Łabędzie odlatują, by uniknąć śmierci z głodu
2009-12-21
, aktualizacja: 21.12.2009 20:22
Niestety, dla niektórych kończy się to tragicznie. W poniedziałek lekarz weterynarii Robert Sączawa miał pełne ręce roboty. Jeden z łabędzi złamał skrzydło, inne lądowały na drogach i na osiedlach w okolicy Wisłoka. - Ludzie karmią ptaki, jak jest znośna pogoda. Przyszła sroga zima i nikt nie przychodzi nad Wisłok. Ptaki więc próbują odlatywać. Nie wszystkim się udaje - mówi doktor Sączawa.
ZOBACZ TAKŻE
- Łabędź jest już pod dobrą opieką (22-12-09, 17:55)
W poniedziałek przed południem otrzymaliśmy sygnał o pierwszym łabędziu, który leżał na chodniku na moście Zamkowym. Gdy dotarliśmy na miejsce, obok łabędzia byli już strażnicy miejscy. - Ostrożnie, żeby go nie spłoszyć - ostrzegał strażnik.
Ptak prawe skrzydło miał wyłamane, na piórach ślady krwi. Był słaby. - Być może ma uszkodzone nogi. Boimy się, żeby się nie spłoszył i jeszcze bardziej nie okaleczył - mówili strażnicy.
Czekali na doktora Roberta Sączawę z Tyczyna, który ma umowę z miastem na opiekę nad dzikimi zwierzętami potrzebującymi pomocy. Gdy lekarz przyjechał na miejsce, stwierdził poważne złamanie skrzydła i potłuczenia. - Nie wiem, czy nie będzie konieczności amputowania - mówi Robert Sączawa, który podał ptakowi antybiotyki i leki wzmacniające. Według doktora próbował wzbić się w powietrze i najprawdopodobniej przy silnym wietrze uderzył w barierę mostu.
Ptak po opatrzeniu przez lekarza został przekazany pracownikom Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie. - Obecnie jest w bardzo dobrych warunkach, w cieple i jest spokojny. Jeszcze dziś zawieziemy go do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt doktora Andrzeja Fedaczyńskiego w Przemyślu - mówiła nam w poniedziałek po południu Agnieszka Marcela, zastępczyni regionalnego dyrektora ochrony środowiska. Dodaje, że wszystkie kontuzjowane ptaki z Rzeszowa trafiają do dra Fedaczyńskiego.
Niemal natychmiast po opatrzeniu łabędzia z mostu Zamkowego dr Sączawa został wezwany w okolice stacji benzynowej Shell przy Hetmańskiej w Rzeszowie. - Tam były dwa inne łabędzie. Na szczęście nie były kontuzjowane, lecz osłabione. Jednak nie udało nam się ich złapać. Jadąc na Shell, widziałem dwa kolejne łabędzie wzbijające się w powietrze nad zaporą. Inne weszły na jezdnię obwodnicy Rzeszowa - mówi dr Sączawa.
Agnieszka Marcela i Robert Sączawa są zgodni. - To my odpowiadamy za los tych ptaków. Ludzie przychodzą nad brzeg Wisłoka i dokarmiają ptaki. One z kolei mają łatwy dostęp do jedzenia i nie odlatują. Łabędzie zostają w Polsce, ale niestety, kiedy przychodzi sroga zima, ludzie przestają przychodzić i dokarmiać je. Zdesperowane ptaki próbują odlecieć w poszukiwaniu pokarmu, ale z reguły są już na to za słabe - tłumaczy dr Sączawa. Dodaje, że niedokarmiane łabędzie na pewno na zimę odleciałyby do Afryki.
