Nie ma jak w Rzeszowie

Małgorzata Bujara
2010-01-15 , aktualizacja: 15.01.2010 18:51
A A A Drukuj
Rzeszów to dobre miejsce do życia. Jest o tym przekonanych prawie 95 proc. mieszkańców. Za nami są takie metropolie jak Kraków, Warszawa, czy Katowice. A Wrocław i Gdynia wyprzedzają nas tylko nieznacznie.

Fot. Studio Gazeta
To wnioski płynące z badań "Mój samorząd". W czwartek opisaliśmy je już częściowo. Wtedy skupiliśmy się na tym, że rzeszowianie bardzo dobrze oceniają prezydenta i radę miasta. Stawiają też wysokie noty urzędnikom: uważają, że są kompetentni i uczciwi. Wg mieszkańców stolicy województwa władze miasta konsultują z nimi trudne decyzje. Pod tym względem jesteśmy na pierwszym miejscu w kraju. Sami zaś rzadziej niż w wielu innych miejscach w kraju należymy do stowarzyszeń i fundacji.

Żyć nie umierać

W tych samych badaniach ankieterzy zapytali też rzeszowian, czy ich miasto to dobre miejsce do życia. Zdecydowanie i raczej tak powiedziało aż 94,8 proc. osób. To bardzo dużo. Bardziej związani ze swoją miejscowością są tylko: gdynianie (96,5 proc.), mieszkańcy Torunia i Zielonej Góry (po 95,9 proc.) oraz wrocławianie (95,5 proc.). Różnice jednak są minimalne. Najsłabszy wynik odnotował Radom. Tam tylko 58,8 proc. osób myśli, że to dobre miejsce do życia.

Co więcej rzeszowianie uważają, że ich miasto zmienia się na plus. Ankieterzy pytali, czy w ciągu ostatnich trzech lat zmieniła się ogólna jakość życia. Wg prawie 64 proc. rzeszowian zdecydowanie i raczej się zmieniła. Pogorszyła się wg 14 proc. osób. Wg 20 proc ogólna jakość życia pozostaje bez zmian. Jesteśmy pod tym względem zdecydowanymi liderami. Tak wielu zmian na plus nie dostrzegają ani wrocławianie, ani gdynianie, ani krakowianie.

W szczegółowych pytaniach bardzo dobrze oceniamy zmiany w infrastrukturze drogowej (lepiej od nas widzą je tylko mieszkańcy Białegostoku), bezpieczeństwie (bezpieczniej jest tylko w Radomiu).

No a w estetyce i czystości w mieście nie ma na nas mocnych. Pozytywne zmiany pod tym względem zauważa aż 89,8 proc. mieszkańców. Lepiej nie ma nigdzie. Na analogiczne pytanie twierdząco odpowiedziało np. tylko 33,5 proc. łodzian.

Jeśli rzeszowianie mieliby mieć jakiekolwiek zastrzeżenia to do oferty kulturalnej i rozrywkowej. 56,5 proc. z nas zauważyło zmiany na lepsze w ostatnich trzech latach. Tu znajdujemy się w środku tabeli na 32 miasta. Lepiej od nas pod tym względem jest choćby w Białymstoku, Bydgoszczy, Kielcach, czy Wrocławiu. Co ciekawe krakowianie bardzo są krytyczni wobec zmian, które zaszły w ich kulturalnym mieście - tylko 56,1 proc. z nich myśli, że oferta się poprawiła.

Podobnie nie najlepiej rzeszowianie oceniają też zmiany w poziomie edukacji - tylko 44,5 proc. uważa, że się polepszyły.

Spójrzmy w lustro

Rzeszowianie w sondażu spróbowali też ocenić własne zaangażowanie w życie społeczne.

