Senator Jaworski pomaga Ferencowi w umocnieniu władzy?
02.02.2012
, aktualizacja: 02.02.2012 20:00
Prezydent Tadeusz Ferenc jest tak zdeterminowany, by zdobyć większość w radzie miasta, że gotów jest nawiązać współpracę nawet z radnymi PiS. Być może pomoże mu w tym jego niedawny konkurent w wyborach senackich - Kazimierz Jaworski
ZOBACZ TAKŻE
- Tadeusz Ferenc zostaje w ratuszu. Zabrakło 638 głosów (10-10-11, 14:56)
- Jednak Jaworski z mandatem. Ferenc zostaje w ratuszu (10-10-11, 09:05)
- Ferenc ma największe szanse na Senat. Jaworski tuż, tuż (10-10-11, 06:59)
- Sondaż "Gazety": Jaworski górą, Ferenc bez mandatu! (03-10-11, 09:00)
Prezydent Ferenc przez swoją drugą kadencję miał jak w puchu. Murem za nim stała większość radnych, opozycyjny PiS był w mniejszości. W dodatku prezydent był wtedy na fali. Jego decyzje, to, w jaki sposób zmienił miasto pod względem wizualnym, zyskiwały poklask wyborców. Nieśmiałe protesty radnych PiS ginęły w tym zgiełku, a ich autorzy określani byli mianem "hamulcowych".
W trzeciej kadencji sytuacja odwróciła się. Tadeusz Ferenc w 2010 roku wszedł do ratusza już z mniejszą przewagą nad konkurentami (53,2 proc.). W radzie miasta jego klub nie dość, że nie zdobył większości, to jeszcze po kilku miesiącach się podzielił. Wcześniej zaś musiał podpisać umowę koalicyjną z Platformą Obywatelską. Dziś i Rozwój Rzeszowa, i SLD popierają wprawdzie prezydenta, ale to ciągle za mało, by spać spokojnie. Tym bardziej że łaska PO na pstrym koniu jeździ. Najważniejszą uchwałę, budżetową, Platforma poparła. Ale już w sprawie zmiany granic miasta, fontanny multimedialnej czy dzierżawy placu pod pawilon naprzeciw Instytutu Muzyki - opowiada się przeciwko pomysłom prezydenta.
Ferenc wie, że tak na dłuższą metę rządzić się nie da.
Z ratusza więc dochodzą nieoficjalne informacje o kolejnych koncepcjach na zdobycie większości. Wyjście jest jedno - prezydent musi przekonać do siebie kilku radnych PiS. Ostatnia pogłoska w sprawie sposobu na zdobycie ich przychylności jest tak sensacyjna, że aż mało wiarygodna: prezydentowi Ferencowi w przekonaniu radnych PiS ma pomagać Kazimierz Jaworski, senator, dziś Solidarnej Polski, kiedyś PiS. Po pierwsze, panowie są z zupełnie innej politycznej flanki, po wtóre, obaj jeszcze jesienią konkurowali w wyborach senackich o mandat w okręgu rzeszowskim. Wygrał Jaworski. O 600 głosów, czyli o włos.
Czy dziś byłby w stanie zapomnieć o dzielącej ich politycznej przepaści i próbować przekonać radnych PiS do współpracy z prezydentem Ferencem? - Bez komentarza - ucina senator Jaworski.
Ale z jego otoczenia docierają do nas głosy, że wykluczona jest wprawdzie oficjalna koalicja radnych PiS z prezydentem Ferencem, ale za to brany pod uwagę "pozapartyjny układ dla rozwoju Rzeszowa". - Żeby nie zmarnować szans, które się przed Rzeszowem jawią, i żeby nie robić w przyszłości głupstw, takich choćby jak buspasy. Ale warto wesprzeć prezydenta w takich kwestiach, jak sensowne poszerzenia granic i unijny program transportowy - zaznacza nasz rozmówca, prosząc o anonimowość.
