Jak pada to drżą ze strachu. Doczekają się pomocy?
2010-09-01
, aktualizacja: 01.09.2010 20:54
Gdy zaczyna padać, mieszkańcy kilku domów przy ulicy Konfederatów Barskich w Rzeszowie cierpną ze strachu. Osuwisko zniszczyło spory odcinek ulicy. Jeśli nie zostanie zabezpieczone, zagrozi ich domom. Pomoc obiecał im prezydent Tadeusz Ferenc. Skończyło się na postawieniu ostrzegawczych znaków
Ulica Konfederatów Barskich kończy się przy siatce ogradzającej posesję państwa Drążków. - Tędy ludzie chodzili na kopiec Konfederatów, tam jest brama wjazdowa na nasze podwórko. Teraz można tam dojść, trzymając się siatki i ryzykując upadek na dół - Marek Drążek pokazuje to, co pozostało po ulicy. Gdy próbujemy podejść na skraj ulicy, przestrzega: - Nie wolno tam stanąć, bo pod asfaltem jest dziura. I cały czas się osuwa, bo z góry leje się woda z ulicy.
Kilkudziesięciometrowy odcinek asfaltowej nawierzchni zjechał w dół razem z drzewami rosnącymi przy skarpie. - To było chyba w kwietniu. Którejś nocy obudził nas okropny huk, wtedy osunęła się skarpa, a drzewa łamały się jak zapałki. - opowiada. Po raz pierwszy skarpa na Konfederatów zaczęła się osuwać 14 lat temu. - Już wtedy wysyłaliśmy pisma, gdzie tylko było możliwe, żeby ją jakoś zabezpieczyć, że trzeba zrobić porządek z wodą spływającą z ulicy w dół. Że trzeba zrobić porządną burzówkę. A tu przez całe lata nikt nic nie zrobił. A najgorsze jest to, że teraz, gdy zniszczona została ulica, a nasze domy będą w następnej kolejności, dalej nic się nie dzieje - żalą się mieszkańcy. Do powstania osuwiska przyczynił się także Wisłok, który podmywa zbocze. Jeśli skarpa będzie się dalej osuwać, zagrożone będą domy Drążków i Woźniaków.
Danuta Drążek dorzuca: - Nadzór budowlany zakazał nam mieszkać w naszym domu. Powinniśmy się wyprowadzić na czas remontu i zabezpieczania osuwiska. Do 20-metrowego pokoju w hotelu pielęgniarskim. Pięć osób na takiej powierzchni - mówi oburzona.
To nie wszystko.
- I postawiono kilka znaków ostrzegających o osuwisku. Od kilku tygodni codziennie przyjeżdżają tu jacyś ludzie z miasta i sprawdzają, czy znaki nadal stoją. O, właśnie podjechali - dodaje jej syn, Łukasz, i pokazuje nam zakapturzonego człowieka. Patrzymy, jak mężczyzna w odblaskowym roboczym ubraniu fotografuje znak ostrzegawczy, a potem, trzymając się siatki, przechodzi na drugi koniec urwanej ulicy sprawdzić, czy tam też stoi znak.
Na Konfederatów pamiętają wizytę prezydenta Tadeusza Ferenca i jego zastępców przed paroma miesiącami. - Prezydent poklepał nas po plecach i obiecał, że osuwisko zostanie szybko zabezpieczone. A potem usłyszeliśmy, jak mówi, że w pierwszej kolejności musi być naprawione osuwisko na Baranówce, bo tamtędy jeżdżą TIR-y. Tu chyba czekają, aż ludziom te domy się całkiem zawalą - mówi Tomasz Kogut. Jego dom nie jest zagrożony, ale z powodu osuwiska nie może on dojść do swojej działki.
Mieszkańcy zagrożonych domów o tym, co będzie dalej, dowiadują się albo z jakichś przecieków, albo z tego, czego się domyślą po kolejnej wizycie w kolejnym urzędzie. - Wysłaliśmy pisma, gdzie tylko było to możliwe. Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi. Żadnej. A w urzędzie miejskim nikt już nie chce z nami rozmawiać, unikają nas - mówi Marek Drążek. Nie wierzy, że kiedyś zacznie się zabezpieczanie osuwiska.
- Dowiedziałem się ostatnio, że pieniądze na ten cel były, ale zostały przeznaczone na coś innego - stwierdza.
Sprawdzamy w urzędzie miejskim. Maciej Kiczor z biura prasowego przekazuje następujące wyjaśnienia: - W drugiej połowie lipca przetarg na likwidację osuwiska na ulicy Konfederatów Barskich oraz naprawę i poszerzenie drogi wygrało Miejskie Przedsiębiorstwo Dróg i Mostów. W połowie sierpnia przekazano mu plac budowy, a teraz dostaliśmy informację, że na początku tego tygodnia weszli na plac budowy.
Mieszkańcy ul. Konfederatów Barskich mówią, że nie widzieli żadnego pracownika MPDiM. - No, chyba że to są ci, którzy sprawdzają, czy znaki stoją - zastanawiają się.
Dyrektor MPDiM Franciszek Kosiorowski przyznaje, że roboty rzeczywiście jeszcze się nie rozpoczęły. - Mieliśmy wejść we wtorek, ale przeszkodził deszcz. Jak tylko przestanie padać, zaczynamy roboty. Najpierw musimy wyciąć drzewa, przełożyć instalacje podziemne, a potem trzeba będzie wzmocnić skarpę tzw. larsenami, czyli takimi stalowymi płytami, i wybudować drogę - wyjaśnia.
Nie wytłumaczył, dlaczego MPDiM nie rozpoczęło robót jeszcze w sierpniu. Firma będzie musiała zdążyć z tymi pracami do połowy października. - Mamy nadzieję, że uda się skończyć jeszcze we wrześniu. Na razie czekamy na lepszą pogodę - zapowiada Kosiorowski.