Z ust ankieterów padło pytanie: "czy interesujesz się wydarzeniami w mieście?". Średnio w kraju 83,1 proc. ludzi deklaruje takie zainteresowanie. A rzeszowianie? 84,7 proc. mówi zdecydowanie i raczej tak. Zdecydowany prym wiodą kielczanie - 89,4 proc., dobrzy są wrocławianie - 86,8 proc. z nich interesuje się wydarzeniami w mieście. W Gdyni takie zainteresowanie wykazuje 85,6 proc. Są i miasta, w których mieszkańcy są nieco z dala od tych spraw: Bydgoszcz 80,3 proc., Jelenia Góra - 79,8 proc., czy Łódź - 76,8 proc.

Rzeszowianie także czują się współodpowiedzialni za miejsce, w którym mieszkają. W ogóle Polacy chwalą się tutaj wysokim zaangażowaniem - 87,1 proc. z nas zapewnia, że czuje się współodpowiedzialny za miejsce. Rzeszowianie - 92,2 proc. z nas zapewnia, że tak właśnie jest. Wrocław jest tym razem za nami z wynikiem 90,2 proc. A gdynianie - 87,2 proc. W Łodzi o 10 proc. mniej niż w Rzeszowie ludzi czuje się współodpowiedzialnych za swoje miejsce.





"Badanie zostało zrealizowane w ramach projektu 'Mój Samorząd' realizowanego przez Sieć Wspierania Organizacji Pozarządowych 'SPLOT' i PBS DGA. Projekt jest współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki".



DLA GAZETY

prof. Jerzy Chłopecki, prorektor ds. nauki Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania

Badania te są swego rodzaju laurką wystawioną przez mieszkańców miasta prezydentowi Ferencowi. Wyłania się z nich typ dobrego, uczciwego i pracowitego gospodarza. Tak odbierają go ludzie. I co tu dużo mówić: miasto pod jego rządami rzeczywiście zmienia się na lepsze. Akcent postawiony na estetykę przynosi efekty. Weźmy zimowe, świąteczne oświetlenie miasta. Przecież wygląda pięknie. Prymitywizmem grzeszy pogląd, że są to pieniądze wyrzucane, które mogłyby być spożytkowane lepiej. To jest po prostu inwestycja w ludzki optymizm, zadowolenie, pogodę ducha, w konsekwencji być może nawet w ludzką aktywność. A z tym ostatnim nie jest w Rzeszowie dobrze. Badania pokazują skalę pasywności, niższe niż w innych regionach Polski uczestnictwo w różnego rodzaju zrzeszeniach, niskie uczestnictwo w wyborach, niższe niż gdzie indziej zaufanie do partii politycznych. No cóż, akurat to ostatnie nie może dziwić...

Tadeusz Ferenc jest jednym z trzech najwyżej ocenianych przez mieszkańców prezydentów badanych miast. Społeczne poparcie dla Ferenca nie stoi w sprzeczności z tą pasywnością, przeciwnie jest z nią specyficznie powiązane. Takie środowiska - jeśli ma się w nich dziać dobrze - muszą mieć dobrego, skutecznego lidera, tym bardziej, że brak aktywności własnej z reguły wiąże się z podatnością na uleganie autorytetom i skłonność do podporządkowania takiemu przywódcy, który stosuje paternalistyczne, rozkazodawcze metody zarządzania.

Być może fenomen prezydenta Ferenca polega m.in. na tym, że potrafił zaadoptować metody, które sprawdzały mu się, gdy kierował największą w Rzeszowie spółdzielnią mieszkaniową do metod zarządzania miastem. Dodajmy jeszcze, że Ferenc skutecznie manifestuje swoją niezależność, co sprawia, że zaczyna być - mimo swej SLD-owskiej proweniencji - postrzegany jako prezydent apartyjny. Przyznam, że zastanawia mnie, czy te same metody sprawdzałyby się gdyby Rzeszów był miastem dużo większym. I mam wątpliwości.



dr Krzysztof Prendecki, socjolog z PRz

Zacznijmy od remanentu: patrząc na zmiany, które zaszły w mieście w ciągu ostatnich lat, trzeba powiedzieć, że zmieniło ono się bardzo. Ekspert mógłby powiedzieć: nie zostały zrealizowane żadne strategiczne inwestycje drogowe, nie powstały nowe rozwiązania komunikacyjne. Ale mieszkaniec miasta zauważy, że ulice zostały wyremontowane i poszerzone. To też duża wartość. Tego przez ileś lat wcześniej nie było.

