Trzeci finał Li Qian w Europa Top 12. Niestety, przegrany
2010-02-07
, aktualizacja: 07.02.2010 19:49
TENIS STOŁOWY. Trzy kolejne lata i trzy finały to dorobek Li Qian w Europa Top 12, najbardziej prestiżowej imprezie naszego kontynentu, porównywalnej do turnieju Masters w tenisie ziemnym.
Tym razem jednak tarnobrzeskiej tenisistce nie udało się wygrać tak jak przed rokiem. W decydującym meczu przegrała z Holenderką Li Jiao 3:4.
Ten rok jest dla tarnobrzeskiej tenisistki jak marzenie. W styczniu wygrała Pro Tour w Słowenii, a niecały miesiąc później w niemieckim Duesseldorfie ponownie pokazała, że Top 12 to jej ulubiony turniej. - Nie mam teraz dobrej kondycji, boję się, że mogę fizycznie nie wytrzymać tego turnieju - mówiła Li przed wylotem do Niemiec, ale zagrała wyśmienicie.
Do tego weekendu malkontenci mogli narzekać, że to dzięki sporemu szczęściu Li Qian dwukrotnie docierała do finału, ale tym razem Chinka z polskim paszportem losowanie miała wyjątkowo pechowe. W grupie trafiła na odwieczną rywalkę Białorusinkę Wiktorię Pawłowicz, z którą wygrywa tylko w Top 12, oraz świetnie grającą przeciwko defensywie Niemkę Elkę Schall. W pierwszym meczu Schall pokonała Pawłowicz 4:1, a później Qian wygrała w tym samym stosunku z Niemką i przed pojedynkiem było wiadomo, że do awansu z grupy potrzebuje zaledwie dwóch setów. Tarnobrzeżanka wyszła bardzo spięta i szybko przegrała pierwszą odsłonę. Walka rozgorzała na dobre od kolejnego seta. Trener klubowy Zbigniew Nęcek, który wyniki na bieżąco śledził w internecie, tylko odliczał kolejne piłeczki potrzebne do awansu i gdy jego podopieczna wygrała drugą odsłonę, nie krył radości. - Jest w ćwierćfinale! Wielkie brawa, bo grupę miała najgorszą z możliwych - mówił.
W 1/4 finału szczęście w końcu opuściło Li Qian, która wylosowała Rumunkę Danielę Dodean, która nie przepada za stylem gry tarnobrzeżanki. - Dodean ma konkretny problem techniczny i Qian powinna to wykorzystać - zacierał ręce szkoleniowiec KTS-u. Li jednak niespodziewanie zaczęła od przegrania dwóch setów, ale później wszystko wróciło do normy. W kolejnym meczu spotkała się z ubiegłoroczną finalistką, inną defensorką - Holenderką Li Jie i podobnie jak przed rokiem odeszła od stołu z tarczą. - Kiedyś w ogóle nie potrafiłam grać z takim stylem, ale dzięki naszej drugiej trenerce, pani Tamarze Czigwincewej, która regularnie ze mną trenuje i przekazała mi wiele wskazówek taktycznych, czuję się coraz pewniej w konfrontacjach z obrończyniami - mówi Li Qian.
Szczęścia, które dopisało w losowaniu ćwierćfinałów, zabrakło w finale. W tym Li Qian zmierzyła się z Holenderką Li Jiao, z którą przegrała finał... dwa lata temu. Tym razem początek także zapowiadał łatwe zwycięstwo rywalki, która po czterech setach prowadziła 3:1 i potrzebowała już tylko małego kroku do triumfu. Tarnobrzeżanka jednak nie odpuściła i łatwo wygrała dwie kolejne odsłony, by w decydującym secie stoczyć heroiczny bój o wygraną. Siódma partia była najbardziej zacięta ze wszystkich, a szala zwycięstwa przechylała się raz na jedną, a raz na drugą stronę. Li Qian miała nawet dwie piłki meczowe (10:9, 11:10), ale ostatecznie ze zwycięstwa cieszyła się Li Jiao, zdobywając trzynasty punkt.
Ten rok jest dla tarnobrzeskiej tenisistki jak marzenie. W styczniu wygrała Pro Tour w Słowenii, a niecały miesiąc później w niemieckim Duesseldorfie ponownie pokazała, że Top 12 to jej ulubiony turniej. - Nie mam teraz dobrej kondycji, boję się, że mogę fizycznie nie wytrzymać tego turnieju - mówiła Li przed wylotem do Niemiec, ale zagrała wyśmienicie.
Do tego weekendu malkontenci mogli narzekać, że to dzięki sporemu szczęściu Li Qian dwukrotnie docierała do finału, ale tym razem Chinka z polskim paszportem losowanie miała wyjątkowo pechowe. W grupie trafiła na odwieczną rywalkę Białorusinkę Wiktorię Pawłowicz, z którą wygrywa tylko w Top 12, oraz świetnie grającą przeciwko defensywie Niemkę Elkę Schall. W pierwszym meczu Schall pokonała Pawłowicz 4:1, a później Qian wygrała w tym samym stosunku z Niemką i przed pojedynkiem było wiadomo, że do awansu z grupy potrzebuje zaledwie dwóch setów. Tarnobrzeżanka wyszła bardzo spięta i szybko przegrała pierwszą odsłonę. Walka rozgorzała na dobre od kolejnego seta. Trener klubowy Zbigniew Nęcek, który wyniki na bieżąco śledził w internecie, tylko odliczał kolejne piłeczki potrzebne do awansu i gdy jego podopieczna wygrała drugą odsłonę, nie krył radości. - Jest w ćwierćfinale! Wielkie brawa, bo grupę miała najgorszą z możliwych - mówił.
W 1/4 finału szczęście w końcu opuściło Li Qian, która wylosowała Rumunkę Danielę Dodean, która nie przepada za stylem gry tarnobrzeżanki. - Dodean ma konkretny problem techniczny i Qian powinna to wykorzystać - zacierał ręce szkoleniowiec KTS-u. Li jednak niespodziewanie zaczęła od przegrania dwóch setów, ale później wszystko wróciło do normy. W kolejnym meczu spotkała się z ubiegłoroczną finalistką, inną defensorką - Holenderką Li Jie i podobnie jak przed rokiem odeszła od stołu z tarczą. - Kiedyś w ogóle nie potrafiłam grać z takim stylem, ale dzięki naszej drugiej trenerce, pani Tamarze Czigwincewej, która regularnie ze mną trenuje i przekazała mi wiele wskazówek taktycznych, czuję się coraz pewniej w konfrontacjach z obrończyniami - mówi Li Qian.
Szczęścia, które dopisało w losowaniu ćwierćfinałów, zabrakło w finale. W tym Li Qian zmierzyła się z Holenderką Li Jiao, z którą przegrała finał... dwa lata temu. Tym razem początek także zapowiadał łatwe zwycięstwo rywalki, która po czterech setach prowadziła 3:1 i potrzebowała już tylko małego kroku do triumfu. Tarnobrzeżanka jednak nie odpuściła i łatwo wygrała dwie kolejne odsłony, by w decydującym secie stoczyć heroiczny bój o wygraną. Siódma partia była najbardziej zacięta ze wszystkich, a szala zwycięstwa przechylała się raz na jedną, a raz na drugą stronę. Li Qian miała nawet dwie piłki meczowe (10:9, 11:10), ale ostatecznie ze zwycięstwa cieszyła się Li Jiao, zdobywając trzynasty punkt.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane
- "Na 99,9 proc. odnaleziony w Tatrach jest z Węgorzewa"
- Śmierć 17-latka. Kierowca VW zgłosił się na policję
- To b. żołnierz z Węgorzewa. A nie mieszkaniec Makowisk
- 10 lat za kradzież pączka? Dziś Tłusty Czwartek [FOTO]
- Radni zagłosowali za przyłączeniem Malawy do Rzeszowa!
- Pomniki brzydaki w Rzeszowie. Który do usunięcia? FOTO
- Wojewoda Małgorzata Chomycz wyszła za mąż. W czerwieni