Na tę inwestycję miasto przeznaczyło 600 tys. zł. 85 proc. tych środków to pieniądze unijne.
Kilkudziesięciometrowy odcinek asfaltowej nawierzchni zjechał w dół razem z drzewami rosnącymi przy skarpie. - To było chyba w kwietniu. Którejś nocy obudził nas okropny huk, wtedy osunęła się skarpa, a drzewa łamały się jak zapałki. - opowiada. Po raz pierwszy skarpa na Konfederatów zaczęła się osuwać 14 lat temu. - Już wtedy wysyłaliśmy pisma, gdzie tylko było możliwe, żeby ją jakoś zabezpieczyć, że trzeba zrobić porządek z wodą spływającą z ulicy w dół. Że trzeba zrobić porządną burzówkę. A tu przez całe lata nikt nic nie zrobił. A najgorsze jest to, że teraz, gdy zniszczona została ulica, a nasze domy będą w następnej kolejności, dalej nic się nie dzieje - żalą się mieszkańcy. Do powstania osuwiska przyczynił się także Wisłok, który podmywa zbocze. Jeśli skarpa będzie się dalej osuwać, zagrożone będą domy Drążków i Woźniaków.
Danuta Drążek dorzuca: - Nadzór budowlany zakazał nam mieszkać w naszym domu. Powinniśmy się wyprowadzić na czas remontu i zabezpieczania osuwiska. Do 20-metrowego pokoju w hotelu pielęgniarskim. Pięć osób na takiej powierzchni - mówi oburzona.
To nie wszystko.
- I postawiono kilka znaków ostrzegających o osuwisku. Od kilku tygodni codziennie przyjeżdżają tu jacyś ludzie z miasta i sprawdzają, czy znaki nadal stoją. O, właśnie podjechali - dodaje jej syn, Łukasz, i pokazuje nam zakapturzonego człowieka. Patrzymy, jak mężczyzna w odblaskowym roboczym ubraniu fotografuje znak ostrzegawczy, a potem, trzymając się siatki, przechodzi na drugi koniec urwanej ulicy sprawdzić, czy tam też stoi znak.
Na Konfederatów pamiętają wizytę prezydenta Tadeusza Ferenca i jego zastępców przed paroma miesiącami. - Prezydent poklepał nas po plecach i obiecał, że osuwisko zostanie szybko zabezpieczone. A potem usłyszeliśmy, jak mówi, że w pierwszej kolejności musi być naprawione osuwisko na Baranówce, bo tamtędy jeżdżą TIR-y. Tu chyba czekają, aż ludziom te domy się całkiem zawalą - mówi Tomasz Kogut. Jego dom nie jest zagrożony, ale z powodu osuwiska nie może on dojść do swojej działki.
Mieszkańcy zagrożonych domów o tym, co będzie dalej, dowiadują się albo z jakichś przecieków, albo z tego, czego się domyślą po kolejnej wizycie w kolejnym urzędzie. - Wysłaliśmy pisma, gdzie tylko było to możliwe. Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi. Żadnej. A w urzędzie miejskim nikt już nie chce z nami rozmawiać, unikają nas - mówi Marek Drążek. Nie wierzy, że kiedyś zacznie się zabezpieczanie osuwiska.
- Dowiedziałem się ostatnio, że pieniądze na ten cel były, ale zostały przeznaczone na coś innego - stwierdza.
Sprawdzamy w urzędzie miejskim. Maciej Kiczor z biura prasowego przekazuje następujące wyjaśnienia: - W drugiej połowie lipca przetarg na likwidację osuwiska na ulicy Konfederatów Barskich oraz naprawę i poszerzenie drogi wygrało Miejskie Przedsiębiorstwo Dróg i Mostów. W połowie sierpnia przekazano mu plac budowy, a teraz dostaliśmy informację, że na początku tego tygodnia weszli na plac budowy.
Mieszkańcy ul. Konfederatów Barskich mówią, że nie widzieli żadnego pracownika MPDiM. - No, chyba że to są ci, którzy sprawdzają, czy znaki stoją - zastanawiają się.
Dyrektor MPDiM Franciszek Kosiorowski przyznaje, że roboty rzeczywiście jeszcze się nie rozpoczęły. - Mieliśmy wejść we wtorek, ale przeszkodził deszcz. Jak tylko przestanie padać, zaczynamy roboty. Najpierw musimy wyciąć drzewa, przełożyć instalacje podziemne, a potem trzeba będzie wzmocnić skarpę tzw. larsenami, czyli takimi stalowymi płytami, i wybudować drogę - wyjaśnia.
Nie wytłumaczył, dlaczego MPDiM nie rozpoczęło robót jeszcze w sierpniu. Firma będzie musiała zdążyć z tymi pracami do połowy października. - Mamy nadzieję, że uda się skończyć jeszcze we wrześniu. Na razie czekamy na lepszą pogodę - zapowiada Kosiorowski.
Na tę inwestycję miasto przeznaczyło 600 tys. zł. 85 proc. tych środków to pieniądze unijne.
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane
- Montowanie okrągłej kładki w Rzeszowie. Ferenc: Historyczny moment [ZOBACZ]
- Casting na Top Model w Millenium Hall [WIDEO, FOTO]
- Pierwsze Komunie VIP-ów. Kto dostał rzymski różaniec? [FOTO]
- Dlaczego 16-letni Radek zderzył się z policyjnym radiowozem?
- 19-latek pobity na Hetmańskiej. Bo nie chciał dać telefonu
- Zdejmowały klątwy za potrzymanie pieniędzy
- Nowe i tańsze bilety MPK. Zobacz wzory nowych sieciówek


