Pomysł na Rzeszów. Rozmowa z dr. Pawłem Dąbrowskim
2010-02-07
, aktualizacja: 09.02.2010 20:16
Rzeszów ma jedne z najlepszych warunków życia w Polsce. To miasto bezpieczne, przyjazne, wygodne. Natomiast brak dobrych połączeń z Warszawą i Krakowem skazuje nas na prowincjonalność intelektualną.
Małgorzata Bujara: - Rzeszów od końca roku 2008 ma strategię marki i promocji, która sprowadza się do kluczowego hasła: "stolica innowacji". To dobra strategia?
Dr Paweł Dąbrowski: - Hasło jest dobre i odpowiada wyzwaniom. W Rzeszowie są innowacyjne działania i firmy, którymi można się pochwalić. Rzecz w tym, że za tym hasłem nie stoi strategia. Miasto musi zdefiniować strategię stymulowania innowacji. To kwestia uświadomienia sobie, że potencjał drzemiący w wielu podmiotach zebrany razem, może dać dużo więcej niż działania każdego z nich z osobna. Myślę o firmach, uczelniach, instytucjach finansowych i organizacjach biznesu.
Czy w Rzeszowie przez ten rok coś działo się coś, co przypominałoby takie podejście do tematu?
Do mojej świadomości nie dotarły żadne działania związane stricte z hasłem "innowacja".
Pan ma pomysł na Rzeszów. Porównuje go Pan z Cambridge.
Cambridge 30 lat temu było prowincjonalnym miastem liczącym 100 tys. dusz. Sympatyczne miejsce do życia, z 20 firmami high-tech. Czyli było podobne do dzisiejszego Rzeszowa. Miało też bardzo dobre tradycje akademickie. Rzeszowskim uczelniom wprawdzie trudno równać się z Cambridge, ale mają swoje osiągnięcia. Politechnika ma bardzo dobry wydział lotniczy. Jako jedna z niewielu uczelni w Polsce ma dobrą praktykę z współpracy z przemysłem. Uniwersytet realizuje ciekawe projekty historyczne. Jest WSIiZ jedna z najlepszych uczelni niezależnych w kraju i najwięcej studentów zagranicznych w Polsce. To studenci z Ukrainy.
Potencjał więc w Rzeszowie drzemie.
Tak, ale mimo, że Rzeszów ma się czym poszczycić w skali Polski, musimy sobie uświadomić, że zostajemy potwornie w tyle za wiodącymi krajami Europy, jeśli chodzi o innowacyjność. Że nawet jeśli jesteśmy dobrzy w stawce Polski, to bez intensywnego rozwoju sektora innowacyjnego, jesteśmy skazani na wymarcie. Bardzo pouczająca jest historia Polkoloru: 15 lat temu inwestycja Thomsona w Polkolor była jednym z największych sukcesów prywatyzacji. Zreorganizowano produkcję, podniesiono morale załogi. Firma stała się jednym z najlepszych zakładów Thomsona. Tyle że, jak była wytwórnią, tak została. Produkowała kineskopy i na kineskopach stanęła. Parę lat temu została zlikwidowana.
Czego tam zabrakło?
Innowacyjnych produktów. Polkolor sprowadzono do roli taniego wytwórcy, gdy produkt przestał być atrakcyjny, zakład zamknięto.
Czy Rzeszowowi takie skarlenie grozi? Bez szukania innowacji?
Rzeszowowi i Polsce. To, co grozi gospodarce polskiej i rzeszowskiej to ucieczka talentów. Zdolna młodzież emigruje. Do Warszawy, Krakowa, za granicę. Jeżeli nie będziemy mieli własnych, dynamicznych firm, stwarzających możliwość realizacji ambicji i potencjału, to grozi nam, gospodarce, pozostanie w miejscu, czyli z tyłu.
Na czym więc polegał fenomen Cambridge? Co tam zrobiono, by dziś - jak Pan pisze - to miasto było jednym z najbogatszych w Anglii, zatrudniało 40 tys. ludzi w 1,5 tys. firm high-tech?
Trzeba tam było najpierw przełamać niechęć kadry profesorskiej do komercjalizacji. Świat nauki uważał, że jeżeli jakaś praca jest zbyt praktyczna, to jest zbyt przyziemna. Profesorowie, którzy zakładali firmy, stosujące w praktyce rozwiązania techniczne spotykali się z zarzutami, że to się nie godzi, żeby profesor był biznesmenem. Tymczasem nauka, co wyraźnie akcentuje np. Program Polski Przedsiębiorczej, powinna służyć rozwojowi ekonomicznemu. To przesłanie mocno wdrażano w Cambridge. Jeżeli wiedza jest tylko rodzajem gry intelektualnej, jest to nie w porządku wobec podatnika. Dlatego w Rzeszowie, wzorem Cambridge, trzeba pójść jeszcze dalej w kierunku integracji środowiska nauki i biznesu.
Jak to zrobić?
W Cambridge stworzono fundusz inwestycyjny i sieć aniołów biznesu. Chodzi o to, by inwestować w firmy o dużym potencjale rozwojowym. Najlepszym rozwiązaniem byłoby zintegrowanie przedsiębiorców z funduszem dofinansowanym z pieniędzy publicznych, z programów unijnych. Doświadczeni przedsiębiorcy wyławialiby ciekawe pomysły, wykładali część własnych pieniędzy, a do tego fundusz rozwoju miasta, czy regionu dokładałby pieniądze stwarzając coś w rodzaju dźwigni finansowej.
Kim jest anioł biznesu?
Doświadczony człowiek, który już zarobił, wie jak się ustawia biznes, jak się zdobywa klientów, wie co w trawie piszczy. Wykłada pieniądze i pomaga rozpoczynającym firmom.
Co z tego ma?
Udział w zyskach.
Dr Paweł Dąbrowski: - Hasło jest dobre i odpowiada wyzwaniom. W Rzeszowie są innowacyjne działania i firmy, którymi można się pochwalić. Rzecz w tym, że za tym hasłem nie stoi strategia. Miasto musi zdefiniować strategię stymulowania innowacji. To kwestia uświadomienia sobie, że potencjał drzemiący w wielu podmiotach zebrany razem, może dać dużo więcej niż działania każdego z nich z osobna. Myślę o firmach, uczelniach, instytucjach finansowych i organizacjach biznesu.
Czy w Rzeszowie przez ten rok coś działo się coś, co przypominałoby takie podejście do tematu?
Do mojej świadomości nie dotarły żadne działania związane stricte z hasłem "innowacja".
Pan ma pomysł na Rzeszów. Porównuje go Pan z Cambridge.
Cambridge 30 lat temu było prowincjonalnym miastem liczącym 100 tys. dusz. Sympatyczne miejsce do życia, z 20 firmami high-tech. Czyli było podobne do dzisiejszego Rzeszowa. Miało też bardzo dobre tradycje akademickie. Rzeszowskim uczelniom wprawdzie trudno równać się z Cambridge, ale mają swoje osiągnięcia. Politechnika ma bardzo dobry wydział lotniczy. Jako jedna z niewielu uczelni w Polsce ma dobrą praktykę z współpracy z przemysłem. Uniwersytet realizuje ciekawe projekty historyczne. Jest WSIiZ jedna z najlepszych uczelni niezależnych w kraju i najwięcej studentów zagranicznych w Polsce. To studenci z Ukrainy.
Potencjał więc w Rzeszowie drzemie.
Tak, ale mimo, że Rzeszów ma się czym poszczycić w skali Polski, musimy sobie uświadomić, że zostajemy potwornie w tyle za wiodącymi krajami Europy, jeśli chodzi o innowacyjność. Że nawet jeśli jesteśmy dobrzy w stawce Polski, to bez intensywnego rozwoju sektora innowacyjnego, jesteśmy skazani na wymarcie. Bardzo pouczająca jest historia Polkoloru: 15 lat temu inwestycja Thomsona w Polkolor była jednym z największych sukcesów prywatyzacji. Zreorganizowano produkcję, podniesiono morale załogi. Firma stała się jednym z najlepszych zakładów Thomsona. Tyle że, jak była wytwórnią, tak została. Produkowała kineskopy i na kineskopach stanęła. Parę lat temu została zlikwidowana.
