Urzędniczy łańcuszek św. Antoniego
15.06.2009
, aktualizacja: 16.06.2009 09:59
Urzędnicy w całej Polsce starają się spełnić marzenie śmiertelnie chorego chłopca, w tym celu od kilku lat rozsyłają oficjalne pisma po różnych instytucjach, na znaczki i koperty poszły już tysiące z publicznej kasy. Szlachetny odruch serca? Raczej głupota - chłopiec ma dziś około 28 lat i dawno został wyleczony!
Łańcuszek znalazł sobie idealne środowisko do życia na gruncie polskiej biurokracji, pożera publiczne pieniądze i rozprzestrzenia w całej Polsce niczym wirus. 20 zadrukowanych kart dotarło do naszej redakcji z jednego z wydziałów rzeszowskiego sądu rejonowego.
"Za pośrednictwem (tu pada nazwa instytucji) otrzymaliśmy prośbę Herolda Daringa, chłopca cierpiącego na nieuleczalną chorobę nowotworową, którego marzeniem jest wpisanie do Księgi Rekordów Guinessa. W tym celu musimy nawiązać kontakt z jak największą liczbą instytucji i urzędów. Aby wesprzeć prośbę chłopca prosimy o przekazanie tego listu oraz załączonych pism do 20 jednostek organizacyjnych. Cykl listów nie został dotychczas przerwany. Będziemy wdzięczni za jego kontynuowanie". Pod spodem lista 20 instytucji, które otrzymały pismo. Sieć adresów oplata całą Polskę - od morza po Śląsk. Kogóż tu nie ma: Urzędy Gmin i Miast kilkudziesięciu miast, w tym Gdańska, Uniwersytet Gdański, Wojewoda Pomorski, komendy straży pożarnej, Zespół Karpackich Parków Krajobrazowych. To nie wszystko - listy rozsyłały także prokuratury i komendy policji.
Urzędniczka rzeszowskiego sądu, do której dotarł list, nie rozesłała go do 20 kolejnych instytucji. - Dlaczego miałabym wydawać na to publiczne pieniądze? - pomyślała trzeźwo, ale ponieważ pisma są sygnowane przez poważne instytucje w całej Polsce, postanowiła sprawdzić czy sprawa jest warta zachodu. - Przeczytałam treść listu i wydał mi się podejrzany. Zupełnie niejasne jest na czym miałby właściwie polegać ten rekord wpisany do Księgi Guinessa - mówi. Zwróciła się więc o pomoc do nas. Niecałą minutę trwało potwierdzenie, że łańcuszek to absurd na skalę ogólnopolską. Nieocenionym źródłem wiedzy na ten temat okazał się bowiem internet. Wystarczy nazwisko Herold Daring wpisać do wyszukiwarki internetowej aby dowiedzieć się, że chłopiec o taki imieniu i nazwisku w ogóle nie istnieje! Jest biurokratyczną mutacją, dziwacznym tworem urzędniczych literówek i przekręceń.
Jego prototypem był Craig Shergold, o którym w 2001 r. powstał nawet film fabularny pt. "Poczta serc". W 1989 r. wykryto u niego nieuleczalnego - jak się wtedy wydawało - raka mózgu. Miał wtedy osiem lat. Jego przyjaciele wpadli na pomysł akcji nadsyłania kartek z życzeniami dla chłopca, aby mógł pobić rekord Guinessa w liczbie otrzymanych kartek. Akcja wymknęła się jednak spod kontroli. Po roku chłopiec otrzymał ponad milion kartek i... wciąż je otrzymuje. Tymczasem Craig Shergold ma dziś 28 lat i ma się świetnie. W 1991 r. lekarzom udało się bowiem zwalczyć jego chorobę. Ponoć z powodu niepowstrzymanego zalewu korespondencji z całego świata zmuszony był zmienić miejsce zamieszkania.
Filip Graliński założył w internecie specjalną stronę: atrapa.net, poświęconą m.in. demaskowaniu łańcuszkowej paranoi. - Craig Shergold jest bardzo szybko mutującym chłopcem. Istnieje wiele wersji łańcuszka, nazwisko głównego bohatera było wielokrotnie przekręcane: Sherwood, Shirgold, Sherford, w polskich wersjach łańcuszka: Craig Shergold, Draing Sherold, Dralang Sheroid, Daring Herold, Daing Herold - komentuje. Na tej samej stronie wpisują się urzędnicy z całej Polski, do których prośba chorego chłopca docierała od 2005 roku. Wymieniają nazwy instytucji, z jakich otrzymali korespondencję. lista jest zdumiewająca: sądy, prokuratury, szkoły, wyższe uczelnie, urzędy miast i gmin, urzędy skarbowe, szpitale, ktoś wymienia nawet Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Przepisywały sekretarki, ale podpisywali ich szefowie. Aż trudno uwierzyć, że nikomu nie przyszło do głowy aby rzecz sprawdzić. "Ja dzisiaj też dostałam od starosty polecenie, żeby wysłać ów łańcuszek. Niestety nie mam nic do gadania i teraz bawię się w wypisywanie takich pierdół. Od razu wiedziałam, że to kicha i tylko zwykły łańcuszek. Ale przecież nasza instytucja jest poważna i jak Urząd Miasta Stołecznego Warszawa rozsyłała, to my też musimy. U mnie chłopiec nazywa się Daring Berold (hahahahaha)!" - napisała na internetowym forum jedna z sekretarek.