- Przy okazji mam apel. Skoro już zaczęliśmy je dokarmiać, to proszę bardzo w te najbardziej mroźne dni przynosić tym ptakom coś do jedzenia. Wiem, że to niełatwe, ale jest konieczne, by łabędzie przetrwały - mówi dr Sączawa. Sam poprosił swoją teściową, która mieszka w okolicy Bulwarów, by zajrzała nad brzeg Wisłoka i przyniosła ptakom coś do jedzenia. - Na pewno się nimi zaopiekuje - zapewnia weterynarz.
W poniedziałek po południu dr Andrzej Fedaczyński już czekał na łabędzia z Rzeszowa. - Na pewno go przyjmę. Od 32 lat się zajmuję ptakami i jeszcze żadnemu nie odmówiłem pomocy. Zrobimy rentgen i usg., sprawdzimy, jakie ptak ma czucie i ukrwienie. Potem zdecydujemy o ewentualnej amputacji. Jeżeli będzie taka konieczność, to ptak będzie u nas mógł zostać na tzw. dożywocie - mówi dr Fedaczyński.
W jego Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt przebywa obecnie ponad 50 ptaków. Są tu bociany, łabędzie, myszołowy, sowy, pustułka, siewki, puszczyki i uszatki. - Kilkanaście bocianów ma u nas dożywocie. Już nigdy nie odlecą, ale u nas krzywda im się nie dzieje - mówi dr Fedaczyński. Wg niego niektóre ptaki nie odleciały z powodu bardzo dobrej pogody i teraz mają kłopot, bo zima przyszła bardzo ostra. On także apeluje do dokarmiających patki, by np. chleb suszyć i gromadzić. Zanosić go ptakom w zimie, kiedy jest dla nich najtrudniejszy okres. - Łabędzie można także dokarmiać ziarnem czy marchewką. W całości i niegotowaną. Te ptaki doskonale sobie z nią radzą - radzi doktor Fedaczyński. Na koniec zapewnia, że wszystkie ptaki potrzebujące pomocy znajdą ją u niego, ale prosi także mieszkańców miast, by nie zapominali w zimie o ptakach, które przyzwyczaili do dokarmiania.
marek.kruczek@rzeszow.agora.pl
Ptak prawe skrzydło miał wyłamane, na piórach ślady krwi. Był słaby. - Być może ma uszkodzone nogi. Boimy się, żeby się nie spłoszył i jeszcze bardziej nie okaleczył - mówili strażnicy.
Czekali na doktora Roberta Sączawę z Tyczyna, który ma umowę z miastem na opiekę nad dzikimi zwierzętami potrzebującymi pomocy. Gdy lekarz przyjechał na miejsce, stwierdził poważne złamanie skrzydła i potłuczenia. - Nie wiem, czy nie będzie konieczności amputowania - mówi Robert Sączawa, który podał ptakowi antybiotyki i leki wzmacniające. Według doktora próbował wzbić się w powietrze i najprawdopodobniej przy silnym wietrze uderzył w barierę mostu.
Ptak po opatrzeniu przez lekarza został przekazany pracownikom Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie. - Obecnie jest w bardzo dobrych warunkach, w cieple i jest spokojny. Jeszcze dziś zawieziemy go do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt doktora Andrzeja Fedaczyńskiego w Przemyślu - mówiła nam w poniedziałek po południu Agnieszka Marcela, zastępczyni regionalnego dyrektora ochrony środowiska. Dodaje, że wszystkie kontuzjowane ptaki z Rzeszowa trafiają do dra Fedaczyńskiego.
Niemal natychmiast po opatrzeniu łabędzia z mostu Zamkowego dr Sączawa został wezwany w okolice stacji benzynowej Shell przy Hetmańskiej w Rzeszowie. - Tam były dwa inne łabędzie. Na szczęście nie były kontuzjowane, lecz osłabione. Jednak nie udało nam się ich złapać. Jadąc na Shell, widziałem dwa kolejne łabędzie wzbijające się w powietrze nad zaporą. Inne weszły na jezdnię obwodnicy Rzeszowa - mówi dr Sączawa.
