7-latek do sądu bo jest niegrzeczny
2009-10-28
, aktualizacja: 28.10.2009 18:17
Leski sąd wezwał na rozmowę 7-letniego Michała, który - choć od początku roku minęło ledwie kilka tygodni - już dał się we znaki nauczycielom, dyrektorowi i kolegom ze szkoły. Rodzice są tym oburzeni i twierdzą, że te problemy to wina szkoły, która źle postępuje z ich dzieckiem.
ZOBACZ TAKŻE
- Porozumienie w leskiej szkole. Dla dobra Michała (03-11-09, 19:44)
- Prawie w każdej klasie jest dziecko, które zagraża innym (29-10-09, 14:32)
Co takiego musiał robić 7-latek, by szkoła już po kilku pierwszych tygodniach nauki musiała sięgać po takie środki? Janusz Haftek, dyrektor Szkoły Podstawowej w Lesku: - 28 lat pracuję w szkole i po raz pierwszy spotykam się z takim zachowaniem 7-letniego dziecka. Słyszy się, że 16-latki terroryzują szkołę, my nie chcemy dopuścić do tego by rządził u nas 12-latek.
Zanim Michał po raz pierwszy przyszedł do szkoły, opinia o nim dotarła pocztą pantoflową. Dyrekcja miała spory problem, by utworzyć klasę, w której miał się uczyć, bo rodzice innych uczniów, nie chcieli do niej posłać swoich dzieci.
Nie skończył się drugi miesiąc nauki, a lista zastrzeżeń co do zachowań Michała jest długa. W szkole usłyszeliśmy, że jego zachowanie nie mieści się w przyjętych ramach: chłopiec nie rozróżnia dobra od zła, nie potrafi bawić się z kolegami, usiedzieć spokojnie na lekcji, do nauczycieli zwraca się na ty, na ich uwagi odpowiada: ble, ble, ble. Nauczyciele twierdzą, że duży wpływ na jego zachowanie ma telewizja. - Mówi, że Kiepski jest jego idolem, na rysunku rodziny bohatera z bajki stawia na równi z sobą - słyszymy w szkole.
Na lekcjach bardzo szybko wykonuje polecenia, a gdy skończy wykonywać zadania - zaczyna się nudzić i przeszkadzać. - Przyszedłem na chwilę zastąpić nauczycielkę do tej klasy. W pewnym momencie Michał zaczął rzucać książkami, zeszytami, chciałem go uspokoić, a on do mnie: Co ty myślisz, że ja się ciebie boję? - opowiada dyrektor Haftek. Największe problemy stwarza na przerwach: przeszkadza w zabawach innym dzieciom, z zaciśniętymi pięściami rzucił się na nauczyciela,
skopał nauczycielkę, ugryzł kolegę. Na pytanie dlaczego to zrobił wyjaśnił, że bawił się w wampira, a wampiry gryzą.
Po tych zdarzeniach dyrektor podstawówki powiadomił policję o jego zachowaniu nie mieszczącym się w przyjętych normach, a ta - zgłosiła sprawę sądowi rodzinnemu. 7-latek został wezwany na rozmowę do sądu. Rodzice są tym oburzeni:
- Nikt nas ani razu nie wezwał do szkoły, ani dyrektor, ani pedagog. Przychodzimy i rozmawiamy z własnej inicjatywy, ale nauczyciele nie chcieli nam pomóc, podpowiedzieć jak mamy postępować z Michałem - mówią i zapowiadają skargi na szkołę do organu prowadzącego, ministerstwa.
Wychowawca jest uprzedzona, a Michal jest krzywdzony
- Chłopak przedobrzył, więc zgłosiłem sprawę na policję i nie żałuję. Gdyby stało się coś poważniejszego, usłyszałbym zarzut: gdzie byliście do tej pory. Gdyby w oko włożył koledze cyrkiel, ojciec powiedziałby po co oko pchał? - mówi dyrektor.
