Na polowaniu zginął myśliwy. Sam się postrzelił?
2009-11-16
, aktualizacja: 16.11.2009 14:05
Ciało 40-letniego mężczyzny znaleziono w lesie w Oleszycach (pow. lubaczowski). Mężczyzna brał w udział w polowaniu. Policja wyjaśnia, w jaki sposób doszło do tragedii
ZOBACZ TAKŻE
- Strzelał do dzika. Zabił żubra (04-01-10, 13:09)
Pierwsze informacje, jakie płynęły z prokuratury, wskazywały, że mężczyzna - mieszkaniec gminy Biłgoraj - mógł zostać śmiertelnie postrzelony przez jednego z kolegów, z którymi uczestniczył w polowaniu. - Wszczęte zostało śledztwo o nieumyślne spowodowanie śmierci, za grozi do pięciu lat więzienia - mówi Marta Pętkowska z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.
Ciało 40-latka znaleziono w niedzielę po południu w oleszyckich lasach, w których koło łowieckie "Jeleń" z Oleszyc zorganizowało tego dnia polowanie. Brało w nim udział ponad 20 myśliwych. Sami znaleźli zwłoki mężczyzny, gdy po polowaniu zorientowali się, że nie ma wśród nich jednego kolegi. Martwy myśliwy miał ranę postrzałową w okolicach barku. Przy nim leżała broń myśliwska i zabity lis.
Gdy policja przyjechała na miejsce tragedii wszystkim myśliwym zabrała broń do badań, które mają wyjaśnić z czyjej padły strzały. Policja w tej chwili uważa, że ze śmiercią myśliwego nie mają nic wspólnego jego koledzy. - To nasze wstępne przypuszczenia - zastrzega jeden z lubaczowskich funkcjonariuszy zaangażowany w wyjaśnienie niedzielnej tragedii.
Skąd te przypuszczenia? - Rana w okolicach barku może wskazywać, że myśliwy nieszczęśliwie się postrzelił. Z dotychczasowych naszych ustaleń wynika, że mężczyzna, po tym jak oddał strzał do lisa, podszedł do niego. Zobaczył, że lis jeszcze żyje. Chciał go prawdopodobnie dobić kolbą broni. Zrobił to tak nieszczęśliwie, że broń wypaliła i nabój w niego trafił. Zobaczymy, co wykażą wyniki badań broni. Wtedy będziemy wiedzieli, z której oddano strzał - opowiada nam policjant w Lubaczowa.
- Nikt nie słyszał strzału? - pytamy.
- Część myśliwych słyszała, ale nie przypuszczali, że mógłby się postrzelić ich kolega. Inni w tym samym czasie byli zajęci polowaniem na dzika - odpowiada funkcjonariusz
W nieumyślne postrzelenie myśliwego przez jednego z jego kolegów nie wierzy prezes koła łowieckiego "Jeleń" Kazimierz Jordan. - Polowanie odbywało się z zachowaniem regulaminu. Cóż mogę powiedzieć... Doszło do przykrego wypadku, ale niefortunnego. Okoliczności niech wyjaśni prokuratura - mówi "Gazecie" Jordan.
Wszyscy myśliwi byli trzeźwi. Mężczyzna, który zginął, nie należał do koła "Jeleń". Na polowanie przyjechał na zaproszenie jednego z członków koła. 40-latek był na nim ze swoim bratem.
- Każdą wersję zbadamy. Wyniki sekcji zwłok, badania balistyczne, odzieży pomogą nam w ustaleniu przyczyn tragedii - podaje prokurator Pętkowska.
Ciało 40-latka znaleziono w niedzielę po południu w oleszyckich lasach, w których koło łowieckie "Jeleń" z Oleszyc zorganizowało tego dnia polowanie. Brało w nim udział ponad 20 myśliwych. Sami znaleźli zwłoki mężczyzny, gdy po polowaniu zorientowali się, że nie ma wśród nich jednego kolegi. Martwy myśliwy miał ranę postrzałową w okolicach barku. Przy nim leżała broń myśliwska i zabity lis.
Gdy policja przyjechała na miejsce tragedii wszystkim myśliwym zabrała broń do badań, które mają wyjaśnić z czyjej padły strzały. Policja w tej chwili uważa, że ze śmiercią myśliwego nie mają nic wspólnego jego koledzy. - To nasze wstępne przypuszczenia - zastrzega jeden z lubaczowskich funkcjonariuszy zaangażowany w wyjaśnienie niedzielnej tragedii.
Skąd te przypuszczenia? - Rana w okolicach barku może wskazywać, że myśliwy nieszczęśliwie się postrzelił. Z dotychczasowych naszych ustaleń wynika, że mężczyzna, po tym jak oddał strzał do lisa, podszedł do niego. Zobaczył, że lis jeszcze żyje. Chciał go prawdopodobnie dobić kolbą broni. Zrobił to tak nieszczęśliwie, że broń wypaliła i nabój w niego trafił. Zobaczymy, co wykażą wyniki badań broni. Wtedy będziemy wiedzieli, z której oddano strzał - opowiada nam policjant w Lubaczowa.
- Nikt nie słyszał strzału? - pytamy.
- Część myśliwych słyszała, ale nie przypuszczali, że mógłby się postrzelić ich kolega. Inni w tym samym czasie byli zajęci polowaniem na dzika - odpowiada funkcjonariusz
W nieumyślne postrzelenie myśliwego przez jednego z jego kolegów nie wierzy prezes koła łowieckiego "Jeleń" Kazimierz Jordan. - Polowanie odbywało się z zachowaniem regulaminu. Cóż mogę powiedzieć... Doszło do przykrego wypadku, ale niefortunnego. Okoliczności niech wyjaśni prokuratura - mówi "Gazecie" Jordan.
Wszyscy myśliwi byli trzeźwi. Mężczyzna, który zginął, nie należał do koła "Jeleń". Na polowanie przyjechał na zaproszenie jednego z członków koła. 40-latek był na nim ze swoim bratem.
- Każdą wersję zbadamy. Wyniki sekcji zwłok, badania balistyczne, odzieży pomogą nam w ustaleniu przyczyn tragedii - podaje prokurator Pętkowska.
- 42 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Na polowaniu zginął myśliwy. Sam się postrzelił?
white_rabbit
17.11.09, 14:45
Dobrze mu tak. Szkoda, ze tylu mysliwych wraca z lasu z lupami zamiast kulkamiw ciele (wlasnym)...»
Najczęściej czytane
- Śmierć 17-latka. Kierowca VW zgłosił się na policję
- To b. żołnierz z Węgorzewa. A nie mieszkaniec Makowisk
- 10 lat za kradzież pączka? Dziś Tłusty Czwartek [FOTO]
- Bus uderzył w renault. 14 osób rannych, 5 w szpitalu
- Oferty na rozbiórkę nielegalnego krzyża. Jedna za 1 zł
- Awaria trakcji kolejowej pod Ropczycami. Są opóźnienia
- Usunąć komunistyczne pomniki! Rzeszowski też? [ZOBACZ]




