- To nie wygląda na żart - mówi Rajmund Murek z tarnobrzeskiej policji. Od zeszłego piątku tamtejsi policjanci ustalają, kto do prywatnego domu w Sokolinikach wpuścił około sto milimetrów rtęci.
- Wszczęliśmy dochodzenia w sprawie narażenia mieszkańców domu na niebezpieczeństwo utraty życia - dodaje Murek.
Z dotychczasowych ustaleń policji wynika, że w nocy z czwartku na piątek najprawdopodobniej przez uchylone okno do domu ktoś wlał rtęć. Była na parapecie, ścianie i podłodze. Domownicy wtedy spali. Gdy się rano obudzili powiadomili straż pożarną i sanepid.
- Ciecz została zebrana do badań, które potwierdziły, że to rtęć. Było jej około sto milimetrów. Waży blisko kilogram - potwierdza Barbara Bałamut, zastępca kierownika laboratorium w Wojewódzkiej Stacji Epidemiologiczno-Sanitarnej w Tarnobrzegu.
Na razie nie wiadomo, czy ktoś rodzinę chciał otruć oparami rtęci. - Gdyby leżała trochę dłużej, to życie domowników byłoby zagrożone. Zrobiliśmy pomiary i okazało się, że stężenie rtęci w powietrzu nie jest duże - mówi Krzysztof Paś, dyżurny ze straży pożarnej w Tarnobrzegu.
Policja ustala, kto był sprawcą. Twierdzi, że rodzina, która padła ofiarą, nie dostawała żadnych pogróżek. - To typowa rodzina, która nie wyróżniała się na zewnątrz. Niemajętna, raczej przeciętna. Nie znamy jeszcze motywów sprawców. Domownicy zostali ewakuowani. Do czasu usunięcia śladów rtęci, nie będą mogli przebywać w domu - powiedział Rajmund Murek.
Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów