wracamy do domu około 15, ale w ubiegłym roku zdarzało się, że nawet o 19 - opowiadają. Nie przeszkadza im to w osiąganiu świetnych wyników.

Marcin Magryś już w pierwszej klasie został laureatem olimpiady wiedzy o wynalazczości, zdobył wtedy trzecie miejsce. W drugiej wystartował jeszcze raz i wspiął się o szczebel wyżej. - Tylko o jeden punkt przegrał z chłopakiem ze Szczecina - opowiada Adam Dytko, wychowawca chłopców przygotowujący ich do olimpiady. W tym roku Marcin zwyciężył bezapelacyjnie dystansując swojego konkurenta pięcioma punktami w globalnej klasyfikacji. Tomek też startował w ubiegłym roku, by w tym poprawić swój wynik. Tylko Marcin Kuźniar startował po raz pierwszy i od razu został laureatem (tytuł laureatów zdobyło 15 najlepszych uczniów startujących w olimpiadzie).

- Nasi uczniowie zwyciężyli na etapie okręgowym, a później pokonali zespoły z wszystkich 24 okręgów w Polsce. Na drugim miejscu jest zespół ze Szczecina, na trzecim z Karkowa - mówi Adam Dytko.

Finałowe zmagania składały się z dwóch etapów: pisemnego i ustnego. Uczniowie musieli wykazać się wiedzą, które nie miała wiele wspólnego z tym, czego na co dzień uczą się w szkole: znajomością prawa własności przemysłowej, historią wynalazków od najstarszych do współczesnych oraz praktycznymi umiejętnościami przygotowania projektu wynalazczego do urzędu patentowego. - Młodzi ludzie biorący udział w tej olimpiadzie nie są wynalazcami, jak mogłoby się wydawać, wcielają się oni w rolę rzecznika patentowego, który ma uprawnienia do tego, by w imieniu wynalazcy zgłaszać projekt do Urzędu Patentowego - wyjaśnia Adam Dytko.

Oprócz indeksów na uczelnie techniczne, zwolnienia z pierwszej części egzaminu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe na koniec szkoły z maksymalnym wynikiem, zwycięzcy dostali też cenne nagrody: lustrzankę, blue ray'a oraz zewnętrzny twardy dysk do komputera.

Wszyscy trzej są stypendystami marszałka, dostają ok. 3,9 tys. zł rocznie, a Marcin Magryś dodatkowo jest stypendystą premiera. Łączy ich jeszcze jedno: miłość do miejsca, z którego pochodzą. Na pytanie, czy lubią Handzlówkę, zgodnym chórem odpowiadają: - Jasne!

- Bo ma wyciąg narciarski, stadion, odbywają się tam fajne imprezy, ale też jest cicho i spokojnie - wyliczają.

Wszyscy trzej pasjonują się sportem, grają w siatkówkę i koszykówkę. Marcin Kuźniar dodatkowo w wolnych chwilach naprawia starą emzetkę ojca, a Tomek jest ochotniczym strażakiem. - Nie mogło być inaczej. Pochodzę z rodziny, gdzie wszyscy byli lub są strażakami. Nawet babcia i mama - opowiada chłopak. Podczas ostatniej powodzi uszczelniał wały w Glinach Małych koło Mielca i pomagał sprzątać w Zalesiu Gorzyckim. - To ciężka praca, nawet nie układanie wałów z worków z piaskiem, ale sprzątanie po powodzi - mówi Tomek.

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy