Za fałszywy alarm stanie przed sądem
2009-12-22
, aktualizacja: 22.12.2009 14:30
"Nie mogę odnaleźć drogi. Jestem gdzieś nad Soliną" - z taką informacją zadzwonił w poniedziałek wieczorem mężczyzna do bieszczadzkich goprowców. Alarm był fałszywy, a sprawca dzwonił z okolic Białegostoku
- Skąd mu przyszło do głowy, żeby dzwonić akurat do GOPR-u w Bieszczadach? - dziwią się policjanci z Leska, którzy z goprowcami zostali postawieni na nogi.
Kilka minut przed godz. 19 ratownicy odebrali telefon od człowieka, który twierdził, że zgubił się nad Soliną i potrzebuje pomocy.
- "Za chwilę rozładuje mi się telefon" - to ostatnie zdanie, jakie dyżurny GOPR usłyszał i połączenie się przerwało.
Ratownik już podczas krótkiej rozmowy podejrzewał, że może mieć do czynienia z żartownisiem. - Bo w Bieszczadach o tej godzinie było około -25 stopni Celsjusza, a ratownik GOPR miał wrażenie, że osoba dzwoniąca jest w jakimś pomieszczeniu, a w tle słychać śmiech innych ludzi - opowiadają nam lescy policjanci.
Ale goprowcy sygnału nie zbagatelizowali, od razu zadzwonili do komendy policji w Lesku. Razem zaczęli się szykować do poszukiwań. - Nasi funkcjonariusze w między czasie ustalali, z którego miejsca dzwonił mężczyzna. Było to potrzebne do tego, by służby ratunkowe wysłać w konkretne miejsce - mówi Katarzyna Antosz-Ulan z policji w Lesku.
Ku zaskoczeniu funkcjonariuszy szybko się okazało, że żaden turysta w Bieszczadach nie zaginął, a mężczyzna, który dzwonił, był w tym czasie niedaleko Białegostoku. Policjanci precyzyjnie ustalili dom, z którego dzwoniono. Prawdopodobnie trwała tam impreza. Jej uczestnicy postanowili zabawić się.
- Naszym kolegom z tamtego terenu przesłaliśmy materiały. I to oni będą prowadzić postępowanie w sprawie fałszywego alarmu. Grozi za to areszt, kara ograniczenia wolności i grzywna - wyjaśnia Antosz-Ulan.
Kilka minut przed godz. 19 ratownicy odebrali telefon od człowieka, który twierdził, że zgubił się nad Soliną i potrzebuje pomocy.
- "Za chwilę rozładuje mi się telefon" - to ostatnie zdanie, jakie dyżurny GOPR usłyszał i połączenie się przerwało.
Ratownik już podczas krótkiej rozmowy podejrzewał, że może mieć do czynienia z żartownisiem. - Bo w Bieszczadach o tej godzinie było około -25 stopni Celsjusza, a ratownik GOPR miał wrażenie, że osoba dzwoniąca jest w jakimś pomieszczeniu, a w tle słychać śmiech innych ludzi - opowiadają nam lescy policjanci.
Ale goprowcy sygnału nie zbagatelizowali, od razu zadzwonili do komendy policji w Lesku. Razem zaczęli się szykować do poszukiwań. - Nasi funkcjonariusze w między czasie ustalali, z którego miejsca dzwonił mężczyzna. Było to potrzebne do tego, by służby ratunkowe wysłać w konkretne miejsce - mówi Katarzyna Antosz-Ulan z policji w Lesku.
Ku zaskoczeniu funkcjonariuszy szybko się okazało, że żaden turysta w Bieszczadach nie zaginął, a mężczyzna, który dzwonił, był w tym czasie niedaleko Białegostoku. Policjanci precyzyjnie ustalili dom, z którego dzwoniono. Prawdopodobnie trwała tam impreza. Jej uczestnicy postanowili zabawić się.
- Naszym kolegom z tamtego terenu przesłaliśmy materiały. I to oni będą prowadzić postępowanie w sprawie fałszywego alarmu. Grozi za to areszt, kara ograniczenia wolności i grzywna - wyjaśnia Antosz-Ulan.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane
- Kibice żużla: "Lee, zawsze będziesz jeździł z nami" [ZDJĘCIA]
- Policja szukała 5-latka, a chłopcem opiekował się ojciec
- PRz vs. inne uczelnie: czyje juwenalia lepsze? [SONDAŻ]
- Obrażenia klatki piersiowej przyczyną śmierci Richardsona
- Tragiczny wypadek Lee Richardsona [ZOBACZ WIDEO]
- "Cyrk. Twoja rozrywka, ich cierpienie". Protest przed Zalewskim
- Moja Pierwsza Komunia... Dlaczego miałam dwie i koczek...


