Pikietujący domagają się odejścia dyrektora szpitala
2009-11-23
, aktualizacja: 23.11.2009 19:43
Dyrektor krośnieńskiego szpitala Mariusz Kocój zapowiedział w poniedziałek, że nie będzie ewakuacji szpitala. Dlaczego? Bo według przedstawionej przez niego opinii prawnej wypowiedzenia lekarzy są nieważne
ZOBACZ TAKŻE
- Lekarze ze szpitala w Krośnie wycofują wypowiedzenia z pracy (30-11-09, 13:28)
- Komentarz (23-11-09, 19:49)
- Policja w krośnieńskim szpitalu, dyrektor zamknął się w gabinecie (23-11-09, 12:38)
- Krosno walczy o szpital. Będzie kolejna pikieta (22-11-09, 15:32)
- Pikieta w Krośnie przeciw zamknięciu szpitala (20-11-09, 19:12)
- Krosno. Dziś pikieta w obronie szpitala (20-11-09, 10:35)
Dzień rozpoczął się od oświadczenia lekarzy, że nie podpiszą deklaracji, które w piątek otrzymali od dyrektora. W deklaracjach mieli określić, na jakich zasadach będą pracować w szpitalu od 1 grudnia, ponieważ dzień wcześniej kończą się ich wypowiedzenia z pracy, a oni zadeklarowali, że nie odejdą od łóżek pacjentów. Mieli do wyboru: przedłużenie starej umowy, podpisanie nowej lub podpisanie umowy o pracę w ramach wolontariatu.
Dyrektor Kocój zapowiedział, że bez umowy nie dopuści lekarzy do pracy. Deklaracje miały być złożone do godziny 8 w poniedziałek, ale pół godziny wcześniej lekarze poinformowali, że nie będą podpisywać żadnych umów z tym dyrektorem.
Kilkanaście minut później w Radiu Rzeszów Mariusz Kocój stwierdził, że wypowiedzenia lekarzy nie mają mocy prawnej, bo lekarze wcale nie chcą odejść ze szpitala. - Celem lekarzy nie było odejście z pracy, tylko odwołanie mnie ze stanowiska. Ponieważ lekarze nadal pozostają pracownikami szpitala, nie będzie ewakuacji oddziałów. Będziemy przyjmować pacjentów w ramach kontraktu podpisanego z NFZ-etem. O godz. 13 na spotkaniu z ordynatorami i lekarzami będziemy omawiać harmonogram pracy na grudzień oraz sprawę dyżurów.
- To jakieś kuriozum. W piątek dyrektor mówił, że będzie ewakuacja, dziś mówi, że jej nie będzie. W piątek mówił, że 1 grudnia nie będziemy pracownikami szpitala, dziś okazuje się, że będziemy. Uważamy, że nasze wypowiedzenia są nadal aktualne. 1 grudnia przyjdziemy do szpitala, bo nie zostawimy pacjentów bez opieki. Ale jeżeli pan Kocój nadal będzie dyrektorem szpitala, to my na pewno nie będziemy jego pracownikami - tak lekarze skomentowali oświadczenie dyrektora.
Potem przed szpitalem rozpoczęła się kolejna manifestacja obrońców szpitala. Przybyło 100-200 osób. I podobnie jak w piątek padały zapewnienia, że mieszkańcy Krosna nie pozwolą na zamknięcia szpitala. W wiecu uczestniczyli także przedstawiciele organizacji pozarządowych, radni sejmiku wojewódzkiego: Józef Szajna i Jerzy Borcz oraz senator PiS-u Stanisław Piotrowicz.
Radni zapowiedzieli, że będą się starać o zwołanie nadzwyczajnej sesja sejmiku samorządowego poświęconej sytuacji krośnieńskiego szpitala. Senator Piotrowicz: - Mówiłem marszałkom i powtarzam to jeszcze raz, że dyrektor Kocój wypełnił swoje zadania jako dyrektor tej placówki i nie ma możliwości, żeby dłużej tutaj pozostał. Dyrektor Kocój nie chciał rozmawiać z lekarzami, nie chciał z nimi współpracować.
- My dajemy wotum nieufności marszałkom i zarządowi. A z taką władzą rozliczymy się w najbliższych wyborach - powiedziała jedna z pikietujących.
Potem część uczestników wiecu przeniosła się do szpitala. Poszli pod gabinet dyrektora. - Nie odejdziemy, dopóki pan Kocój nie opuści szpitala raz na zawsze - zapowiadała jedna z kobiet.
Ludzie chcieli wejść do gabinetu dyrektora, ale na jego polecenie zamknięto drzwi do sekretariatu i kilkadziesiąt osób czekało w korytarzu. W pewnej chwili pojawiło się dwoje policjantów wezwanych przez Kocója. - Dyrektor będzie wychodził, proszę zrobić mu przejście - poprosił policjant.
- Nic mu nie zrobimy, niech wychodzi, niech już nie wraca - krzyczeli ludzi. Po słownych utarczkach manifestanci opuścili korytarz przed gabinetem dyrektora. Wtedy wyszedł dyrektor Kocój i poinformował, że nie będzie spotkania z lekarzami o 13: - Spotkamy się w innym terminie. W tej chwili jest zbyt wiele złych emocji.
Jak się chwilę później okazało, lekarze nie wiedzieli o tym, że dyrektor odwołał spotkanie. - Dowiedzieliśmy się od dziennikarzy - przyznali. W imieniu całego środowiska doktor Antoni Przyprawa odniósł się do porannego oświadczenia dyrektora: - Widzieliście państwo styl pracy dyrektora i sposób traktowania przez niego prawa. Przez trzy dni dyrektor tworzył w środowisku lokalnej społeczności stan zagrożenia. Dziś wspaniałomyślnie odwołał ewakuację, stwierdzając, że nasze wypowiedzenia umów o pracę są nieważne. Macie namacalny dowód manipulacji pana dyrektora. My doświadczamy tego od dwóch lat.
Skierował także pytanie do dyrektora: - Jeśli wiedział pan, że nasze wypowiedzenia są bezprawne, to dlaczego przez trzy miesiące trzymał pan to w tajemnicy, wprowadzając pacjentów w stan zagrożenia? Jeśli nasze wypowiedzenia są nieważne, dlaczego na ich podstawie zwalniał pan naszych kolegów?
W imieniu lekarzy zaapelował do mieszkańców Krosna, żeby nadal przychodzili do szpitala i kontrolowali działania dyrektora. - Widzicie państwo, że dyrektor może w każdej chwili zmienić zdanie - powiedział Przyprawa.
Odpowiedzialny za służbę zdrowia wicemarszałek Kazimierz Ziobro powiedział, że na razie nie ma decyzji o odwołaniu dyrektora Kocója. - Nie widzimy podstaw do tego, byłoby to działanie pod wpływem presji i szantażu lekarzy. Dyrektor Kocój był gotów w ostatnim czasie na wiele ustępstw, my uważamy, że nawet zbyt spokorniał. Wszystko teraz zależy od lekarzy. Niestety, doszło do upolitycznienia tego sporu, lekarze czują potężnego sprzymierzeńca, jakim jest wojewoda - powiedział Ziobro.
Wicemarszałek odniósł się do decyzji wojewody, który odmówił zgody na wygaszanie szpitalnych oddziałów. Wnioskowała o to dyrekcja szpitala w związku ze złożeniem przez 118 lekarzy wypowiedzeń. Ich termin upływa 30 listopada. Wniosek dotyczył czasowego wygaszenia szpitalnych oddziałów na czas od 1 grudnia br. do 28 lutego 2010. Zgodę na wygaszanie wyraził sejmik samorządowy, uchwała została przegłosowana głosami radnych z PiS-u.
Lekarze z krośnieńskiego szpitala złożyli wypowiedzenia z pracy, domagając się odwołania dyrektora. Zarzucają mu despotyzm, arogancję i apodyktyczność.
Dyrektor Kocój zapowiedział, że bez umowy nie dopuści lekarzy do pracy. Deklaracje miały być złożone do godziny 8 w poniedziałek, ale pół godziny wcześniej lekarze poinformowali, że nie będą podpisywać żadnych umów z tym dyrektorem.
Kilkanaście minut później w Radiu Rzeszów Mariusz Kocój stwierdził, że wypowiedzenia lekarzy nie mają mocy prawnej, bo lekarze wcale nie chcą odejść ze szpitala. - Celem lekarzy nie było odejście z pracy, tylko odwołanie mnie ze stanowiska. Ponieważ lekarze nadal pozostają pracownikami szpitala, nie będzie ewakuacji oddziałów. Będziemy przyjmować pacjentów w ramach kontraktu podpisanego z NFZ-etem. O godz. 13 na spotkaniu z ordynatorami i lekarzami będziemy omawiać harmonogram pracy na grudzień oraz sprawę dyżurów.
- To jakieś kuriozum. W piątek dyrektor mówił, że będzie ewakuacja, dziś mówi, że jej nie będzie. W piątek mówił, że 1 grudnia nie będziemy pracownikami szpitala, dziś okazuje się, że będziemy. Uważamy, że nasze wypowiedzenia są nadal aktualne. 1 grudnia przyjdziemy do szpitala, bo nie zostawimy pacjentów bez opieki. Ale jeżeli pan Kocój nadal będzie dyrektorem szpitala, to my na pewno nie będziemy jego pracownikami - tak lekarze skomentowali oświadczenie dyrektora.
Potem przed szpitalem rozpoczęła się kolejna manifestacja obrońców szpitala. Przybyło 100-200 osób. I podobnie jak w piątek padały zapewnienia, że mieszkańcy Krosna nie pozwolą na zamknięcia szpitala. W wiecu uczestniczyli także przedstawiciele organizacji pozarządowych, radni sejmiku wojewódzkiego: Józef Szajna i Jerzy Borcz oraz senator PiS-u Stanisław Piotrowicz.