Na stronie atrapa.net łatwo można też przekonać się, że łańcuszek po Podkarpaciu krąży już co najmniej od roku. "Hurra!!! Wreszcie łańcuszek Daringa Herolda dotarł do naszej szkoły. Zaopatrzony był w dodatkowe pismo - oficjalne! Z pieczątkami! Z Kuratorium Oświaty w Rzeszowie. Pomyślałam że to mistyfikacja i zadzwoniłam do Kuratorium i .....pani wizytator, która napisała to pismo potwierdziła że jest ono oficjane" - wpisała się anonimowa internautka w lutym 2008 r.
Sąd Rejonowy w Rzeszowie szczęśliwie zaoszczędził 20 znaczków na opasłe listy, 400 stron papieru i niepotrzebną pracę sekretarki przepisującej te głupoty. Nie udało się to kilku innym podkarpackim instytucjom, m.in. Zakładowi Gospodarki Komunalnej "Go-Kom" w Boguchwale, Gminie Boguchwała, Zakładowi Karpackich Parków Krajobrazowych. - Chcieliśmy pomóc, do głowy nie przyszło nam sprawdzić czy to prawda, przecież dostaliśmy ten list z Urzędu Gminy, na liście jest wiele innych ważnych urzędów - tłumaczy sekretarka, która za nic w świecie nie chce się przedstawić. Czy wysłała by te listy za własne pieniądze? - Raczej nie - pada odpowiedź.
Komentarz
Historia łańcuszka, który oplótł polskie urzędy wzbogaca sterotyp polskiego urzędnika, rutynowo wykonującego swoje czynności, nie męcząc się przy tym myśleniem. Otóż okazuje się, że przykładowy urzędnik ma pozytywną cechę - dobre serce. Nie zobaczysz tego jednak na co dzień, załatwiając swoją sprawę, bo urzędnik serce okazuje tylko wtedy gdy dysponuje publicznymi pieniędzmi. Najłatwiej być hojnym, kiedy rozdaje się nie swoje a cudze.
Rozesłać 20 listów to pozornie nic wielkiego. Ale jeśli pomnożyć to wszystko przez setki urzędów w ciągu kilku lat, daje to kwoty, jakich nikt nie jest nawet w stanie oszacować, a które idą prosto w błoto, a konkretnie do kasy Poczty Polskiej. Urzędnicy, zanim więc zabierzecie się do przepisywania 20 stron bzdurnej treści, zanim przykleicie pierwszy znaczek - opamiętajcie się! Pozwólcie wreszcie umrzeć Heroldowi Daringowi, bo spełnianie jego marzenia jest dla naszego państwa zbyt kosztowne.
Magdalena Mach
- 25 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Ja jestem sapołeczny i zawsze
tonik777
15.06.09, 07:32
przerywam takie łańcuszki. Z tego podowu spotkało mnie siedem nieszczęść, trzy chińskie tortury i jeszcze kilka innych nieprzyjemności. Ale z głupotą ludzką trzeba walczyć. »
-
Protestuję aby tacy ludzie brali udział w wyborach
ruhe
15.06.09, 08:22
i decydowali o mojej przyszłości ;)»
-
a ja wszystkim "łańcuszkowcom"...
wyjadacz_parkietuf
15.06.09, 08:31
podaję linka do świetnej anty-łańcuszkowej strony. Tam znajdziecie wszystko o tych ściemach. www.atrapa.net/chains/»
Najczęściej czytane
- 16-latek nie żyje. Zderzył się z policyjnym radiowozem
- Ratusz chce przegonić drogowych żółwi. Uda się? [WIDEO]
- Kolejne zatrzymania w Inspekcji Transportu Drogowego
- Zdejmowały klątwy za potrzymanie pieniędzy
- List: Sklepy nie przyjmują butelek po piwie. Łamią prawo
- Montaż okrągłej kładki. Al. Piłsudskiego będzie zamknięta
- Rekrutacja do szkół. Jeden system, dwie rejestracje


