W szkołach frekwencja spada, ale katastrofy nie ma
2009-11-20
, aktualizacja: 20.11.2009 19:01
W Rzeszowie i powiecie rzeszowskim w 14 przedszkolach ponad połowa dzieci nie chodzi na zajęcia, a w 24 podstawówkach frekwencja spadła poniżej 80 proc.
Od 12 listopada przedszkola i szkoły mają obowiązek zgłaszać do sanepidu absencję powyżej 20 procent, a przedszkola 40 procent. Dane są zbierane raz w tygodniu. Dyrektorzy mają obowiązek przekazywania danych z czwartków z godz. 14. Ma to związek ze zwiększoną liczbą zachorowań na grypę i choroby grypopochodne. Dane na Podkarpaciu gromadzą powiatowe stacje sanepidu i przesyłają je do stacji wojewódzkiej, a ta do Głównego Inspektora Sanitarnego.
W tym tygodniu dane trafiły do sanepidu po raz drugi. - Mamy wzrost tych placówek w stosunku do ubiegłego tygodnia, ale nie przesądzałbym, że to wynik zachorowań na grypę. Nie ma fali epidemii - uspokaja Wiesław Kwater, zastępca państwowego powiatowego inspektora sanitarnego w Rzeszowie. - Te dane, które gromadzimy, nie pokazują, z jakiego powodu uczniowie są nieobecni. W zeszłym tygodniu zbieraliśmy je po raz pierwszy. Otrzymywaliśmy wiele telefonów z zapytaniami od szkół, jak wpisywać dane, bo było to dla nich niejasne. Wzrost w tym tygodniu może oznaczać tylko tyle, że mamy pełniejsze informacje - uważa Wiesław Kwater.
Jedną z tych podstawówek, w których frekwencja spadła poniżej 20 proc., jest "piątka" na rzeszowskim osiedlu Słocina. - W czwartek mieliśmy 24 proc. nieobecnych uczniów. Najniższa frekwencja jest w najmłodszych klasach. W jednej z drugich klas 20 uczniów było nieobecnych. Być może dlatego tak dużo, że w tej klasie także wychowawczyni się rozchorowała. W jednej z trzecich klasa nieobecnych było 11 osób, w innych po 8, 9 i mniej. Z informacji, które przekazują mi nauczyciele, wynika, że część uczniów jest chorych, ale rodzice niekiedy zostawiają też dzieci w domu na wszelki wypadek, profilaktycznie, by uniknąć zarażenia - mówi Tadeusz Nizioł, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 5 w Rzeszowie. Jak twierdzi, to wcale nie jest jakaś nadzwyczajna sytuacja. - Co roku w okresie jesienno-zimowym zwykle mamy podobną frekwencję - dodaje.
- Katastrofy nie ma, choć frekwencja spadła. W ubiegłym tygodniu w całym województwie mieliśmy 31 proc. nieobecności, a w mijającym było 35 proc. - informuje Jacek Wojtas, podkarpacki kurator oświaty.
Kurator z jednej strony uspokaja, z drugiej jednak zachęca do szybkiego reagowania. - Sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie. Szkoły, w których nieobecna jest ponad połowa uczniów, powinny podjąć decyzję o zamknięciu. Zgodnie z obowiązującymi przepisami muszą to zgłosić do organu prowadzącego oraz do nas - przypomina kurator i dodaje: - Choć w różnych klasach tej samej szkoły sytuacja może wyglądać bardzo różnie: bywa, że nieobecna jest ponad połowa uczniów, a w innych oddziałach chodzą wszyscy.
Kurator apeluje też do rodziców, by nie narażali niepotrzebnie dzieci. - Docierają do nas sygnały o przepełnionych przychodniach. Niekiedy rodzice idą z dzieckiem do lekarza, nawet gdy zauważą najmniejsze objawy choroby. Tymczasem to nierozważne, bo w ten sposób narażają dziecko na kontakt z naprawdę chorymi - mówi Wojtas.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane
- Kibice żużla: "Lee, zawsze będziesz jeździł z nami" [ZDJĘCIA]
- Policja szukała 5-latka, a chłopcem opiekował się ojciec
- PRz vs. inne uczelnie: czyje juwenalia lepsze? [SONDAŻ]
- Obrażenia klatki piersiowej przyczyną śmierci Richardsona
- Tragiczny wypadek Lee Richardsona [ZOBACZ WIDEO]
- "Cyrk. Twoja rozrywka, ich cierpienie". Protest przed Zalewskim
- Moja Pierwsza Komunia... Dlaczego miałam dwie i koczek...