Radni zapowiedzieli, że będą się starać o zwołanie nadzwyczajnej sesja sejmiku samorządowego poświęconej sytuacji krośnieńskiego szpitala. Senator Piotrowicz: - Mówiłem marszałkom i powtarzam to jeszcze raz, że dyrektor Kocój wypełnił swoje zadania jako dyrektor tej placówki i nie ma możliwości, żeby dłużej tutaj pozostał. Dyrektor Kocój nie chciał rozmawiać z lekarzami, nie chciał z nimi współpracować.
- My dajemy wotum nieufności marszałkom i zarządowi. A z taką władzą rozliczymy się w najbliższych wyborach - powiedziała jedna z pikietujących.
Potem część uczestników wiecu przeniosła się do szpitala. Poszli pod gabinet dyrektora. - Nie odejdziemy, dopóki pan Kocój nie opuści szpitala raz na zawsze - zapowiadała jedna z kobiet.
Ludzie chcieli wejść do gabinetu dyrektora, ale na jego polecenie zamknięto drzwi do sekretariatu i kilkadziesiąt osób czekało w korytarzu. W pewnej chwili pojawiło się dwoje policjantów wezwanych przez Kocója. - Dyrektor będzie wychodził, proszę zrobić mu przejście - poprosił policjant.
- Nic mu nie zrobimy, niech wychodzi, niech już nie wraca - krzyczeli ludzi. Po słownych utarczkach manifestanci opuścili korytarz przed gabinetem dyrektora. Wtedy wyszedł dyrektor Kocój i poinformował, że nie będzie spotkania z lekarzami o 13: - Spotkamy się w innym terminie. W tej chwili jest zbyt wiele złych emocji.
Jak się chwilę później okazało, lekarze nie wiedzieli o tym, że dyrektor odwołał spotkanie. - Dowiedzieliśmy się od dziennikarzy - przyznali. W imieniu całego środowiska doktor Antoni Przyprawa odniósł się do porannego oświadczenia dyrektora: - Widzieliście państwo styl pracy dyrektora i sposób traktowania przez niego prawa. Przez trzy dni dyrektor tworzył w środowisku lokalnej społeczności stan zagrożenia. Dziś wspaniałomyślnie odwołał ewakuację, stwierdzając, że nasze wypowiedzenia umów o pracę są nieważne. Macie namacalny dowód manipulacji pana dyrektora. My doświadczamy tego od dwóch lat.
Skierował także pytanie do dyrektora: - Jeśli wiedział pan, że nasze wypowiedzenia są bezprawne, to dlaczego przez trzy miesiące trzymał pan to w tajemnicy, wprowadzając pacjentów w stan zagrożenia? Jeśli nasze wypowiedzenia są nieważne, dlaczego na ich podstawie zwalniał pan naszych kolegów?
W imieniu lekarzy zaapelował do mieszkańców Krosna, żeby nadal przychodzili do szpitala i kontrolowali działania dyrektora. - Widzicie państwo, że dyrektor może w każdej chwili zmienić zdanie - powiedział Przyprawa.
Odpowiedzialny za służbę zdrowia wicemarszałek Kazimierz Ziobro powiedział, że na razie nie ma decyzji o odwołaniu dyrektora Kocója. - Nie widzimy podstaw do tego, byłoby to działanie pod wpływem presji i szantażu lekarzy. Dyrektor Kocój był gotów w ostatnim czasie na wiele ustępstw, my uważamy, że nawet zbyt spokorniał. Wszystko teraz zależy od lekarzy. Niestety, doszło do upolitycznienia tego sporu, lekarze czują potężnego sprzymierzeńca, jakim jest wojewoda - powiedział Ziobro.
Wicemarszałek odniósł się do decyzji wojewody, który odmówił zgody na wygaszanie szpitalnych oddziałów. Wnioskowała o to dyrekcja szpitala w związku ze złożeniem przez 118 lekarzy wypowiedzeń. Ich termin upływa 30 listopada. Wniosek dotyczył czasowego wygaszenia szpitalnych oddziałów na czas od 1 grudnia br. do 28 lutego 2010. Zgodę na wygaszanie wyraził sejmik samorządowy, uchwała została przegłosowana głosami radnych z PiS-u.
Lekarze z krośnieńskiego szpitala złożyli wypowiedzenia z pracy, domagając się odwołania dyrektora. Zarzucają mu despotyzm, arogancję i apodyktyczność.
- 37 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Pikietujący domagają się odejścia dyrektora szp...
olias
23.11.09, 20:53
no proszę. wystarczyło tylko zamontować zegar do kontroli czasu pobytu lekarzy w szpitalu i już mamy rewolucję. co wyjaśnia tajemnicę pracy lekarza na tuzinie etatów. dyrektor przegra? »
Najczęściej czytane
- "Cygan" powalczy z Royem Jonsem Jr. Potem już odsiadka?
- Lenin, dowód tożsamości konia, książeczka zdrowia prostytutki [FOTO]
- Wypadek przy kontroli w Krościenku. Ukrainka nie żyje
- Utrudnienia na kilku ulicach Rzeszowa - startują juwenalia
- Okrągła kładka nad al. Piłsudskiego powoli będzie rosła
- Autostradowa obwodnica Rzeszowa zagrożona
- Będzie "zielona fala", ale i paraliż miasta




więcej zdjęć