Planowa operacja? Może dopiero w przyszłym roku

Anna Gorczyca
2010-08-02 , aktualizacja: 02.08.2010 20:00
A A A Drukuj
Kolejny szpital na Podkarpaciu wprowadza ograniczenia w przyjmowaniu pacjentów. W Jaśle wstrzymano planowe zabiegi, wykonywane są tylko operacje w stanach zagrożenia życia i zdrowia
Janusz Solarz
Fot. Krzysztof Koch / AG
Janusz Solarz
Pacjenci, którzy mieli wyznaczoną w jasielskim szpitalu operację np. przepukliny albo wszczepienie endoprotezy, mogą spodziewać się informacji, że w wyznaczonym terminie się nie odbędzie. - Na ortopedii tygodniowo wszczepiano pięć endoprotez. Zmniejszyliśmy liczbę do trzech, czterech tygodniowo, ale to i tak za dużo. Niestety, kolejka oczekujących pacjentów rośnie i będzie rosła. Część operacji zostanie przesunięta na przyszły rok - tłumaczy dr Szymon Niemiec, zastępca dyrektora ds. medycznych w Szpitalu Specjalistycznym w Jaśle.

Decyzja o ograniczeniu przyjęć na planowe zabiegi i hospitalizacje zapadła po przeanalizowaniu realizacji półrocznego kontraktu z NFZ-etem. Na niektórych oddziałach został przekroczony o 35 proc. - Za nadwykonania NFZ nie płaci, nie możemy sobie pozwolić na zadłużanie szpitala. Gdyby fundusz zapłacił nam ponad 8 mln zł za pacjentów przyjętych ponad kontrakt w latach 2008-2009, mielibyśmy inną sytuację. Liczymy, że dostaniemy choć część tych pieniędzy - dodaje dr Niemiec.

Jasielski szpital, podobnie jak inne na Podkarpaciu, ma kontrakt niższy niż w ubiegłym roku. - Na dodatek wzrosła wycena procedur, a pacjentów mamy tyle samo co w minionych latach - stwierdza dyrektor.

Na pewno operowani będą pacjenci w stanach zagrożenia życia i zdrowia. Lekarze z Jasła będą nadal przyszywać odcięte dłonie i palce. - Za te zabiegi na szczęście fundusz jeszcze płaci - mówi dyrektor Niemiec.

Nie tylko jasielski szpital zaczął dokładnie liczyć liczbę przyjętych pacjentów. Od połowy lipca szpital w Mielcu wstrzymał przyjęcia na planowe zabiegi, bo wyczerpał limity. Puste, zamknięte sale przez najbliższe tygodnie będą przypominać, że np. na neurochirurgii (jeden z dwóch oddziałów w województwie) można przyjąć tylko 30 pacjentów zamiast 39, na zakaźnym 10 zamiast 40, na chirurgii 24 zamiast 36, na neurologii 23 zamiast 31, na internie 67 zamiast 75, a na urologii 22 zamiast 30.

W Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie nie ma pustych łóżek, bo działa niemal stale na ostrym dyżurze, ale tu również od kilku tygodni ograniczono planowe przyjęcia i operacje. - Już mamy nadwykonania. Musimy ograniczać przyjęcia na ortopedię, chirurgię, neurologię i oddziały dziecięce. Bardzo ubolewam, że ograniczenia objęły także oddziały pediatryczne, które jako jedyne na Podkarpaciu mają najwyższy poziom referencyjny - mówi Janusz Solarz, dyrektor szpitala.

Zwraca uwagę, że ograniczenia przyjęć stawiają lekarzy w bardzo trudnej sytuacji. - Muszą orzec, czy pacjent powinien zostać już przyjęty, czy może jeszcze poczekać. Nie chcą popełnić jakiejś dramatycznej pomyłki, więc zlecają dodatkowe badania. I okazuje się, że koszty wcale nie maleją, lecz rosną - dodaje Solarz.

Na pediatrii ograniczono też przyjęcia na zabiegi jednego dnia, które miały zmniejszyć nie tylko koszty hospitalizacji, ale także stres u małych pacjentów.

- Zwróciliśmy się do NFZ-etu o zwiększenie kontraktu, ale obawiam się, że do końca roku niewiele się zmieni - przyznaje Solarz. Za nadwykonania w latach 2008-2009 NFZ powinien zapłacić szpitalowi ponad 22 mln zł. - Niemal wszystkie procedury, jakie zgłosiliśmy do rozliczeń, to procedury ratujące życie - dodaje.

Dyrektor Solarz, oceniając aktualną sytuację w szpitalach, stwierdza: - Trzeba rozsądnie wydawać pieniądze, ale ograniczanie pacjentom dostępu do leczenia, reglamentowanie świadczeń nie jest sposobem na rozwiązanie problemów finansowych w służbie zdrowia.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dołącz do nas na Facebooku