Czego tam zabrakło?
Innowacyjnych produktów. Polkolor sprowadzono do roli taniego wytwórcy, gdy produkt przestał być atrakcyjny, zakład zamknięto.
Czy Rzeszowowi takie skarlenie grozi? Bez szukania innowacji?
Rzeszowowi i Polsce. To, co grozi gospodarce polskiej i rzeszowskiej to ucieczka talentów. Zdolna młodzież emigruje. Do Warszawy, Krakowa, za granicę. Jeżeli nie będziemy mieli własnych, dynamicznych firm, stwarzających możliwość realizacji ambicji i potencjału, to grozi nam, gospodarce, pozostanie w miejscu, czyli z tyłu.
Na czym więc polegał fenomen Cambridge? Co tam zrobiono, by dziś - jak Pan pisze - to miasto było jednym z najbogatszych w Anglii, zatrudniało 40 tys. ludzi w 1,5 tys. firm high-tech?
Trzeba tam było najpierw przełamać niechęć kadry profesorskiej do komercjalizacji. Świat nauki uważał, że jeżeli jakaś praca jest zbyt praktyczna, to jest zbyt przyziemna. Profesorowie, którzy zakładali firmy, stosujące w praktyce rozwiązania techniczne spotykali się z zarzutami, że to się nie godzi, żeby profesor był biznesmenem. Tymczasem nauka, co wyraźnie akcentuje np. Program Polski Przedsiębiorczej, powinna służyć rozwojowi ekonomicznemu. To przesłanie mocno wdrażano w Cambridge. Jeżeli wiedza jest tylko rodzajem gry intelektualnej, jest to nie w porządku wobec podatnika. Dlatego w Rzeszowie, wzorem Cambridge, trzeba pójść jeszcze dalej w kierunku integracji środowiska nauki i biznesu.
Jak to zrobić?
W Cambridge stworzono fundusz inwestycyjny i sieć aniołów biznesu. Chodzi o to, by inwestować w firmy o dużym potencjale rozwojowym. Najlepszym rozwiązaniem byłoby zintegrowanie przedsiębiorców z funduszem dofinansowanym z pieniędzy publicznych, z programów unijnych. Doświadczeni przedsiębiorcy wyławialiby ciekawe pomysły, wykładali część własnych pieniędzy, a do tego fundusz rozwoju miasta, czy regionu dokładałby pieniądze stwarzając coś w rodzaju dźwigni finansowej.
Kim jest anioł biznesu?
Doświadczony człowiek, który już zarobił, wie jak się ustawia biznes, jak się zdobywa klientów, wie co w trawie piszczy. Wykłada pieniądze i pomaga rozpoczynającym firmom.
Co z tego ma?
Udział w zyskach.
Kto powinien stymulować ten proces, czyli zawiązywanie się funduszu, uruchamianie aniołów biznesu?
Byłoby dobrze, gdyby władze regionu: miasto, marszałek, wojewoda dogadały się w sprawie stworzenia wspólnej platformy z uczelniami, instytucjami biznesu. Możemy sobie dalej wyobrazić comiesięczne spotkania potencjalnych inwestorów z osobami, innowatorami, którzy mają pomysły warte zainwestowania.
Uważa Pan, że jednym z czynników rozwoju takich miast jak Cambridge czy Rzeszów są dobre i wielkie firmy.
Dla efektywnej strategii rozwoju potrzebne są duże firmy, które potrafią wykorzystać wynalazki w odpowiedniej skali. Nie wszystko da się zrobić w garażu. A nawet jeśli coś ciekawego się zrobi w garażu, to warto mieć możliwość sprzedania tego w dużej skali. Ale nie zapominajmy o małych podmiotach. Jeszcze niedawno sądzono, że największe wynalazki powstają w laboratoriach wielkich firm. Badania Uniwersytetu Babson pokazały, że 95 proc. znaczących innowacji powstało w firmach zatrudniających do 20 osób.