Kiedyś Rzeszów był szary i zaniedbany. I znowu można rzec, że dziś to tylko pacykowanie miasta z zewnątrz. Ale przecież to bardzo ważne, miasto stało się kolorowe i zadbane. Mamy ładnie odremontowaną starówkę. Ludzie to zauważają i są zadowoleni.

Często komentatorzy wytykają Ferencowi, że nie dopuszcza do debat i dyskusji. Z badań wynika, że ludzie tego w ogóle nie zauważają. Sądzą wręcz, że trudne decyzje są z nimi konsultowane. A poza tym podoba im się chyba styl uprawiania władzy Ferenca. Wiedzą np. że urzędnicy boją się prezydenta. A ludzie zwykle nie darzą urzędników sympatią, więc jest im z nim po drodze. Prezydent sam decyduje o większości spraw i sprawdza ich wykonanie. Ludzie odbierają to jako poświęcenie na rzecz miasta, widzą w nim społecznika.

M.in. te czynniki decydują o wysokich notach, jakie odbiera i prezydent Rzeszowa i samo miasto. Innym podpowiadają takie działania specjaliści od PR. Prezydent Ferenc działa na wyczucie. Tak zadziałał w sprawie gondoli. Jeśli coś w mieście szwankuje, z czego ludzie są niezadowoleni, to MPK. Ferenc, zdając sobie z tego sprawę, wymyślił temat gondoli. Nośny, zaprzątający na wiele miesięcy uwagę opinii publicznej i mediów.

Prezydent ma też tę rzadką w dzisiejszych czasach umiejętność porozumiewania się z politykami różnych opcji. Właściwie z żadną nie jest skłócony, nie wchodzi w spory polityczne, nie pamiętam, by publicznie kogoś ostro krytykował. Należy do SLD, ale nie manifestuje tego. Gdy w eurowyborach poparł kandydatkę PO Elżbietę Łukacijewską, SLD zagroziło, że cofnie mu poparcie. Moi znajomi żartowali wtedy, że w takim układzie Ferenc będzie miał już 100-procentowe poparcie.

A teraz wnioski: konkurencja dla Ferenca oczywiście miałaby pozytywne skutki. Tak w gospodarce, jak i w polityce, konkurencja ma zbawienny wpływ na jakość. To tak jak do dziewczyny zaleca się kilku absztyfikantów, to każdy z nich bardziej się stara.

Gdyby więc na orbicie pojawił się ktoś, kto mógłby zagrozić Ferencowi, to zmusiłoby go do poprawy w tych dziedzinach, które do tej pory niezbyt go zajmowały. Np. do lepszej promocji miasta. Czy dostarczania usług najwyższej jakości: nie tylko dbania o zieleńce, ale pilnowania, by figury ustawiane w mieście nie były kiczowate; nie tylko poszerzania dróg, ale szukania nowych rozwiązań; nie skupiania się na gondolach, ale zadbania o poprawę jakości usług świadczonych przez MPK.

Tylko, że patrząc na działania Ferenca i jego popularność, a także możliwości rzeszowskich czy podkarpackich struktur pozostałych partii to dziś jest tak, że gdyby nawet one wszystkie się skrzyknęły i wymyśliły jednego, wspaniałego, wspólnego kandydata, to on i tak nie będzie w stanie pokonać Tadeusza Ferenca. Takie są realia.

not. mb

Podziel się

  • 48 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Dołącz do nas na Facebooku