Podkreśla, że rozmowy w tej sprawie mogą potrwać jeszcze kilka tygodni. - Prezydent Ferenc musi zweryfikować grupę wsparcia. W tej sprawie prowadzone są bardzo poufne rozmowy - dodaje.
Wiadomo też, że w zamian za współpracę prezydent Ferenc gotów jest dać wiele. Wiele, czyli stanowisko przewodniczącego rady miasta oraz wiceprezydenturę. Dziś oba fotele zajmują przedstawiciele PO: Andrzej Dec i Roman Holzer.
Czy to skusi kogoś z dziewięcioosobowego klubu PiS?
Zadzwoniliśmy do kilku z radnych. Wszyscy, jak jeden mąż, zapewniają o swojej lojalności wobec szyldu PiS. Niektórzy takie zapewnienia wolą jednak składać anonimowo. - Nie wyobrażam sobie współpracy z prezydentem, jestem lojalnym członkiem PiS - mówi nam jeden z nich.
Inni, jak Marek Strączek, głoszą je pod nazwiskiem: - Jestem członkiem partii Prawo i Sprawiedliwość, z jej list wszedłem do rady miasta i nie zamierzam niczego zmieniać. Nie jestem zainteresowany. Uważam, że jak są jakieś tarcia wewnątrz klubu, to powinny one tam zostać rozstrzygnięte, nie gdzieś na zewnątrz.
Krystyna Wróblewska bardzo szybko zaprzecza, że mógłby powstać w radzie miasta jakiś nowy klub. - Nie, nie ma nic na rzeczy. Jestem członkiem PiS i nie zamierzam tego zmieniać - zapewnia.
Sam prezydent Ferenc mówi zaś krótko: - Każda koalicja mnie interesuje. Każda.
Wie, co mówi: gdyby udało się zdobyć większość, choć na krótką metę, być może udałoby się przyłączyć do miasta Malawę. A wtedy do rady weszłoby pięciu nowych radnych. Prezydent liczy na to, że w zamian za inwestycje na ich terenie mógłby liczyć także na ich głosy.
Z całej tej historii wynika jasno, że prezydent Ferenc jest w desperacji i za wszelką cenę chce w radzie zbudować większość. Musi jednak pamiętać, że nawet najtwardsze umowy koalicyjne, jak ta z Platformą, nie są gwarancją władzy absolutnej. A ta, jak się wydaje, mu się marzy.
W trzeciej kadencji sytuacja odwróciła się. Tadeusz Ferenc w 2010 roku wszedł do ratusza już z mniejszą przewagą nad konkurentami (53,2 proc.). W radzie miasta jego klub nie dość, że nie zdobył większości, to jeszcze po kilku miesiącach się podzielił. Wcześniej zaś musiał podpisać umowę koalicyjną z Platformą Obywatelską. Dziś i Rozwój Rzeszowa, i SLD popierają wprawdzie prezydenta, ale to ciągle za mało, by spać spokojnie. Tym bardziej że łaska PO na pstrym koniu jeździ. Najważniejszą uchwałę, budżetową, Platforma poparła. Ale już w sprawie zmiany granic miasta, fontanny multimedialnej czy dzierżawy placu pod pawilon naprzeciw Instytutu Muzyki - opowiada się przeciwko pomysłom prezydenta.
Ferenc wie, że tak na dłuższą metę rządzić się nie da.
Z ratusza więc dochodzą nieoficjalne informacje o kolejnych koncepcjach na zdobycie większości. Wyjście jest jedno - prezydent musi przekonać do siebie kilku radnych PiS. Ostatnia pogłoska w sprawie sposobu na zdobycie ich przychylności jest tak sensacyjna, że aż mało wiarygodna: prezydentowi Ferencowi w przekonaniu radnych PiS ma pomagać Kazimierz Jaworski, senator, dziś Solidarnej Polski, kiedyś PiS. Po pierwsze, panowie są z zupełnie innej politycznej flanki, po wtóre, obaj jeszcze jesienią konkurowali w wyborach senackich o mandat w okręgu rzeszowskim. Wygrał Jaworski. O 600 głosów, czyli o włos.
