Ksiądz molestował? Prokurator zażądał 4 lat więzienia

Marcin Kobiałka
16.12.2011 , aktualizacja: 16.12.2011 13:22
A A A Drukuj
Ks. Roman J. po wyjściu z sali rozpraw 16 grudnia br. Fot. Maciej Rałowski / Agencja Gazeta Ks. Roman J. po wyjściu z sali rozpraw 16 grudnia br.
- A gdybym panią dotknął w ramię? Też by pani uznała, że to molestowanie? - tak ks. Roman J. zwrócił się do dziennikarki telewizyjnej tuż po wyjściu z sali sądowej. Duchowny odpowiada za molestowanie seksualne trzech nastolatek i współżycie z czwartą. Wyrok za tydzień.
16 grudnia - mec. Aleksander Bentkowski, obrońca ks. Romana J., po rozprawie rozmawia z dziennikarzami
Fot. Maciej Rałowski / Agencja Gazeta
16 grudnia - mec. Aleksander Bentkowski, obrońca ks. Romana J., po rozprawie rozmawia z dziennikarzami
Ksiądz Roman J.
Fot. www.wrota.podkarpackie.pl
Ksiądz Roman J.
Dzisiaj w Sądzie Okręgowym w Rzeszowie zakończył się trwający od maja br. proces byłego proboszcza parafii w Małej k. Ropczyc. Mowy końcowe wygłosili prokurator i obrońca duchownego mec. Aleksander Bentkowski. Prokuratur zażądał dla 52-letniego ks. Romana J. czterech lat bezwzględnego więzienia. Obrona wnosiła o uniewinnienie.

Ks. J., po raz pierwszy od ujawnienia sprawy w kwietniu zeszłego roku, zgodził się na krótką rozmowę z dziennikarzami. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. - Sąd podważył wszystko. Zmieniono kwalifikację czynu na zerową. O szczegóły proszę pytać sąd - mówił na korytarzu "Gazecie" ks. J.

Jego adwokat był już bardziej precyzyjny, ale nie odsłonił wszystkich kulisów tego, co się wydarzyło podczas ostatniego dnia procesu. - Nie zmieniono kwalifikacji czynu, tylko sąd uprzedził, że może to zrobić. Kwalifikacja może być łagodniejsza - tłumaczył dziennikarzom mec. Aleksander Bentkowski.

Bentkowski powiedział, że z uwagi na charakter sprawy, nie może zdradzać szczegółów procesu. - Złożyłem wnioski dowodowe, złożył je również prokurator. Są w nich zasadnicze rozbieżności. Mogę powiedzieć, że postępowanie dowodowe w tej sprawie prowadzono bardzo wnikliwie, jest ono bardzo obszerne. Materiał dowodowy jest olbrzymi - dodawał obrońca duchownego.

Sam ks. Roman J. do dziennikarki TVP na korytarzu powiedział: - Gdybym tak panią dotknął, to też by pani uznała, że to molestowanie? - zapytał dziennikarkę Dominikę Panek dotykając ją w ramię.

Prokurator nie chciał rozmawiać z mediami. Sędzia Marcin Świerk wyrok ogłosi 23 grudnia.

Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie twierdzi, że ofiarami księdza były cztery dziewczynki. Trzy poniżej 15. roku życia miały być molestowane seksualnie przez duchownego w latach 2003-2008, a czwarta dziewczynka, która nie miała 18 lat, w latach 2007-2008 obcowała z nim płciowo. Zdaniem prokuratury ksiądz wykorzystał zaufanie nastolatki, co jest karalne.

Wszystkie cztery pokrzywdzone ks. J. uczył religii. Duchowny został aresztowany 29 kwietnia zeszłego roku. Niedługo potem 700 parafian z Małej podpisało się pod listem do prokuratury, by proboszcza wypuszczono na wolność. Mieszkańcy nie wierzą w jego winę.

W połowie sierpnia duchowny wyszedł na wolność po wpłaceniu 20 tys. zł kaucji. Księdzu grozi do 12 lat więzienia. Ma zakaz kontaktu z poszkodowanymi, nie może wyjeżdżać za granicę, mieszka w domu księdza seniora.

Sąd dysponuje trzema opiniami biegłych (jedna psychologów i dwóch psychiatrów), którzy byli przesłuchiwani w trakcie procesu. Według naszych informacji biegli przyznali, że molestowane nastolatki nie mają skłonności do konfabulacji. - Nie chcę tego oceniać - mówi krótko mec. Bentkowski.

Ks. Roman J. w trakcie procesu nie przyznał się do winy, choć jeszcze w trakcie prokuratorskiego śledztwa częściowo potwierdzał czyny, które mu zarzucono.

Były proboszcz od wielu lat organizował w Małej zloty motocyklistów. Jest jednym z założycieli katolickiego Radia Via w Rzeszowie.

Przeciwko ujawnieniu przez prokuraturę sprawy mediom protestował w ub. r. rzeszowski senator Kazimierz Jaworski, kiedyś w PiS, dziś w klubie Solidarna Polska. W liście do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta pisał, że "wysoce niepożądanym wydaje się być rodzenie wrażenia, iż instytucja państwowa podejmuje walkę z Kościołem i wiernymi". Jaworski domagał się również "ewentualnych konsekwencji personalnych". Jedyny efekt pisma senatora był taki, że śledztwo przeniesiono z Ropczyc do Rzeszowa.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Dołącz do nas na Facebooku