Jak księgowa dopisała jedynkę na rachunku bankowym
2010-08-13
, aktualizacja: 12.08.2010 18:30
Nie 400 tys., a prawie 660 tys. zł przywłaszczyła była już główna księgowa rzeszowskiego teatru Maska i Muzeum Dobranocek - twierdzi prokuratura
- Na drugą połowę sierpnia kobietę wzywamy do nas na przesłuchanie. Zarzuty, które wcześniej jej postawiliśmy, będą rozszerzone - zapowiada w rozmowie z "Gazetą" Ewa Lotczyk, szefowa Prokuratury Rejonowej dla miasta Rzeszów.
- Cóż mogę powiedzieć... Jestem zniesmaczony - mówi Antoni Borek, dyrektor teatru Maska w Rzeszowie.
Prokuratura ma dowody na to, że Edyta B., była już księgowa teatru Maska i Muzeum Dobranocek (obie placówki jeszcze do niedawna miały wspólną księgowość), przywłaszczyła jeszcze więcej pieniędzy, niż początkowo sądzono.
O wyparowanych pieniądzach z teatru prokuraturę w lutym br. powiadomił dyrektor Borek. "Gazeta" o tym pisała jako pierwsza. Wtedy była mowa o ponad 400 tys. zł, które miała przywłaszczyć Edyta B. Z konta teatru zniknęło 376 tys. zł, a z konta muzeum 29 tys. Gdy dyrektor Antoni Borek odkrył nieprawidłowości, główna księgowa została zwolniona dyscyplinarnie. Po 22 latach pracy.
Prokuratura zabrała się za śledztwo, a z kontrolą do teatru weszli pracownicy Urzędu Miasta w Rzeszowie, któremu podlega placówka. Urzędnicy dokładnie prześwietlili finanse teatru. I po tej kontroli wyszło na jaw, że Edyta B. przywłaszczyła znacznie więcej pieniędzy - prawie 660 tys. zł.
Kontrola wykazała, że była księgowa fałszowała faktury, wykazy i potwierdzenia bankowe. Przykład? Gdy dyrekcja teatru poprosiła ją, by przyniosła papier, ile pieniędzy jest na rachunku na koniec 2008 r., bank wystawił jej dokument, że na koncie jest 60 tys. zł.
- Księgowa, zanim zaniosła zaświadczenie do dyrekcji, zeskanowała je, a potem przed szóstką dopisała jedynkę. Czyli na koncie rzekomo było 160 tys. zł. Natknęliśmy się również na dokumenty świadczące o tym, że teatr dostawał jakieś dotacje, których w rzeczywistości nie było - dowiadujemy się w teatrze.
Dyrektor Borek nie zaprzecza, za to ciężko wzdycha. - Tych nieprawidłowości nie dało się wcześniej wyłapać. A pieniądze by się nam bardzo przydały. Choćby na remonty. Teraz zajmujemy się przenosinami Muzeum Dobranocek. Każdy grosz jest na wagę złota - ubolewa Borek.
Urząd Miasta w Rzeszowie nie chce zdradzać wyników pokontrolnych. - Dlatego że współpracujemy w tej sprawie z prokuraturą - tłumaczy Maciej Kiczor z biura prasowego rzeszowskiego magistratu.
Kierownictwo teatru wysłało list do Edyty B., by zwróciła pieniądze, które zawłaszczyła. Jeszcze kilka miesięcy temu kobieta przyznała się dyrektorowi placówki do zagarnięcia części pieniędzy - około 300 tys. zł - i obiecywała je zwrócić. - Teraz nam odpisała, że żadnych pieniędzy z teatru nie wzięła, więc nie ma czego oddawać. No tak... Z teatru nie wzięła, ale z banku owszem - irytuje się Borek.
- Cóż mogę powiedzieć... Jestem zniesmaczony - mówi Antoni Borek, dyrektor teatru Maska w Rzeszowie.
Prokuratura ma dowody na to, że Edyta B., była już księgowa teatru Maska i Muzeum Dobranocek (obie placówki jeszcze do niedawna miały wspólną księgowość), przywłaszczyła jeszcze więcej pieniędzy, niż początkowo sądzono.
O wyparowanych pieniądzach z teatru prokuraturę w lutym br. powiadomił dyrektor Borek. "Gazeta" o tym pisała jako pierwsza. Wtedy była mowa o ponad 400 tys. zł, które miała przywłaszczyć Edyta B. Z konta teatru zniknęło 376 tys. zł, a z konta muzeum 29 tys. Gdy dyrektor Antoni Borek odkrył nieprawidłowości, główna księgowa została zwolniona dyscyplinarnie. Po 22 latach pracy.
Prokuratura zabrała się za śledztwo, a z kontrolą do teatru weszli pracownicy Urzędu Miasta w Rzeszowie, któremu podlega placówka. Urzędnicy dokładnie prześwietlili finanse teatru. I po tej kontroli wyszło na jaw, że Edyta B. przywłaszczyła znacznie więcej pieniędzy - prawie 660 tys. zł.
Kontrola wykazała, że była księgowa fałszowała faktury, wykazy i potwierdzenia bankowe. Przykład? Gdy dyrekcja teatru poprosiła ją, by przyniosła papier, ile pieniędzy jest na rachunku na koniec 2008 r., bank wystawił jej dokument, że na koncie jest 60 tys. zł.
- Księgowa, zanim zaniosła zaświadczenie do dyrekcji, zeskanowała je, a potem przed szóstką dopisała jedynkę. Czyli na koncie rzekomo było 160 tys. zł. Natknęliśmy się również na dokumenty świadczące o tym, że teatr dostawał jakieś dotacje, których w rzeczywistości nie było - dowiadujemy się w teatrze.
Dyrektor Borek nie zaprzecza, za to ciężko wzdycha. - Tych nieprawidłowości nie dało się wcześniej wyłapać. A pieniądze by się nam bardzo przydały. Choćby na remonty. Teraz zajmujemy się przenosinami Muzeum Dobranocek. Każdy grosz jest na wagę złota - ubolewa Borek.
Urząd Miasta w Rzeszowie nie chce zdradzać wyników pokontrolnych. - Dlatego że współpracujemy w tej sprawie z prokuraturą - tłumaczy Maciej Kiczor z biura prasowego rzeszowskiego magistratu.
Kierownictwo teatru wysłało list do Edyty B., by zwróciła pieniądze, które zawłaszczyła. Jeszcze kilka miesięcy temu kobieta przyznała się dyrektorowi placówki do zagarnięcia części pieniędzy - około 300 tys. zł - i obiecywała je zwrócić. - Teraz nam odpisała, że żadnych pieniędzy z teatru nie wzięła, więc nie ma czego oddawać. No tak... Z teatru nie wzięła, ale z banku owszem - irytuje się Borek.
- 17 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane
- Wojewoda Małgorzata Chomycz wyszła za mąż. W czerwieni
- Pomniki brzydaki w Rzeszowie. Który do usunięcia? FOTO
- Sprawa dziewięciolatka. W nowej szkole też go nie chcą
- Alicja Wosik nowym wicewojewodą podkarpackim. Powołana
- Kolejka nadziemna nie umarła? Ferenc jedzie do Bazylei
- Sprawa dziewięciolatka. W nowej szkole też go nie chcą
- Po pijanemu uczył turystów jeździć na nartach: 2 prom.