Opinie rodziców i szkoły na temat dziecka są diametralnie różne. - Na początku roku poprosiłam wychowawczynię o spotkanie. Chciałam ją poprosić o wyrozumiałość dla mojego dziecka, bo inni rodzice nie chcieli, aby Michał chodził z ich dziećmi do klasy. A on ma dopiero 7 lat - matka chłopca płacze do słuchawki. - Ale od razu wyczułam, że jest uprzedzona. A inne dzieci widzą jak nauczyciele go traktują i także inaczej się do niego odnoszą. A Michał już w przedszkolu był popychadłem dla innych dzieci. Cały czas musiał walczyć o swoje, nigdy nie miał kolegi - skarży się matka Michała. Rodzice twierdzą, że to Michał jest krzywdzony w szkole: - Inne dzieci opowiadały mi, że pani wykręciła Michałowi ręce i tak go prowadziła po korytarzu, żeby wszyscy to widzieli. Na przerwie koledzy go napadli, poszedł do dyrektora się poskarżyć, a ten go zignorował. Na lekcji wszedł pod ławkę, a gdy zapytałam dlaczego wyjaśnił, że pani tak krzyczała, a on nie chciał już słuchać jej krzyków. Wszystkie dzieci biegają na przerwie, nasze też biega. Wszystkim wolno, a naszemu nie? Gdy inne dzieci zrobią mu coś złego, nauczyciele nie reagują - skarży się matka.
Rodzice twierdzą, że Michał jest taki, jak inne dzieci. - Ale na agresję odpowiada agresją, krzykiem, szarpaniem. Wystarczy mu tylko poświęcić uwagę, docenić, dać odczuć, że jest jak inne - uważają.
Szkoła jest innego zdania. Ojciec kiedyś przyszedł w momencie kiedy Michał kopał nauczycielkę. - Pogłaskał syna, wycałował, a do mnie zwrócił się z pretensjami, że ciągnę za rękę chłopca. Problem z rodzicami polega na tym, że pozornie deklarują współpracę, a dziecko uczą, że gdy ktoś cię bije należy mu oddać, nie pozwalać sobie na uwagi nauczycieli - słyszymy w szkole.
Wizytator nic nie znalazł
Matka na pytanie o to czy była z synem w poradni psychologiczno-pedagogicznej odpowiada, że tak, ale o wynikach nie chce rozmawiać, zasłaniając się niepamięcią. Przedszkole: - Rodzice diagnozy z poradni nam nie przedstawili. Musieliśmy radzić sobie sami.
Takie problemy w szkołach nie należą do rzadkości. W teorii ich rozwiązywanie nie jest trudne: - Szkoła powinna wspólnie z rodzicami dociec dlaczego pojawiają się problemy, albo zdiagnozować dziecko w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Gdy ze strony rodziców nie ma chęci współpracy szkoła może zwrócić się do sądu rodzinnego - mówi Małgorzata Nowińska-Zgurska z podkarpackiego kuratorium oświaty.
We wtorek z wizytacją do Leska pojechał pracownik kuratorium, który nie znalazł żadnych uchybień w pracy szkoły. - Szkoła od początku roku szkolnego podejmowała mnóstwo działań, wychowawczyni wielokrotnie rozmawiała z ojcem dziecka o tych niepokojących zachowaniach. I rodzice i nauczyciele i dyrektor podejmą działania służące dobru dziecka - uważa Nowińska-Zgórska. Zaangażowania policji w sprawę kuratorium nie krytykuje: - Szkoła postępowała zgodnie z obowiązującymi w niej procedurami, które przewidują, że w takich przypadkach należy wezwać policję - słyszymy.
Czy wizytator rozmawiał z rodzicami? - Nie zwrócili się do nas o pomoc, ale sprawę znamy i będziemy podejmować działania, aby sytuacja została rozwiązana jak najkorzystniej dla dziecka.
Jest szansa, że szkoła będzie mogła lepiej pomóc chłopcu, bo ojciec podpisał zgodę na przebadanie chłopca w poradni. Dyrektor Haftek ma jednak obawy: - Kiedyś szkoła wyniki badań z poradni otrzymywała do wiadomości. Dziś nie: to poufna informacja dla rodzica i poradni.
Nowińska-Zgórska jest dobrej myśli: - Jeśli rodzice będą się kierować dobrem dziecka na pewno wyniki badań przedstawią szkole. Dzięki temu nauczycielom łatwiej będzie pomóc dziecku.
A co dzieje się, gdy strony nie mogą dojść do porozumienia? - Możemy wystąpić do organu prowadzącego o zatrudnienie mediatora, ale na to muszą się zgodzić obie strony konfliktu. Myślę, że w tej sprawie nie będzie takiej potrzeby i uda się ją załatwić na terenie szkoły - uważa Małgorzata Nowińska-Zgurska.
Zanim Michał po raz pierwszy przyszedł do szkoły, opinia o nim dotarła pocztą pantoflową. Dyrekcja miała spory problem, by utworzyć klasę, w której miał się uczyć, bo rodzice innych uczniów, nie chcieli do niej posłać swoich dzieci.
