Dyrektor BGK wykiwał własny bank na prawie 10 mln zł

Marcin Kobiałka
25.10.2011 , aktualizacja: 25.10.2011 20:15
A A A Drukuj
Od szkolnych kolegów i przedsiębiorców wyciągnął 17 mln zł. Opowieść o dyrektorze Banku Gospodarstwa Krajowego w Rzeszowie kończy się na jego słabości do bmw
Pieniądze
Pieniądze
Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie zakończył śledztwo w tej sprawie. Po raz pierwszy usłyszeliśmy o niej rok temu, gdy agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali 55-letniego Marka Z., wieloletniego dyrektora Banku Gospodarstwa Krajowego w Rzeszowie, oraz jego zastępczynię 57-letnią Bożenę L. W prokuraturze postawiono im zarzuty fałszowania dokumentów i działania na szkodę banku. Marek Z. dodatkowo usłyszał zarzut oszustwa. Dziś okazuje się, że wicedyrektorka była niewinna, bo Marek Z. podrabiał na dokumentach jej podpisy. Tak twierdzi prokuratura.

Kłopoty Marka Z. są związane z zakopiańską firmą deweloperską PKS Investment, która w 2006 roku dostała w BGK 55 mln zł kredytu. Deweloper chciał w Zakopanem wybudować lokale mieszkalne i handlowe. Kredyt miał spłacić do końca 2009 roku, ale stracił płynność finansową. Firma zawarła ugodę z bankiem, że pieniądze odda rok później. Część długów miała pokryć ze sprzedaży 12 lokali wybudowanych w Zakopanem. Prawie 10 mln zł z tej transakcji miało trafić na konto BGK. Chociaż bank nie dostał ani złotówki, Marek Z. potwierdził, że lokale sprzedano. Dzięki tej operacji deweloper na nieruchomościach założył nowe księgi wieczyste, już bez bankowej hipoteki.

W grudniu ubiegłego roku CBA złapało prezesa PKS Investment 36-letniego Sylwestra M., a potem dwóch udziałowców spółki 50-letniego Mirosława M. i 41-letniego Krzysztofa K. Wszyscy trzej są oskarżeni z Markiem Z. o wyrządzenie BGK znacznej szkody majątkowej. Przedsiębiorców przed aresztem uratowały poręczenia majątkowe. Każdy musiał wpłacić po 100 tys. zł.

Cała transakcja ujrzała światło dziennie dzięki centrali Banku Gospodarstwa Krajowego, która przez wiele tygodni prowadziła audyt w swoim rzeszowskim oddziale, a potem powiadomiła prokuraturę. W tym czasie Marek Z. od tygodni siedział za kratkami.

Śledczy wnikliwie prześledzili działalność Marka Z. Wytropili, że prowadził też działalność parabankową, a dokładnie oferował VIP-owską tzw. lokatę umiejscowioną. Znajomym ze szkoły podstawowej i liceum wmówił, że mogą zarobić duże pieniądze. Ci wpłacali po 150, 400, 500 tys., a nawet milion złotych na różne konta. Marek Z. oferował im nieprawdopodobne oprocentowanie sięgające nawet 15 proc. Umowy zawierał na rok. Na oprocentowaniu w miesiąc można było zarobić po 10 tys. zł.

- Pieniędzy nie wypłacali i przedłużali umowy na kolejny rok, licząc na kolejne zyski - mówi "Gazecie" Damian Mirecki, naczelnik Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie.

Ale nie tylko szkolnych kolegów Marek Z. przekonał do złotego interesu. Wśród oszukanych jest m.in. emerytka, która na lokatę wpłaciła oszczędności swojego życia - 40 tys. zł. Wszystko straciła.

Inna kobieta straciła 300 tys. zł. Jej mąż był współwłaścicielem firmy, po jego śmierci wspólnik spłacił wdowę. Pieniądze z firmy zainwestowała w VIP-owską lokatę.

Prokuratura twierdzi, że Marek Z. w ten sposób wyciągnął od ludzi aż 17 mln zł! Co robił z pieniędzmi? Na przykład 170 tys. zł, które klient wpłacił na rzekomą lokatę, w rzeczywistości znalazło się na koncie jednej z rzeszowskich firm deweloperskich, która wybudowała dom dla członka rodziny Marka Z.

Prokuratura ma również dowody na to, że Marek Z. fałszował gwarancje bankowe dla przedsiębiorców, którzy w innych bankach starali się o kolejne pieniądze na rozkręcenie własnych biznesów.

Wśród poszkodowanych jest centrala BMW Polska, która do swojego dilera w podrzeszowskiej miejscowości wysłała dziesiątki luksusowych samochodów. Koncern, by się zabezpieczyć przed utratą aut, od dilera żądał gwarancji bankowych. - Po to, by bank wypłacił pieniądze, gdyby samochody na przykład wywieziono na Ukrainę - tłumaczą prokuratorzy.

Takie gwarancje dla BMW Polska wystawiał właśnie Marek Z. Opiewały na blisko 20 mln zł.

Prawdopodobnie to mogła być transakcja wiązana, bo diler sprzedał dyrektorowi BGK limuzynę 530 X Drive wartą około 300 tys. za 240 tys. zł. Mało tego, płatności rozłożył mu na raty, z których dyrektor i tak się nie rozliczył do końca. Do tej pory nie zapłacił 90 tys. zł.

Nie tylko Marka Z. diler BMW obłaskawiał. Konkubina dyrektora i jego córka miesiącami "testowały" dwa inne modele: BMW X1 i BMW X3. Ceny obu samochodów w salonach wahają się w granicach 150 tys. zł. Za korzystanie z aut z pełnym bakiem Marek Z. płacił dilerowi miesięcznie 1,5 tys. zł. Przynajmniej na papierze. - Za takie pieniądze pół Polski chciałoby jeździć tak drogimi autami - mówią prokuratorzy.

Markowi Z. grozi osiem lat więzienia. Konsekwentnie odmawia składania wyjaśnień.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 16 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Dołącz do nas na Facebooku