- To najsłabszy budżet w tej kadencji. Jego jakość jest konsekwencją nierozważnych decyzji z ubiegłego roku - Sławomir Miklicz, szef opozycyjnego klubu PO, nie miał litości dla zarządu, oceniając ten dokument.
Mówił o tym, że w ub.r. zarząd zdecydował o finansowaniu kilku potężnych zadań drogowych z budżetu województwa, a nie ze środków unijnych. To inwestycje wieloletnie, więc ich finansowanie przeniesie się także na lata następne.
Dziura Cholewińskiego
Projekt budżetu na przyszły rok zakłada, że trzeba będzie wydać 924,4 mln zł, czyli prawie miliard złotych. Kłopot w tym, że dochodów wystarczy tylko na ok. 752,5 miliona. A to oznacza, że powstanie dziura wielkości blisko 172 mln zł. Zarząd województwa z marszałkiem Zygmuntem Cholewińskim (PiS) na czele zaprojektował, że deficyt zostanie pokryty albo kredytem bankowym, albo obligacjami.
Skąd się bierze ta dziura? Zarząd zaplanował, że z kwoty ponad 900 mln wydatków prawie połowa, a dokładnie - 49,18 proc., pójdzie na inwestycje. Wśród nich najwięcej - blisko 303 mln zł - pożrą drogi wojewódzkie.
Dla przykładu: przebudowa drogi Mielec - Kolbuszowa pochłonie blisko 40 mln zł; przebudowa wiaduktu w Stalowej Woli - 33 mln zł; przebudowa drogi Nagnajów - Baranów Sandomierski - Mielec - Dębica - 51 mln zł; Jasło - Nowy Żmigród - 36 mln zł.
Ponieważ w kasie województwa nie ma aż tylu pieniędzy, trzeba zaciągać kredyty.
Opozycja zarzuca, że deficyt nie musiałby być tak ogromny, gdyby roboty na drogach wojewódzkich były współfinansowane wyłącznie z funduszy europejskich. Tymczasem w ub.r. marszałek wraz z zarządem zdecydowali, że nie będą się cały czas oglądać na Unię, tylko kilka znaczących odcinków (m.in. Nagnajów - Dębica, Łańcut - Kańczuga, Jasło - Nowy Żmigród) sfinansują w całości z budżetu województwa. Chodziło o to, żeby jak najszybciej zacząć je realizować, nie tracić czasu na zdobywanie wymaganych przez UE uzgodnień. To była odpowiedź marszałka także na kryzys i oczekiwania firm budowlanych. - Nikt nas nie zwolni z budowy dróg. Jeżeli dziś nie będziemy realizować dróg, to nadal będziemy daleko w tyle za innymi regionami - odpowiada zwykle na zarzuty opozycji marszałek Cholewiński.
We wcześniejszych latach województwo podkarpackie zaciągało niewielkie kredyty. Dopiero w mijającym roku samorząd wziął prawie 120 mln zł z banków. Razem z zaplanowanym na przyszły rok deficytem całkowite zadłużenie województwa na koniec 2010 r. osiągnie ponad 310 mln zł. To aż 41 proc. w porównaniu do rocznego dochodu. Niebezpiecznie zbliżymy się do granicznego dla samorządów poziomu 60 proc.
Jakie tablice przy drogach
Według marszałka nie ma jednak sytuacji alarmowej. Podkreślał, że ważną pozycją w budżecie 2010 będzie 113,7 mln zł podkarpackiego wkładu w projekty, które będą realizowane z programów unijnych. To nie tylko siedem dużych zadań na drogach, ale też remont filharmonii czy budowa wałów przeciwpowodziowych.
- Priorytetem dla przyszłorocznego budżetu będzie realizacja jak największej liczby zadań współfinansowanych przez UE - podkreślał marszałek Cholewiński. - To budżet bardzo aktywny, proinwestycyjny - dodawał.
Od epitetów aż się roiło. Według PiS-u to budżet kontynuacji.
- Kontynuacji, ale błędów. Te wielomilionowe błędne decyzje podjęte w roku ubiegłym dają dziś o sobie znać - komentowała Teresa Kubas-Hul z PO.
Ona i szef klubu PO Sławomir Miklicz bardzo krytykowali decyzję o budowie kilku dróg wyłącznie z budżetu własnego.
- Jeśli uważacie, że z tymi drogami to był błąd, to postawcie przy nich tablice, że są one niepotrzebne - zagrał Czesław Łączak, szef klubu PiS-u.
Riposta Kubas-Hul była błyskawiczna: - Postawmy tablice przy tych wszystkich drogach, które można byłoby wybudować, gdybyśmy wykorzystali więcej unijnych środków, a pieniądze z naszego budżetu byłyby tylko wkładem własnym. Wtedy te 300 mln zł na drogi można byłoby pomnożyć co najmniej razy cztery.
Peany i krytyka
Zarzuty opozycji wicemarszałek Bogdan Rzońca określił mianem "nerwicy" spowodowanej tym, że zarząd podjął decyzje, dzięki którym w firmach drogowych pracę zachowało blisko tysiąc osób.
Prawdziwy pean na temat decyzji zarządu wygłosiła nawet Lidia Błądek (PiS) zwykle mocno krytyczna wobec marszałka. - Podkarpacie staje się jednym wielkim placem budowy. To dzięki rozsądnym decyzjom tego zarządu - podkreślała.
Budżet ma być przyjęty w grudniu. Teraz nad jego projektem usiądą radni zgrupowani w komisjach.
Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów