Pikieta w Krośnie przeciw zamknięciu szpitala

Anna Gorczyca
2009-11-20 , aktualizacja: 20.11.2009 19:12
A A A Drukuj
Około 200 osób wzięło w piątek udział w pikiecie przed Wojewódzkim Szpitalem Podkarpackim w Krośnie. Protestowali przeciwko jego zamknięciu. Były krzyki, łzy i zapowiedzi przykuwania się do szpitalnych łóżek.

FOT. Damian Krzanowski


Były też transparenty z napisami: "Komu zależy, żeby w Krośnie nie było szpitala?", "Szpitale likwidują, cmentarze zostają". Ci, którzy przyszli pod szpital, nie kryli swoich emocji. - Co się stanie z nami, gdy nie będzie szpitala? Nie pozwolimy na jego likwidację! - mówili krośnianie. - Przykuję się do łóżka - mówił jeden z mężczyzn. -Ten szpital budowało całe społeczeństwo - przypomniała jedna z kobiet.

Pikietę zorganizowały organizacje pozarządowe, przedstawiciele kilku z nich założyli Społeczny Ruch Obrony Szpitala. W manifestacji przed szpitalem wzięli udział mieszkańcy Krosna, prezydent miasta Piotr Przytocki, przedstawiciele rady miejskiej, pacjenci. - Zdecydowaliśmy się na radykalniejsze kroki, bo nasze dotychczasowe apele nie przyniosły żadnych rezultatów. W dobie kryzysu, kiedy chroni się zakłady przed upadkiem i zabiega o miejsca pracy, kiedy grozi nam pandemia grypy, nie można pozwolić, żeby upadł szpital - duży zakład pracy. Ale przede wszystkim jest to jedyny ośrodek szpitalnej ochrony zdrowia i życia mieszkańców Krosna i powiatu. Jeżeli szpital upadnie i nie podpisze kontraktu z NFZ-etem, późniejsze wznowienie jego działalności będzie wręcz niemożliwe - mówi Zbigniew Ungeheuer, szef Unii Przedsiębiorców i Właścicieli Nieruchomości, współorganizator pikiety. Dodaje: - Dobry menedżer w sytuacji, gdy opuszczają go współpracownicy, to albo podaje się do dymisji, albo ma wariant awaryjny. Mówi, proszę bardzo: wy odchodzicie, ale ja mam już zastępców na wasze miejsca. Dyrektor Kocój ani nie odchodzi, ani nie ma lekarzy, którzy zastąpią tych, co odejdą. Według nas dyrektor świadomie chce doprowadzić do upadku szpitala.

Stanisław Słyś, przewodniczący Rady Miasta Krosna, dodaje: - Rada udzieliła poparcia lekarzom, także radni z klubu PiS. Wcześniej apelowaliśmy do dyrektora, żeby ustąpił, przedstawiliśmy nasze stanowisko zarządowi, wojewodzie. Niestety, zarząd wojewódzki nie potrafił od wielu miesięcy rozwiązać konfliktu w szpitalu. Zarząd nie słucha też naszego głosu.

Pikieta rozpoczęła się o godz. 11, na tę samą godzinę dyrektor Mariusz Kocój zwołał konferencję prasową. Poinformował, że w piątek lekarze otrzymali gotowe oświadczenie, w którym powinni się określić, na jakich zasadach chcą pracować w szpitalu od 1 grudnia. - Jeśli ktoś chce, może pracować na dotychczasowych zasadach, może zawrzeć nową umowę lub pracować jako wolontariusz. Jeśli lekarze deklarują, że nie opuszczą pacjentów, to niech podpiszą umowę o pracy w formie wolontariatu, bez wynagrodzenia. Bez podpisania umowy nikt nie będzie przyjmował pacjentów, nikt nie stanie przy stole operacyjnym. Gdy organizujemy kursy czy szkolenia, to podpisujemy umowy. Nawet jeśli są to umowy na jeden dzień - wyjaśnia Kocój. Dyrektor zapowiedział, że jeśli będzie wystarczająca liczba lekarzy - nawet wolontariuszy - to szpital nie zawiesi działalności. - Ale to musi być zagwarantowane umowami z lekarzami. Jeśli szpital będzie działał i będę podpisywał umowę z NFZ-etem, muszę podać obsadę, PESEL-e itp. - dodaje.

Jeśli lekarze nie podpiszą deklaracji, w poniedziałek rozpocznie się ewakuacja pacjentów zgodnie z przedstawionym wcześniej harmonogramem. W piątek w szpitalu było około 500 pacjentów, ale dyrektor Kocój mówi, że do przewiezienia do innych szpitali będzie 90 osób. Pozostali zostaną wcześniej wypisani do domów.

Gdy trwała konferencja, do sali weszli uczestnicy pikiety. Było dużo krzyku i zamieszania. Ludzie krzyczeli do dyrektora, żeby odszedł ze szpitala. - Wynocha do Rzeszowa! Na taczkach go wywieźć! - wołali.

Doktor Antoni Przyprawa reprezentujący lekarzy powiedział: - My nie chcemy linczu na dyrektorze. My tylko nie widzimy możliwości dalszej współpracy z dyrektorem.

- Dlaczego mam odejść? Dlatego, że ktoś zarzuca mi, że krzywo spojrzałem, że się nie uśmiechnąłem? Nie ulegnę szantażystom - mówi "Gazecie" Kocój.

Szpitalowi w Krośnie grozi zawieszenie działalności, bo 30 listopada upływa termin wypowiedzeń, które złożyło ponad 100 lekarzy. Domagają się ustąpienia ze stanowiska dyrektora. Na jego odejście nie zgadza się zarząd województwa. Zgodę na wygaszanie oddziałów wydał sejmik samorządowy, ale na zamknięcie nie zgodził się wojewoda. Nie powiodły się mediacje między dyrektorem a lekarzami.

Podziel się

  • 50 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Dołącz do nas na Facebooku