Brutalny napad na kiosk w biały dzień. A służby milczą

Marcin Kobiałka
20.02.2012 , aktualizacja: 20.02.2012 08:25
A A A Drukuj
W biały dzień bandyta napadł na kiosk w Rzeszowie. Sprawca zadał siekierą kilka ciosów współwłaścicielowi sklepiku. Policja i prokuratura o zdarzeniu nie chcą udzielać żadnych informacji. - Bo pewnie niewiele wiedzą - komentuje Krzysztof Rutkowski, szef agencji detektywistycznej

Fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta
- Mamy wytypowanych kilka osób, które mogą mieć związek z tym zdarzeniem. Na razie nikogo nie zatrzymaliśmy. Póki co wiemy, że 38-letni współwłaściciel sklepu został zaatakowany siekierą. Sprawca zadał mu kilka ciosów w głowę. W poważnym stanie przewieziono go do szpitala. Bandyta ukradł z kiosku około 100 zł. Odnaleźliśmy siekierę, którą zadano ciosy poszkodowanemu mężczyźnie - mówi "Gazecie" nieoficjalnie jeden z oficerów rzeszowskiej policji.

Do zdarzenia doszło w środę przy ul. Krakowskiej pomiędzy galerią handlową Nowy Świat a parafią Podwyższenia Krzyża. Jest tam kiosk, który od 15 lat prowadzi małżeństwo. Naprzeciwko sklepiku jest wieżowiec, w którym mieszka wielu policjantów. Napastnik wszedł do kiosku około godz. 15. Siekierą zaatakował współwłaściciela. - Bandyta w środku był bardzo krótko - słyszymy od policjantów.

- Byłem tutaj godzinę po zdarzeniu. Wewnątrz podobno było mnóstwo krwi. Ale nic więcej nie wiem. Nie mogę się nadziwić, że ktoś mógł dokonać tak brutalnego napadu w biały dzień i praktycznie pod oknami mieszkań policjantów - mówił nam w sobotę młody mężczyzna, mieszkaniec bloku przy ul. Krakowskiej 18d.

Zna małżeństwo, które prowadzi kiosk. - Spokojni, bezkonfliktowi. Niedawno rozmawiałem z współwłaścicielem, pytał, czy już naprawiłem swój samochód, bo wiedział, że miałem z tym problem. Miesiąc temu mój znajomy, który pracuje w firmie ochroniarskiej, pytał go, dlaczego nie mają zainstalowanego systemu antynapadowego. Sklepikarz twierdził, że nie potrzebuje. Teraz chyba nie będzie miał wyjścia. Polak jest mądry, ale po szkodzie - komentuje mężczyzna.

O środowym zdarzeniu jako pierwsze poinformowało Radio Rzeszów, po nim regionalne dzienniki. Relacje były dramatyczne, ale sprowadzały się głównie do tego, że w kiosku na podłodze w kałuży krwi leżał współwłaściciel. Napad? Nieszczęśliwy wypadek? Policja i prokuratura do tej pory nie chcą udzielać żadnych oficjalnych informacji o zdarzeniu.

- Nie wiem, dlaczego tak państwo sądzicie - mówiła nam w piątek Edyta Lenart, szefowa rzeszowskiej prokuratury rejonowej, gdy ją pytaliśmy, czy rzeczywiście współwłaściciel kiosku został zaatakowany siekierą.

Policja po informacje odsyłała do prokuratury. Dlaczego postępowanie jest objęte taką tajemnicą? Usłyszeliśmy standardową formułkę: dla dobra śledztwa.

- Nie udzielają informacji, bo policja i prokuratura nic nie wiedzą albo bardzo niewiele o tym, co się stało - uważa Krzysztof Rutkowski.

Dziwi się, dlaczego organa ścigania tak skąpią wiadomości. - Powinny zaapelować w mediach o pomoc w ustaleniu świadków, może są jakieś nagrania z monitoringu. Pierwsze godziny zawsze są najważniejsze - twierdzi Rutkowski. I dodaje, że milczenie jest wskazane wtedy, gdy policja o danej sprawie ma bardzo mało informacji.

I w tym przypadku najprawdopodobniej tak jest. Policja o środowym zdarzeniu wie bardzo niewiele. Gdy właściciela sklepu wynoszono do karetki, powiedział, że nic nie pamięta. - Do tej pory nie przesłuchaliśmy poszkodowanego, bo lekarze nam na to jeszcze nie pozwalają ze względu na stan jego zdrowia. To główny powód, dla którego nie możemy oficjalnie przekazywać więcej informacji mediom. Po przesłuchaniu będziemy wiedzieć więcej - tłumaczył nam w niedzielę oficer policji w Rzeszowie.

Na rady Rutkowskiego funkcjonariusze reagują uśmiechami. - Sami wiemy lepiej, jak mamy pracować - mówią.

marcin.kobialka@rzeszow.agora.pl

Podziel się

  • 20 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Dołącz do nas na Facebooku