Jan Bury, lider podkarpackiego PSL

not. mb
2010-01-15 , aktualizacja: 15.01.2010 10:28
A A A Drukuj

Fot. Krzysztof Koch / AG
ZOBACZ TAKŻE
Myśmy trzy lata temu poparli Ferenca w pierwszej turze. Uznaliśmy, nie bacząc na konotacje polityczne, że jako prezydent radzi sobie dobrze. Kwiaty, chodniki, trawniki. To się ludziom podoba. Nawet miejscowa hierarchia kościelna ma o nim bardzo dobre zdanie.

Pomyślałem więc: po co iść pod prąd? Trzeba uznać, że to dobry zawodnik i poprzeć go.

Dziś nie określamy się jeszcze, co zrobimy. Sam Ferenc jeszcze nie powiedział jednoznacznie, czy kandyduje. Zapytałem go o to parę tygodni temu, powiedział, że jeszcze o tym nie myślał.

Jeśli będzie kandydował, to nie ma w tej chwili kontrkandydata.

On uprawia styl, który się ludziom podoba. Taki szeryfowski: jeździ po osiedlach, bierze ze sobą dziesięciu urzędników. I ich tam ruga na sali. Takie widowiska ludziom się podobają. On jest decyzyjny, twardy, stanowczy, a zarazem można do niego pójść, poskarżyć się. On przyjmie wszystkich. I biedną kobietę i dostojnego gościa. Poza tym dotąd nie miał poważnej wpadki, żadne afery się za nim nie ciągną. Lubią go też media. W Warszawie dość ciepło się do niego odnoszą. Z czasów poselskich pozostały mu kontakty. Jest przekonujący, dobrze mu idzie ściąganie unijnych funduszy.

Dlatego my dziś nie wykluczamy różnych rozwiązań: jeśli Ferenc wystartuje to być może go poprzemy. A jeśli nie to bierzemy pod uwagę kandydata koalicyjnego z PO, albo własnego, np. Aleksandra Bentkowskiego.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dołącz do nas na Facebooku