Zarzuty dla urzędników za zakupy dla Jasionki
2010-07-30
, aktualizacja: 30.07.2010 11:15
Fałszowanie dokumentów i przekroczenie uprawnień przy zakupach sprzętu lotniskowego dla portu w Jasionce - takie zarzuty prokuratura postawiła trzem pracownikom Podkarpackiego Urzędu Marszałkowskiego.
Zarzuty dostała Zofia K., dyrektorka Departamentu Geodezji i Gospodarki Mieniem w urzędzie marszałkowskim, a także dwóch kierowników z Departamentu Dróg i Transportu - Jacek K. i Jacek G. - W dokumentach odbioru sprzętu poświadczyli, że sprzęt był sprawny, a był wadliwy. Urzędnicy nie przyznali się do winy, odmówili wyjaśnień. Grozi im do 10 lat więzienia - mówi nam Jerzy Dybus z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.
O milionowych zakupach dla portu lotniczego w Jasionce pisaliśmy w marcu 2008 r. Ujawniliśmy, że zarząd województwa w listopadzie 2007 r. zawarł z dostawcami sprzętu lotniskowego sześć umów i dał im niewiele ponad miesiąc na wywiązanie się z zamówienia. Ale miesiąc później zarząd aneksował cztery umowy i wydłużył czas na dostarczenie sprzętu o pół roku. Jeden z aneksów dotyczył umowy z firmą Dobrowolski z Wschowej, która za prawie 8 mln zł miała dostarczyć dla portu oczyszczarki lotniskowe, dwa zestawy odśnieżne i pług wirnikowy. Na kolejnych 10 mln umowę podpisano z kielecką firmą. W tym przypadku chodziło o wozy strażackie i autocysterny. Urząd marszałkowski postanowił wydać w sumie 27,5 mln zł na sprzęt lotniskowy. Po wydłużeniu terminów dostarczenia sprzętu pod adresem urzędu marszałkowskiego pojawiły się zarzuty, że przetarg mógł być od początku ustawiony.
Kontrolę w urzędzie marszałkowskim przeprowadziła Najwyższa Izba Kontroli. Uznała, że aneksowanie umów było bezprawne.
Sprawą zajęła się prokuratura. Według śledczych sprzęt w czasie odbioru był wadliwy. Autocysterny nie miały obowiązkowych badań technicznych, a do ładowarki nie można było zamontować pługu wirnikowego. Sprzęt przez wiele miesięcy był bezużyteczny. - Nie można było od dostawców wyegzekwować kar za opóźnienia - mówi prokurator Dybus. Mimo prokuratorskich zarzutów urzędnicy nawet nie zostali zawieszeni. - Mogła to zrobić prokuratura - ocenia Zygmunt Cholewiński, marszałek podkarpacki (PiS). Sam tego nie zrobił, choć mógł. - Trzeba poczekać do wyroku sądu - uważa marszałek. Broni urzędników: - Nie sądzę, by ktokolwiek z nich chciał narazić na szwank województwo. Mieliśmy też mało czasu na wykorzystanie pieniędzy. Oczywiście za błędy ktoś musi odpowiedzieć. Ale sprzęt lotniskowy znakomicie się spisuje - twierdzi Zygmunt Cholewiński.
Z Zofią K. nie udało nam się skontaktować, Jacek G. jest na urlopie, a Jacek K. nie chciał z nami rozmawiać. K. jest również radnym miejskim Rzeszowa, należy do PiS.
Oprócz urzędników zarzuty dostało także trzech pracowników wspomnianych firm. Oni są podejrzani o fałszowanie dokumentów. Grozi im do 8 lat więzienia.
O milionowych zakupach dla portu lotniczego w Jasionce pisaliśmy w marcu 2008 r. Ujawniliśmy, że zarząd województwa w listopadzie 2007 r. zawarł z dostawcami sprzętu lotniskowego sześć umów i dał im niewiele ponad miesiąc na wywiązanie się z zamówienia. Ale miesiąc później zarząd aneksował cztery umowy i wydłużył czas na dostarczenie sprzętu o pół roku. Jeden z aneksów dotyczył umowy z firmą Dobrowolski z Wschowej, która za prawie 8 mln zł miała dostarczyć dla portu oczyszczarki lotniskowe, dwa zestawy odśnieżne i pług wirnikowy. Na kolejnych 10 mln umowę podpisano z kielecką firmą. W tym przypadku chodziło o wozy strażackie i autocysterny. Urząd marszałkowski postanowił wydać w sumie 27,5 mln zł na sprzęt lotniskowy. Po wydłużeniu terminów dostarczenia sprzętu pod adresem urzędu marszałkowskiego pojawiły się zarzuty, że przetarg mógł być od początku ustawiony.
Kontrolę w urzędzie marszałkowskim przeprowadziła Najwyższa Izba Kontroli. Uznała, że aneksowanie umów było bezprawne.
Sprawą zajęła się prokuratura. Według śledczych sprzęt w czasie odbioru był wadliwy. Autocysterny nie miały obowiązkowych badań technicznych, a do ładowarki nie można było zamontować pługu wirnikowego. Sprzęt przez wiele miesięcy był bezużyteczny. - Nie można było od dostawców wyegzekwować kar za opóźnienia - mówi prokurator Dybus. Mimo prokuratorskich zarzutów urzędnicy nawet nie zostali zawieszeni. - Mogła to zrobić prokuratura - ocenia Zygmunt Cholewiński, marszałek podkarpacki (PiS). Sam tego nie zrobił, choć mógł. - Trzeba poczekać do wyroku sądu - uważa marszałek. Broni urzędników: - Nie sądzę, by ktokolwiek z nich chciał narazić na szwank województwo. Mieliśmy też mało czasu na wykorzystanie pieniędzy. Oczywiście za błędy ktoś musi odpowiedzieć. Ale sprzęt lotniskowy znakomicie się spisuje - twierdzi Zygmunt Cholewiński.
Z Zofią K. nie udało nam się skontaktować, Jacek G. jest na urlopie, a Jacek K. nie chciał z nami rozmawiać. K. jest również radnym miejskim Rzeszowa, należy do PiS.
Oprócz urzędników zarzuty dostało także trzech pracowników wspomnianych firm. Oni są podejrzani o fałszowanie dokumentów. Grozi im do 8 lat więzienia.
- 36 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane
- Wojewoda Małgorzata Chomycz wyszła za mąż. W czerwieni
- Alicja Wosik nowym wicewojewodą podkarpackim. Powołana
- Pomniki brzydaki w Rzeszowie. Który do usunięcia? FOTO
- Dostaniesz mandat za dogrzewanie się w aucie. 100 zł
- Biseksualistki i gej w walentynki promowali miłość
- Ołtarz bliżej wiernych. Jak zmieni się kościół? ZOBACZ
- Miliony pójdą na edukację w Rzeszowie. Z funduszy UE




