Centrum urazowe powstało, ale nie ma pieniędzy

Anna Gorczyca
2010-08-10 , aktualizacja: 10.08.2010 20:09
A A A Drukuj
Ministerstwo Zdrowia powołało centra urazowe. Co to oznacza na Podkarpaciu? Do Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie, w którym działa centrum, w ciągu miesiąca o 30 proc. wzrosła liczba pacjentów z urazami. Szpital nie dostał jeszcze żadnych dodatkowych pieniędzy na leczenie
- Były takie momenty, że na naszym szpitalnym oddziale ratunkowym były tłumy - mówi dyrektor Janusz Solarz
Fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta
- Były takie momenty, że na naszym szpitalnym oddziale ratunkowym były tłumy - mówi dyrektor Janusz Solarz
W Polsce powołano 13 centrów urazowych. Utworzono je z myślą o pacjentach, którzy w czasie wypadków i katastrof doznali poważnych i skomplikowanych urazów. Tacy pacjenci powinni jak najszybciej trafić do szpitala, w którym mogą zostać szybko zdiagnozowani i leczeni.

Ministerstwo Zdrowia stawiało wysokie wymogi placówkom, które ubiegały się o centra urazowe. Mogły powstać tam, gdzie do dyspozycji był niezbędny, wysokospecjalistyczny sprzęt diagnostyczny, były oddziały urazowe, a na dodatek szpital miał albo oddziały kliniczne, albo współpracował z uczelnią medyczną.

Szpital powinien dysponować także lądowiskiem dla helikopterów. - Kosztowało nas sporo zabiegów sprostanie tym wymogom, ale spełniliśmy je. Mamy dobry sprzęt diagnostyczny, neurochirurgię, kardiochirurgię, ortopedię dorosłych i ortopedię dziecięcą. Gdyby takie centrum nie powstało u nas, to pacjenci z Podkarpacia byliby wożeni do Lublina lub Krakowa. To znacznie zmniejszałoby ich szanse - mówi Janusz Solarz, dyrektor szpitala przy ul. Lwowskiej.

Lokalizacja szpitala jest taka, że nawet z najodleglejszych rejonów województwa można przetransportować pacjenta w ciągu 1,5 godz.

Rozporządzenie ministra zdrowia weszło w życie w połowie lipca. I bardzo szybko do Szpitala Wojewódzkiego nr 2 zaczęto zwozić pacjentów. - W ciągu niespełna miesiąca przyjęliśmy o ok. 30 proc. więcej pacjentów z urazami, niż przyjmowaliśmy do tej pory. Były takie momenty, że na naszym szpitalnym oddziale ratunkowym były tłumy. Do nas i tak trafia ogromna liczba ofiar wypadków, ale doszło do tego, że groziła nam całkowita niewydolność. Jak się okazało, część pacjentów trafiała do nas bez wcześniejszej diagnozy. Był wypadek, ratownicy wieźli pacjenta od razu do nas. Wielu z tych pacjentów w ogóle nie powinno do nas trafić, tylko do najbliższego szpitala. Przyjazd pacjenta do centrum powinien zostać wcześniej zapowiedziany, trzeba zwołać zespół lekarzy, przygotować salę operacyjną. Tymczasem nikt się tym nie przejmował - opowiada dyrektor Solarz.

Teraz te sytuacje nie powinny się powtórzyć. Na zebraniu dyrektorów szpitali jeszcze raz przypomniano, że do centrum urazowego powinni trafiać pacjenci z wielonarządowymi urazami, a nie z prostym złamaniem nogi.

Teraz Szpital Wojewódzki nr 2 musi jeszcze wywalczyć dodatkowe pieniądze na funkcjonowanie centrum. Minister zdrowia dołożyła zadań, ale w ślad za tym nie dołożono szpitalom pieniędzy. - Wielu z pacjentów, którzy trafią do centrum urazowego, będzie leczonych bardzo kosztownymi procedurami. Dodatkowo kosztuje stała gotowość. A my mamy w tym roku kontrakt niższy o około 8 mln zł niż przed rokiem i na dodatek NFZ zalega nam z zapłatą 22 mln zł za procedury ratujące życie wykonane w 2009 r. - wyjaśnia Solarz.

Dyrektor złożył wniosek w NFZ o renegocjację kontraktu na II półrocze. - Najlepiej byłoby, gdyby podniesiono nam kontrakt o te brakujące 8 mln zł. Złożyliśmy wniosek, czekamy na rozmowy - mówi Solarz.

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Dołącz do nas na Facebooku