Proces o mobbing. Oskarżony komendant policji

Marcin Kobiałka
2010-08-02 , aktualizacja: 02.08.2010 11:08
A A A Drukuj
Takiego procesu na Podkarpaciu jeszcze nie było. Komendant wojewódzki policji inspektor Józef Gdański stanął przed sądem oskarżony o mobbing przez policjanta z Tarnobrzega

Fot. Krzysztof Koch / Agencja Ga
- Jeżeli pozwałby pan swojego szefa do sądu, to miałby pan czelność i honor przychodzić do pracy i prosić go, by dawał panu pieniądze i nadal pana utrzymywał? Myślę, że nie. Jeśli ten policjant ma odrobię honoru, to myślę, że jutro złoży raport o zwolnienie. Ja bym tak zrobił. Policjant przekroczył granicę lojalności wobec swojego przełożonego - mówił "Gazecie" po pierwszej rozprawie w Sądzie Rejonowym w Rzeszowie inspektor Józef Gdański.

Oskarża wszystkich i o wszystko

Szef podkarpackiej policji wydaje się być spokojny o finał procesu, który wytoczył mu 37-letni Mirosław P. (nazwisko do wiadomości redakcji), sierżant z Komendy Miejskiej Policji w Tarnobrzegu.

- Z policji sam nie odejdę. Szkoda mi przepracowanych tu 10 lat. Poza tym ja naprawdę lubię tę robotę. Wiem, że świata nie zmienię, ale może w policji sytuacja się poprawi. Nie jestem najemnikiem, tylko policjantem - mówi Mirosław P.

Jego koledzy z pracy nie są wcale zaskoczeni, że pozwał komendanta wojewódzkiego do sądu. - Mirek donosi praktycznie na wszystkich w policji - na swoich kolegów, przełożonych. Myśli, że ma do spełnienia jakąś misję. Jego zarzuty są chybione. On po prostu nie lubi policji, a w niej pracuje. Czy to nie kuriozum? - pyta jeden z tarnobrzeskich oficerów.

Mirosław P. mówi, że miał już dość upokorzeń ze strony swoich przełożonych. Jego kłopoty w pracy zaczęły się na początku 2007 roku, gdy - jak sam opowiada - przeniósł się z Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie do Komendy Miejskiej Policji w Tarnobrzegu.

W KWP pracował w prestiżowym wydziale korupcji. W Tarnobrzegu również, ale praca w wojewódzkiej policji, a potem w miejskiej, to krok w tył w policyjnej karierze.

P. twierdzi, że zmienił komendę, bo rodzinę ma w Tarnobrzegu. Miał dość dojazdów. Ale komendant Józef Gdański twierdzi, że sierżant został przeniesiony. - Nie nadawał się do pracy w wojewódzkim wydziale korupcji - mówi wprost Gdański.

Dyscyplinarka za spóźnienie

Sierżant P. żali się, że od trzech lat jest pozbawiany premii, awansów, dodatków. Jesienią zeszłego roku został przeniesiony do komisariatu w Nowej Dębie. Jego zdaniem to kolejny przejaw szykanowania go w pracy, by mu zamknąć usta, żeby nie mówił o tym, co się dzieje w policji. A dzieje się źle - tak twierdzi.

Prowadzono przeciwko niemu pięć postępowań dyscyplinarnych, postawiono mu 11 zarzutów. - Cztery postępowania zostały umorzone, a jedno od ponad trzech lat jest zawieszone. To dla moich przełożonych jest podstawą, bym nie mógł awansować, dostawać dodatków - skarży się Mirosław P.

W pozwie opisał to mocniej: "(...) Aby mnie szczuć, dyskryminować, pozbawić (...) praw i zwolnić ze służby".

- Awanse i nagrody w policji nie są automatyczne. Przyznaje się je wyróżniającym się funkcjonariuszom. Gdyby P. się wyróżniał, awansowałby - mówi Jan Żak, szef policji w Tarnobrzegu.

Czym sobie "zasłużył" sierżant, że co chwilę ma postępowania dyscyplinarne? W dokumentach czytamy, że m.in. o kwadrans spóźniał się do pracy, swojego przełożonego nazwał "nieudolnym" (to wbrew etyce zawodowej), woził autem poufne dokumenty i pokazywał je nieuprawnionym osobom. Przełożeni P. zarzucali mu również, że nie wykonywał poleceń służbowych i niewłaściwie przechowywał broń służbową.

- Żaden z tych zarzutów się nie potwierdził - broni się Mirosław P.

Sierżant P.: Moje dobra naruszone

Mirosław P. pisał skargi do Komendy Głównej Policji. Nie tylko na temat szykan z powodu wielu postępowań dyscyplinarnych. Pisał, że policjanci z Tarnobrzega fałszują statystyki, a jeden z szefów wyłudził z Providenta 10 tys. zł.

Próżno szukać potwierdzeń tych zarzutów. - Bo to wszystko jest nieprawda - przekonuje komendant Żak.

Teraz sierżant oskarża Józefa Gdańskiego o mobbing. W pozwie Mirosław P. napisał, że jego kłopoty zaczęły się, gdy przeniósł się z Rzeszowa do Tarnobrzega. "(...) Za to, że zacząłem prowadzić sprawy operacyjne dotyczące wysoko postawionych funkcjonariuszy publicznych (...). Moi przełożeni nagminnie w moich postępowaniach dyscyplinarnych naruszali dyscyplinę służbową (...) i nie mieli z tego powodu żadnych konsekwencji" - czytamy w pozwie.

Ugoda? Nie z podwładnym

Gdański nie chce komentować zarzutów policjanta do zakończenia procesu. - Jest tyle instytucji wewnątrz policji, że nie trzeba było tej sprawy wynosić na zewnątrz. To nie wygląda normalnie. Pierwszy raz mam taki proces - mówi komendant.

Halina Chudzik, obrońca Józefa Gdańskiego, twierdzi: - To nie komendant wojewódzki powinien być pozwany, tylko komendant z Tarnobrzega. To on jest bezpośrednim przełożonym pana P.

Żak także o zarzutach nie chce rozmawiać. Boi się, że jeżeli za dużo powie, to sierżant i jemu wytoczy proces.

W piątek sędzia Agnieszka Kowal zapytała Mirosława P. i Józefa Gdańskiego, czy jest możliwa między nimi ugoda. Sierżant odparł, że tak. Gdański, że nie. Proces przerwano.

- Dogadać się ze swoim podwładnym? Chyba pan żartuje - stwierdził szef podkarpackiej policji, wchodząc do windy.

Podziel się

  • 71 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Dołącz do nas na Facebooku