Nie skończył się drugi miesiąc nauki, a lista zastrzeżeń co do zachowań Michała jest długa. W szkole usłyszeliśmy, że jego zachowanie nie mieści się w przyjętych ramach: chłopiec nie rozróżnia dobra od zła, nie potrafi bawić się z kolegami, usiedzieć spokojnie na lekcji, do nauczycieli zwraca się na ty, na ich uwagi odpowiada: ble, ble, ble. Nauczyciele twierdzą, że duży wpływ na jego zachowanie ma telewizja. - Mówi, że Kiepski jest jego idolem, na rysunku rodziny bohatera z bajki stawia na równi z sobą - słyszymy w szkole.
Na lekcjach bardzo szybko wykonuje polecenia, a gdy skończy wykonywać zadania - zaczyna się nudzić i przeszkadzać. - Przyszedłem na chwilę zastąpić nauczycielkę do tej klasy. W pewnym momencie Michał zaczął rzucać książkami, zeszytami, chciałem go uspokoić, a on do mnie: Co ty myślisz, że ja się ciebie boję? - opowiada dyrektor Haftek. Największe problemy stwarza na przerwach: przeszkadza w zabawach innym dzieciom, z zaciśniętymi pięściami rzucił się na nauczyciela,
skopał nauczycielkę, ugryzł kolegę. Na pytanie dlaczego to zrobił wyjaśnił, że bawił się w wampira, a wampiry gryzą.
Po tych zdarzeniach dyrektor podstawówki powiadomił policję o jego zachowaniu nie mieszczącym się w przyjętych normach, a ta - zgłosiła sprawę sądowi rodzinnemu. 7-latek został wezwany na rozmowę do sądu. Rodzice są tym oburzeni:
- Nikt nas ani razu nie wezwał do szkoły, ani dyrektor, ani pedagog. Przychodzimy i rozmawiamy z własnej inicjatywy, ale nauczyciele nie chcieli nam pomóc, podpowiedzieć jak mamy postępować z Michałem - mówią i zapowiadają skargi na szkołę do organu prowadzącego, ministerstwa.
Wychowawca jest uprzedzona, a Michal jest krzywdzony
- Chłopak przedobrzył, więc zgłosiłem sprawę na policję i nie żałuję. Gdyby stało się coś poważniejszego, usłyszałbym zarzut: gdzie byliście do tej pory. Gdyby w oko włożył koledze cyrkiel, ojciec powiedziałby po co oko pchał? - mówi dyrektor.
Opinie rodziców i szkoły na temat dziecka są diametralnie różne. - Na początku roku poprosiłam wychowawczynię o spotkanie. Chciałam ją poprosić o wyrozumiałość dla mojego dziecka, bo inni rodzice nie chcieli, aby Michał chodził z ich dziećmi do klasy. A on ma dopiero 7 lat - matka chłopca płacze do słuchawki. - Ale od razu wyczułam, że jest uprzedzona. A inne dzieci widzą jak nauczyciele go traktują i także inaczej się do niego odnoszą. A Michał już w przedszkolu był popychadłem dla innych dzieci. Cały czas musiał walczyć o swoje, nigdy nie miał kolegi - skarży się matka Michała. Rodzice twierdzą, że to Michał jest krzywdzony w szkole: - Inne dzieci opowiadały mi, że pani wykręciła Michałowi ręce i tak go prowadziła po korytarzu, żeby wszyscy to widzieli. Na przerwie koledzy go napadli, poszedł do dyrektora się poskarżyć, a ten go zignorował. Na lekcji wszedł pod ławkę, a gdy zapytałam dlaczego wyjaśnił, że pani tak krzyczała, a on nie chciał już słuchać jej krzyków. Wszystkie dzieci biegają na przerwie, nasze też biega. Wszystkim wolno, a naszemu nie? Gdy inne dzieci zrobią mu coś złego, nauczyciele nie reagują - skarży się matka.
Rodzice twierdzą, że Michał jest taki, jak inne dzieci. - Ale na agresję odpowiada agresją, krzykiem, szarpaniem. Wystarczy mu tylko poświęcić uwagę, docenić, dać odczuć, że jest jak inne - uważają.
