ViaTOLL zatrzymał dziesiątki tirów w Barwinku

Anna Gorczyca
2011-07-01 , aktualizacja: 01.07.2011 14:09
A A A Drukuj
Nerwówka, przepychanki, szarpania i awantury, dziesiątki uziemionych tirów na dawnym przejściu granicznym w Barwinku. Tu jest jeden z punktów, w których można pobrać viaBOX. Bez tego urządzenia od 1 lipca żadna ciężarówka nie może się poruszać po polskich drogach.
Kierowcy w kolejce po go-boksy
Kierowcy w kolejce po go-boksy
Przez Barwinek wjeżdżają do Polski ciężarówki z południa Europy. - Czekam kilkanaście godzin i nie wiem, kiedy będę miał tego go-boksa (tak urządzenie nazywają kierowcy). Ani na Słowacji, ani w Austrii załatwienie tego nie trwa tyle co u was - gorączkuje się Milovan, zażywny pięćdziesięciolatek. Pracuje dla słoweńskiego przewoźnika. Jedzie na Białoruś z ładunkiem pomidorów.

Milovan ze Słowenii, Kire z Macedonii, Roman z Bułgarii oraz kilkudziesięciu kierowców z innych krajów utknęło w nocy z czwartku na piątek w Barwinku. Tu można się zarejestrować i pobrać tzw. viaBox, czyli urządzenie do odczytu długości przejazdu przez Polskę. Odczyty odbywają się elektronicznie w tzw. bramownicach, a kierowca płaci za przejazd, wyjeżdżając z Polski, wtedy też może zdać viaBOX. Urządzenie jest częścią systemu poboru opłat viaTOLL.

Za urządzenie kierowca płaci 120 zł kaucji, a za kolejne 120 zł wykupuje tzw. minimalne doładowanie, które wystarczy na przejechanie ok. 300 km. Kolejne doładowania dokupuje w kolejnych punktach.

Za montaż bramownic i punktów rejestracji odpowiada austriacka firma Kapsch. Bramownic nie ma i jak się okazało, za mało jest punktów rejestracyjnych, system komputerowy też nie działa tak jak trzeba. W Barwinku viaBox-y można kupić tylko w jednym miejscu. - Kapsch podpisał z nami umowę na sprzedaż go-boksów, ale dali nam tylko dwa stanowiska. Choć przedstawiłem im wyliczenia Straży Granicznej o liczbie samochodów ciężarowych przejeżdżających przez Barwinek, firma zrobiła swoje badania i wyszło im, że ruch tu jest mały i wystarczy, jeśli nasz punkt będzie obsługiwał kierowców od godz. 7 do 19 - mówi Bodgan Zalewski, prokurent firmy CFS.

Ale ciężarówki jadą przez całą dobę i kierowcy nie wyobrażają sobie, żeby punkt był zamknięty przez choćby godzinę. - Obsługujemy ich przez całą dobę, a kolejka stale rośnie. - dodaje Zalewski. W czwartek wieczorem wszystkie parkingi w Barwinku były zajęte przez tiry, a przed budynkiem, w którym znajduje się punkt sprzedaży go-boksów, kłębił się tłum wściekłych kierowców. - Dlaczego są tylko dwa stanowiska. Tu powinno być co najmniej pięć albo sześć osób do obsługi. Po co tyle dokumentów potrzeba do rejestracji. Na Słowacji, w Austrii go-boksa załatwia się w pół godziny - mówi Gienadij Dawidowicz z Białorusi. Stojący obok niego Roman z Bułgarii (wiezie wafle i chipsy) wyciąga z teczki plik papierów. Okazuje się, że ma 11 różnych dokumentów. Kierowca musi podać m.in. nazwisko i imię właściciela samochodu, dane kontaktowe, adres e-mail, numer telefonu. Gdy właścicielem pojazdu jest firma - dane firmy takie jak: nazwa, adres, forma prawna, KRS lub wpis do Ewidencji Działalności Gospodarczej, NIP, numer i seria dokumentu tożsamości osoby reprezentującej firmę, dowód osobisty lub paszport, dowód rejestracyjny pojazdu , przedstawić kopię dokumentu potwierdzającego klasę emisji EURO, pełnomocnictwo do podpisania umowy, jeśli samochód nie należy do kierowcy i kopię umowy leasingowej lub upoważnienie leasingodawcy, jeśli samochód jest w leasingu). Niezbędny jest także adres korespondencyjny oraz numer telefonu komórkowego, numer telefonu stacjonarnego, adres e-mail, faks.

- Każdy dokument trzeba zeskanować i wprowadzić do systemu. Wielu kierowców nie mówi ani po polsku, ani po angielsku, mamy problemy, żeby im wytłumaczyć, że brakuje im jakiegoś dokumentu i muszą faksować do firmy. W Rumunii nie mają kodów pocztowych, a system tego wymaga i pojawiają się problemy. Obsługa jednego klienta trwa nawet godzinę. Na dodatek system komputerowy ma wady, pojawia się program testowy i trzeba całą procedurę powtarzać - mówi Alina Zalewska, pracownica CFS.

- Takie sceny jak tu to można zobaczyć tylko w "Kiepskich". Tam też potrzebne były ksera i tysiące bzdurnych kwitków - komentuje jeden z polskich TIR-owców.

Kierowcy nie mogli zrozumieć, dlaczego w sąsiadujących z Polską krajach wystarczy tylko dowód rejestracyjnym, certyfikat klasy emisji spalin, paszport. - Na Słowacji w każdym punkcie można dostać mapkę z punktami, w których można kupić, doładować go-boks lub go zdać. U was nie ma żadnych informacji. My musimy tu kupić te go-boksy, bo jak złapią nas wasi kontrolerzy z inspekcji drogowej, to zapłacimy dużą karę - mówi jeden z Bułgarów. A Węgier dodaje:- Czekamy od wielu godzin i pewnie jeszcze poczekamy kolejne godziny. A tu - pokazuje na parkingi na Barwinku - brakuje toalet, nie ma gdzie zjeść. A jak do restauracji wchodzi kierowca, to jest niepożądanym klientem. Nie ma nigdzie dostępu do internetu.

Stojący obok niego kierowca z Łodzi komentuje: - I my mamy kierować Unią Europejsjką?!

W nocy kierowcom puściły nerwy. -Zaczęli się szarpać i wyzywać. Poszło o kolejkę, ktoś wszedł przed kogoś. Na szczęście nie doszło do większej awantury, ale pod naszym adresem też padło sporo obelżywych słów - mówi Alina Zalewska.

- Jeśli nie zostaną wprowadzone jakieś nowe procedury, to obawiam się, że za kilka dni to miejsce całkowicie się zakorkuje - stwierdza Bogdan Zalewski.

W piątek przed południem kierowcy stworzyli listę kolejkową, sprawdzają ją co godzinę.

Podziel się

  • 154 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    40 głosów

Dołącz do nas na Facebooku