Czy dziś byłby w stanie zapomnieć o dzielącej ich politycznej przepaści i próbować przekonać radnych PiS do współpracy z prezydentem Ferencem? - Bez komentarza - ucina senator Jaworski.
Ale z jego otoczenia docierają do nas głosy, że wykluczona jest wprawdzie oficjalna koalicja radnych PiS z prezydentem Ferencem, ale za to brany pod uwagę "pozapartyjny układ dla rozwoju Rzeszowa". - Żeby nie zmarnować szans, które się przed Rzeszowem jawią, i żeby nie robić w przyszłości głupstw, takich choćby jak buspasy. Ale warto wesprzeć prezydenta w takich kwestiach, jak sensowne poszerzenia granic i unijny program transportowy - zaznacza nasz rozmówca, prosząc o anonimowość.
Podkreśla, że rozmowy w tej sprawie mogą potrwać jeszcze kilka tygodni. - Prezydent Ferenc musi zweryfikować grupę wsparcia. W tej sprawie prowadzone są bardzo poufne rozmowy - dodaje.
Wiadomo też, że w zamian za współpracę prezydent Ferenc gotów jest dać wiele. Wiele, czyli stanowisko przewodniczącego rady miasta oraz wiceprezydenturę. Dziś oba fotele zajmują przedstawiciele PO: Andrzej Dec i Roman Holzer.
Czy to skusi kogoś z dziewięcioosobowego klubu PiS?
Zadzwoniliśmy do kilku z radnych. Wszyscy, jak jeden mąż, zapewniają o swojej lojalności wobec szyldu PiS. Niektórzy takie zapewnienia wolą jednak składać anonimowo. - Nie wyobrażam sobie współpracy z prezydentem, jestem lojalnym członkiem PiS - mówi nam jeden z nich.
Inni, jak Marek Strączek, głoszą je pod nazwiskiem: - Jestem członkiem partii Prawo i Sprawiedliwość, z jej list wszedłem do rady miasta i nie zamierzam niczego zmieniać. Nie jestem zainteresowany. Uważam, że jak są jakieś tarcia wewnątrz klubu, to powinny one tam zostać rozstrzygnięte, nie gdzieś na zewnątrz.
Krystyna Wróblewska bardzo szybko zaprzecza, że mógłby powstać w radzie miasta jakiś nowy klub. - Nie, nie ma nic na rzeczy. Jestem członkiem PiS i nie zamierzam tego zmieniać - zapewnia.
Sam prezydent Ferenc mówi zaś krótko: - Każda koalicja mnie interesuje. Każda.
Wie, co mówi: gdyby udało się zdobyć większość, choć na krótką metę, być może udałoby się przyłączyć do miasta Malawę. A wtedy do rady weszłoby pięciu nowych radnych. Prezydent liczy na to, że w zamian za inwestycje na ich terenie mógłby liczyć także na ich głosy.
Z całej tej historii wynika jasno, że prezydent Ferenc jest w desperacji i za wszelką cenę chce w radzie zbudować większość. Musi jednak pamiętać, że nawet najtwardsze umowy koalicyjne, jak ta z Platformą, nie są gwarancją władzy absolutnej. A ta, jak się wydaje, mu się marzy.
- 17 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane
- "Cygan" powalczy z Royem Jonsem Jr. Potem już odsiadka?
- Lenin, dowód tożsamości konia, książeczka zdrowia prostytutki [FOTO]
- Wypadek przy kontroli w Krościenku. Ukrainka nie żyje
- Okrągła kładka nad al. Piłsudskiego powoli będzie rosła
- Utrudnienia na kilku ulicach Rzeszowa - startują juwenalia
- Będzie "zielona fala", ale i paraliż miasta
- Autostradowa obwodnica Rzeszowa zagrożona





