Porozumienie w leskiej szkole. Dla dobra Michała

Agata Kulczycka
2009-11-03 , aktualizacja: 03.11.2009 19:44
A A A Drukuj
Rodzice siedmioletniego Michała i szkoła, w której uczy się chłopiec, podpisali w poniedziałek dokument mający pomóc w ustaleniu wspólnej linii postępowania z dzieckiem. Chodzi o sprawę siedmioletniego ucznia z Leska, który na rozmowę wychowawczą został wezwany do sądu
Rodzice siedmioletniego Michała byli oburzeni postępowaniem szkoły, która o problemach z zachowaniem pierwszoklasisty poinformowała policję, a - jak twierdzą - na rozmowy na ten temat nie wzywała ich. Dlaczego tak się stało?

- Chłopak przedobrzył, więc zgłosiłem sprawę na policję i nie żałuję. Gdyby stało się coś poważniejszego, usłyszałbym zarzut: gdzie byliście do tej pory - tłumaczył w zeszłym tygodniu "Gazecie" Janusz Haftek, dyrektor Szkoły Podstawowej w Lesku.

Chłopiec miał kopać nauczycieli, gryźć kolegów, źle odnosić się do dyrektora szkoły.

Rodzice mieli żal do szkoły.

- Nikt nas ani razu nie wezwał do szkoły, ani dyrektor, ani pedagog. Przychodzimy i rozmawiamy z własnej inicjatywy, ale nauczyciele nie chcą nam pomóc, podpowiedzieć, jak mamy postępować z Michałem - mówili w rozmowie z "Gazetą" i zapowiedzieli skargi na szkołę do organu prowadzącego, ministerstwa.

W miniony czwartek ojciec chłopca spotkał się z Barbarą Jankiewicz, burmistrz Leska.

- Ojciec pokazał mi dzienniczek z bardzo dobrymi ocenami i jednym wpisem wychowawczyni o złym zachowaniu dziecka - opowiada Jankiewicz.

Tłumaczy, że ponieważ wszystkie zastrzeżenia dotyczyły spraw wychowawczych, a nadzór nad tym ma kurator, podpowiedziała ojcu, by o sprawie powiadomił kuratorium.

Burmistrz sprawdziła także, co w tej sprawie zrobiła szkoła.

- Działa tam zespół wychowawczy, który opracował projekt programu współpracy pomiędzy szkołą a rodzicami. Mam nadzieję, że rodzice wniosą do niego swoje uwagi, a następnie wspólnie ze szkolnym pedagogiem, dyrekcją i gronem pedagogicznym podejmą działania dla dobra Michała i pozostałych dzieci - mówi Jankiewicz i komentuje: - Bardzo źle, że pomiędzy rodzicami a szkołą nawarstwiły się nieporozumienia, bo dzieje się to kosztem dziecka. Może gdyby do takich uzgodnień doszło wcześniej, nie byłoby wezwań siedmiolatka do sądu. Zawiodła tu współpraca pomiędzy dorosłymi ludźmi, bo nie wierzę, że inteligentne siedmioletnie dziecko jest złe i nie można było rozwiązać problemu przy współpracy rodziców i dyrekcji szkoły.

W rozwiązanie problemu zaangażowało się podkarpackie kuratorium. Po kontroli w szkole, wstępnych rozmowach, oddzielnie z każdą ze stron, w poniedziałek zorganizowane zostało spotkanie, na którym udało się doprowadzić do kompromisu.

- To dorośli ludzie, nie ma takiej możliwości, by się nie dogadali - jest dziecko i muszą o nim myśleć. Rodzice zrobili na mnie pozytywne wrażenie, nie stronią od kontaktu z psychologiem, byli zainteresowani, by sprawę zakończyć - mówi Krystyna Chowaniec, wizytatorka z Podkarpackiego Kuratorium Oświaty, która zaangażowała się w rozwiązanie konfliktu.

- Ustaliliśmy, że sprawę zamykamy. Bo obie strony zgodziły się, że wyjaśnienie wszystkich pretensji i nieporozumień prowadziłoby tylko do kolejnych animozji między stronami.

Kończymy to wszystko, nie wyjaśniając, kto miał rację, a kto nie - trudno stało się. Zaczynamy od punktu zerowego. Wiem, że zostaną pewne żale i pretensje, niemniej jednak wyjaśnienie, czy Michał dwa tygodnie temu kopnął pierwszy, czy ktoś inny - jest teraz niemożliwe - uważa Chowaniec.

Obie strony podpisały kontrakt, dokument o nazwie: "Zasady współpracy szkoły z rodzicami". Zostało w nim zapisane, co w sprawie Michała będzie robić szkoła, a co - rodzice.

- W specjalnie założonym zeszycie rodzice będą na bieżąco informowani o tym, co robi Michał. Co dwa tygodnie spotkają się z pedagogiem, wychowawcą i dyrektorem. Chłopiec wymaga wyciszenia, mama obiecała, że skorzysta z pomocy specjalisty, a nauczyciele - pogłębią swoją wiedzę w sprawach wychowawczych.

To tak łatwo się mówi, ale każde dziecko jest inne. Kiedy proszono Korczaka, żeby napisał podręcznik o wychowaniu, odmówił, bo każde dziecko jest inne. Nie ma prostych rozwiązań - mówi Chowaniec.

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Porozumienie w leskiej szkole. Dla dobra Michała olias 04.11.09, 09:39

    "... ale nauczyciele nie chcą nam pomóc, podpowiedzieć, jak mamy postępować zMichałem" weź facet pasa, spuść dziecięciu lanie. po kilku razach będzie znał granicęswojej wolności. Nie chcesz »

Dołącz do nas na Facebooku