Agnieszka Marcela i Robert Sączawa są zgodni. - To my odpowiadamy za los tych ptaków. Ludzie przychodzą nad brzeg Wisłoka i dokarmiają ptaki. One z kolei mają łatwy dostęp do jedzenia i nie odlatują. Łabędzie zostają w Polsce, ale niestety, kiedy przychodzi sroga zima, ludzie przestają przychodzić i dokarmiać je. Zdesperowane ptaki próbują odlecieć w poszukiwaniu pokarmu, ale z reguły są już na to za słabe - tłumaczy dr Sączawa. Dodaje, że niedokarmiane łabędzie na pewno na zimę odleciałyby do Afryki.
- Przy okazji mam apel. Skoro już zaczęliśmy je dokarmiać, to proszę bardzo w te najbardziej mroźne dni przynosić tym ptakom coś do jedzenia. Wiem, że to niełatwe, ale jest konieczne, by łabędzie przetrwały - mówi dr Sączawa. Sam poprosił swoją teściową, która mieszka w okolicy Bulwarów, by zajrzała nad brzeg Wisłoka i przyniosła ptakom coś do jedzenia. - Na pewno się nimi zaopiekuje - zapewnia weterynarz.
W poniedziałek po południu dr Andrzej Fedaczyński już czekał na łabędzia z Rzeszowa. - Na pewno go przyjmę. Od 32 lat się zajmuję ptakami i jeszcze żadnemu nie odmówiłem pomocy. Zrobimy rentgen i usg., sprawdzimy, jakie ptak ma czucie i ukrwienie. Potem zdecydujemy o ewentualnej amputacji. Jeżeli będzie taka konieczność, to ptak będzie u nas mógł zostać na tzw. dożywocie - mówi dr Fedaczyński.
W jego Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt przebywa obecnie ponad 50 ptaków. Są tu bociany, łabędzie, myszołowy, sowy, pustułka, siewki, puszczyki i uszatki. - Kilkanaście bocianów ma u nas dożywocie. Już nigdy nie odlecą, ale u nas krzywda im się nie dzieje - mówi dr Fedaczyński. Wg niego niektóre ptaki nie odleciały z powodu bardzo dobrej pogody i teraz mają kłopot, bo zima przyszła bardzo ostra. On także apeluje do dokarmiających patki, by np. chleb suszyć i gromadzić. Zanosić go ptakom w zimie, kiedy jest dla nich najtrudniejszy okres. - Łabędzie można także dokarmiać ziarnem czy marchewką. W całości i niegotowaną. Te ptaki doskonale sobie z nią radzą - radzi doktor Fedaczyński. Na koniec zapewnia, że wszystkie ptaki potrzebujące pomocy znajdą ją u niego, ale prosi także mieszkańców miast, by nie zapominali w zimie o ptakach, które przyzwyczaili do dokarmiania.
marek.kruczek@rzeszow.agora.pl
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Re: Łabędzie odlatują, by uniknąć śmierci z głodu
ekoludzik
21.12.09, 22:34
A co ma jedno do drugiego? Ta sytuacja dowodzi tylko, że najlepiej w ogóle niedokarmiać ptaków. Z wielu powodów, nie chodzi tylko o niepotrzebne uzależnieniezwierząt od człowieka, co może »
Najczęściej czytane
- Kibice żużla: "Lee, zawsze będziesz jeździł z nami" [ZDJĘCIA]
- Policja szukała 5-latka, a chłopcem opiekował się ojciec
- PRz vs. inne uczelnie: czyje juwenalia lepsze? [SONDAŻ]
- Obrażenia klatki piersiowej przyczyną śmierci Richardsona
- Tragiczny wypadek Lee Richardsona [ZOBACZ WIDEO]
- "Cyrk. Twoja rozrywka, ich cierpienie". Protest przed Zalewskim
- Moja Pierwsza Komunia... Dlaczego miałam dwie i koczek...




więcej zdjęć