Nie odpuścimy policjantom. To banda sadystów

Marcin Kobiałka
2010-09-15 , aktualizacja: 12.11.2011 15:24
A A A Drukuj
Posiniaczona twarz Małgorzaty Jabłońskiej po pobycie w komendzie Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta Posiniaczona twarz Małgorzaty Jabłońskiej po pobycie w komendzie
Ma siniaki na całym ciele, podbite oko, policzki, rozciętą wargę. 36-letnia Małgorzata Jabłońska z Jarosławia twierdzi, że pastwili się nad nią policjanci. - Ty, k...o, szmato! - mieli ją wyzywać, a potem rozebrać do naga
Policjantka kopała mnie po całym ciele. Biła w głowę, żebra, brzuch, krocze i nogi. Upadałam na ziemię, a za chwilę za włosy byłam podnoszona i znów bita - mówi Małgorzata Jabłońska
Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta
Policjantka kopała mnie po całym ciele. Biła w głowę, żebra, brzuch, krocze i nogi. Upadałam na ziemię, a za chwilę za włosy byłam podnoszona i znów bita - mówi Małgorzata Jabłońska
Jarosław i Małgorzata Jabłońscy
Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta
Jarosław i Małgorzata Jabłońscy
O pobiciu pani Małgorzaty Jabłońskiej napisały w środę "Super Nowości". Natychmiast do Komendy Powiatowej Policji w Jarosławiu szefowie podkarpackiej policji wysłali swoich kontrolerów.

- Będziemy nadzorować postępowanie wyjaśniające - zapowiada Marta Tabasz z podkarpackiej policji. Dotkliwe pobicie pani Małgorzaty bada także prokuratura.

A wyjaśniać jest co. Małgorzata Jabłońska od niedzieli jest cała posiniaczona. Ma podbite oko, rozciętą wargę, siniaki na nadgarstkach, nogach, brzuchu, łokciach i pośladkach. Ślady pobicia ma również na podbródku. Jak to się stało? - Zostałam pobita przez policjantów w jarosławskiej komendzie - twierdzi pani Małgorzata.

Po kolei. Z mężem Jarosławem i grupą znajomych w sobotni wieczór wyszli do pubu na piwo. Byli w kilku tamtej nocy. Z ostatniego - Salvadore - wyszli ok. godz. 4 nad ranem. Była już niedziela. Jabłońscy szli ul. Bandurskiego, gdy podjechał radiowóz. Policjanci kazali Jabłońskim wejść na chodnik, bo szli jezdnią. - Weszliśmy na chodnik 20 m dalej po ominięciu zaparkowanych samochodów. Usiedliśmy na ławce - opowiada pan Jarosław.

Nagle podjechał do nich ten sam radiowóz, a po chwili drugi. Z samochodów wyszło czterech funkcjonariuszy, w tym jedna policjantka. - Gdy się do nas zbliżała, powiedziała: "Ja was, k...a, nauczę chodzić" - twierdzi Jabłońska.

Jej mąż zadzwonił pod nr 997, by zgłosić, że idzie w ich kierunku czterech policjantów. - Byli bardzo bojowo nastawieni. Podczas rozmowy dyżurny się rozłączył. Jest to do udowodnienia, bo rozmowa była nagrywana - mówi Jarosław Jabłoński.

Chciał komórką nagrywać funkcjonariuszy. - Policjantka wyrwała mi telefon. Rzuciła jeszcze: "Nic nie będziesz, k...a, nagrywać!". Policjant wykręcił mi ręce, skuto mnie kajdankami i zaprowadzono do radiowozu - relacjonuje Jabłoński.

Identycznie policjanci zrobili z jego żoną. - Mi do tyłu skuli ręce. Policjanci nam się nie przedstawili, nie wiem do dzisiaj, dlaczego zostaliśmy zatrzymani. Zapytałam ich, dlaczego tak się władza zachowuje - mówi kobieta.

Policjanci pojechali z Jabłońskimi na komendę. Tam kazano im dmuchnąć w alkomat. Jarosław wydmuchał 1,7 promila. Jego żona nie chciała dmuchać. - Bo chciałam wiedzieć, dlaczego nas zatrzymano. Zaprowadzono mnie do pokoju. Cały czas miałam skute ręce. Od tej samej policjantki usłyszałam: "A teraz, k...o, masz władzę". I poleciały ciosy. Policjantka zaczęła mnie kopać po całym ciele. Biła mnie w głowę, żebra, brzuch, krocze i nogi. Upadałam na ziemię, a za chwilę za włosy byłam podnoszona i znów bita. Drugi policjant zaczął mnie dusić - mówi Jabłońska.

Jej mąż w tym czasie siedział na korytarzu. - Widziałem, co robią z moją żoną, ale nie byłem w stanie nic zrobić. Gdy chciałem zareagować, funkcjonariusz kazał mi siadać - twierdzi Jabłoński.

W końcu namówił żonę, by dmuchnęła w alkomat: - Zrób to, bo cię skatują. Dmuchnęła. Alkomat wykazał w jej organizmie ponad promil alkoholu. - Nie słaniałam się na nogach. Policjanta zaczęła mnie wyzywać: "Ty k...o, stara szmato" - opowiada pani Małgorzata.

Po tym, gdy dmuchnęła w alkomat, policjanci zabrali Jabłońskich na pogotowie. - Też nie wiemy, po co - mówią oboje.

- Przed osadzeniem w policyjnej izbie zatrzymań osobę musi zbadać lekarz - wyjaśniał mi potem Janusz Dymek, szef policji w Jarosławiu.

Twierdzi, że lekarz zgodził się na to, by Jabłońscy noc spędzili w policyjnym areszcie. - Ale mnie lekarz nawet nie badał - zapiera się pani Małgorzata.

Z pogotowia funkcjonariusze jeszcze raz przewieźli Jabłońskich do komendy. - Tam dalej byłam bita. Policjantka do swoich kolegów powiedziała: "Rozbierzcie tę szmatę". Jeden z policjantów mnie trzymał za szyję, rozebrali mnie do naga. Policjanci mieli "widowisko" - mówi łamiącym się głosem kobieta.

Jabłońskich zaprowadzono do osobnych cel. Zostali zwolnieni dopiero w niedzielę ok. godz. 20. Od razu pojechali do szpitala, gdzie pani Małgorzata została przyjęta na obserwcję. Na następny dzień rano pan Jarosław złożył skargę do przełożonych policjantów. W środę pani Małgorzata opuściła szpital.

- Nie odpuścimy policjantom. To banda sadystów - mówią Jabłońscy.

Co na to policja? - Skargę natychmiast przekazaliśmy prokuraturze. Nie chcemy być sędziami we własnej sprawie - twierdzi Mariusz Czternastek z policji w Jarosławiu.

- Chcemy się wyłączyć ze śledztwa, bo z jarosławskimi policjantami na co dzień współpracujemy. Nie chcemy, by ktoś nam zarzucał, że nie jesteśmy bezstronni - tłumaczy Marian Haśko, szef Prokuratury Rejonowej w Jarosławiu.

Od środy funkcjonariusze z wydziału kontroli podkarpackiej policji sprawdzają obrazy z kilkunastu kamer zamontowanych w komendzie. - Sprawdzamy, czy któraś z nich zarejestrowała zdarzenie - dodaje Czternastek.

Także komendant policji w Jarosławiu wszczął wewnętrzne postępowanie. - Jestem zszokowany tym, o co są podejrzewani nasi policjanci. Kieruję tą policją od wielu lat i nigdy takich przypadków nie miałem - ubolewa Janusz Dymek.

Pytamy go, dlaczego Jabłońskich zatrzymano. - Bo nie poskutkowało, gdy oboje zostali pouczeni, by weszli na chodnik. Byli wulgarni, agresywni - przekonuje komendant.

- Absurd! Siedzieliśmy na ławce. Byliśmy cisi jak trusie - odpowiadają Jabłońscy.

Komendant Dymek: - Skoro ta kobieta została tak pobita, to dlaczego lekarz jej nie udzielił pomocy, gdy policjanci z nią przyjechali na pogotowie?

- Siniaki pojawiły się dopiero na następny dzień - mówi Jabłońska.

Komendant z policjantami, którzy mieli pobić kobietę, jeszcze nie rozmawiał. - Najpierw chcę się zapoznać z dokumentacją i monitoringiem. Nie mam w tej chwili podstaw, by policjantów zawiesić - wyjaśnia Dymek.

Pod lupą kontrolerów są nie tylko policjanci podejrzewani o pobicie, ale także ci, którzy tego dnia pełnili nocną służbę w komendzie. W sumie 10 funkcjonariuszy. Trwa analiza, czy widzieli całe zdarzenie, a jeśli tak, to dlaczego nie reagowali.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 488 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    150 głosów

Dołącz do nas na Facebooku