Szkoła jest innego zdania. Ojciec kiedyś przyszedł w momencie kiedy Michał kopał nauczycielkę. - Pogłaskał syna, wycałował, a do mnie zwrócił się z pretensjami, że ciągnę za rękę chłopca. Problem z rodzicami polega na tym, że pozornie deklarują współpracę, a dziecko uczą, że gdy ktoś cię bije należy mu oddać, nie pozwalać sobie na uwagi nauczycieli - słyszymy w szkole.
Wizytator nic nie znalazł
Matka na pytanie o to czy była z synem w poradni psychologiczno-pedagogicznej odpowiada, że tak, ale o wynikach nie chce rozmawiać, zasłaniając się niepamięcią. Przedszkole: - Rodzice diagnozy z poradni nam nie przedstawili. Musieliśmy radzić sobie sami.
Takie problemy w szkołach nie należą do rzadkości. W teorii ich rozwiązywanie nie jest trudne: - Szkoła powinna wspólnie z rodzicami dociec dlaczego pojawiają się problemy, albo zdiagnozować dziecko w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Gdy ze strony rodziców nie ma chęci współpracy szkoła może zwrócić się do sądu rodzinnego - mówi Małgorzata Nowińska-Zgurska z podkarpackiego kuratorium oświaty.
We wtorek z wizytacją do Leska pojechał pracownik kuratorium, który nie znalazł żadnych uchybień w pracy szkoły. - Szkoła od początku roku szkolnego podejmowała mnóstwo działań, wychowawczyni wielokrotnie rozmawiała z ojcem dziecka o tych niepokojących zachowaniach. I rodzice i nauczyciele i dyrektor podejmą działania służące dobru dziecka - uważa Nowińska-Zgórska. Zaangażowania policji w sprawę kuratorium nie krytykuje: - Szkoła postępowała zgodnie z obowiązującymi w niej procedurami, które przewidują, że w takich przypadkach należy wezwać policję - słyszymy.
Czy wizytator rozmawiał z rodzicami? - Nie zwrócili się do nas o pomoc, ale sprawę znamy i będziemy podejmować działania, aby sytuacja została rozwiązana jak najkorzystniej dla dziecka.
Jest szansa, że szkoła będzie mogła lepiej pomóc chłopcu, bo ojciec podpisał zgodę na przebadanie chłopca w poradni. Dyrektor Haftek ma jednak obawy: - Kiedyś szkoła wyniki badań z poradni otrzymywała do wiadomości. Dziś nie: to poufna informacja dla rodzica i poradni.
Nowińska-Zgórska jest dobrej myśli: - Jeśli rodzice będą się kierować dobrem dziecka na pewno wyniki badań przedstawią szkole. Dzięki temu nauczycielom łatwiej będzie pomóc dziecku.
A co dzieje się, gdy strony nie mogą dojść do porozumienia? - Możemy wystąpić do organu prowadzącego o zatrudnienie mediatora, ale na to muszą się zgodzić obie strony konfliktu. Myślę, że w tej sprawie nie będzie takiej potrzeby i uda się ją załatwić na terenie szkoły - uważa Małgorzata Nowińska-Zgurska.
- 438 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
60 głosów
-
7-latek do sądu bo jest niegrzeczny
katarzyna8301
29.10.09, 08:56
Wina leży wyłącznie po stronie rodziców!!!!!Aż strach pomyśleć co z takiego wyrośnie, tacy później mordują swoich rodziców...i dobrze im...skoro popełniają tak rażące błędy wychowawcze to »
-
7-latek do sądu bo jest niegrzeczny
dezyderia1
29.10.09, 09:09
Winni rodzice,szkoła,telewizja...To kto wychowuje to dziecko?O ile wiem to w szkole pracuję pedagodzyKiedyś w szkole mojego dziecka wychowawczyni zrobiła nadzwyczajne zebranie bo nie »
-
Triada
grogreg
29.10.09, 13:41
Mamy wrednego bachora, głupich rodziców i niekompetentnych pedagogów. »
Najczęściej czytane
- Wojewoda Małgorzata Chomycz wyszła za mąż. W czerwieni
- Pomniki brzydaki w Rzeszowie. Który do usunięcia? FOTO
- Sprawa dziewięciolatka. W nowej szkole też go nie chcą
- Alicja Wosik nowym wicewojewodą podkarpackim. Powołana
- Kolejka nadziemna nie umarła? Ferenc jedzie do Bazylei
- Po pijanemu uczył turystów jeździć na nartach: 2 prom.
- Sprawa dziewięciolatka. W nowej szkole też go nie chcą