Czego to dowodzi?
Wielkie firmy padają ofiarą korporacyjnej mentalności: maszerujemy wszyscy równym krokiem, w zgodnym szyku, nie wychodzimy przed szereg. I druga rzecz, która jest podstawą przełomu w myśleniu: jeszcze w latach 70. czy 80. o inwestycjach myślano tak: wielka firma przyjdzie do nas, bo oferujemy tanią siłę roboczą, niskie podatki, tanią ziemię.
Zaraz, zaraz. U nas tak się właśnie myśli. Dzisiaj
Teraz inwestycje nie idą za tanią siłą roboczą, bo z taniością siły roboczej w Chinach, czy Indiach nie wygramy. Natomiast gdy spojrzymy na fenomen Cambridge zobaczymy co przyciąga inwestycje. To pomysły, rozwiązania. Podstawowy transfer technologii nie następuje już od wielkiego producenta z mocnego kraju do kraju drugiej czy trzeciej kategorii. Ale z małych, innowacyjnych firm do wielkich, które te innowacyjne technologie kupują.
To wielka szansa dla takich ośrodków jak Rzeszów
Tak. Jeżeli użyźnimy glebę innowacji, stworzymy szanse dla jej rozwoju, jeśli zasiejemy ją ziarnami inspiracji i stworzymy warunki dla dobrego obiegu informacji o szansach inwestycyjnych, to pieniądze i ludzie będą przypływały. Ludzie będą przychodzić tam, gdzie są atrakcyjne warunki pracy. Dzisiejszego ambitnego, wykształconego pracownika nie kuszą przede wszystkim pieniądze, ale wyzwania.
A jak ważne są infrastruktura i atrakcyjne warunki życia?
Rzeszów ma jedne z najlepszych warunków życia w Polsce. To miasto bezpieczne, przyjazne, wygodne. Natomiast brak dobrych połączeń z Warszawą i Krakowem skazuje nas na prowincjonalność intelektualną.
Jak stymulować powstawanie firm?
Musi być szerszy dostęp do inkubatorów przedsiębiorczości. Politechnika ma 14 miejsc w preinkubatorze, uniwersytet 25. A ilu mamy bezrobotnych, ilu absolwentów, ilu ludzi którzy chętnie poszliby "na swoje"? Oni mogliby zakładać firmy. Inkubatory muszą zostać tak rozbudowane, by w każdej chwili można się było tam dostać i mieć ułatwione uruchomienie firmy. Tak zrobiono w Cambridge. U nas dobry inżynier z ciekawym pomysłem musi się zmierzać z biurokracją i finansowaniem przedsięwzięcia. Dobry inkubator to możliwość skoncentrowania się na rzeczywistym wkładzie przedsiębiorcy w społeczeństwo: na lepszym zaspokojaniu potrzeb klienta. System, złożony z funduszu, aniołów, inkubatorów nazwałem Centrum Kooperacji na Rzecz Innowacji. To jeden z pomysłów na stymulowanie rozwoju innowacji w Rzeszowie.
Jak jeszcze można umacniać markę innowacyjności?
Zorganizować profesjonalny benchmarking "miast - innowacji". Czyli porównywać się z innymi, podpatrywać. Za granicą Polski znaleźć miasta, które zasłynęły najlepszymi praktykami innowacji, podpatrzeć je. Jest Program Europy Środkowej, w którym można zdobyć na to pieniądze. Marzy mi się stworzenie Środkowoeuropejskiej Sieci Innowacji. Żeby z tymi miastami stworzyć sieć, która stanowiłaby platformę wymiany pomysłów, idei i możliwości inwestowania. W ramach współpracy organizować regularne "targi innowacji".
Co to mogłoby dać Rzeszowowi?
Dostęp do rynków. Przez sieć miast innowacji zdobędziemy kontakty.
Przecież i bez tej sieci można je nawiązywać.
Innowację, jak każdy produkt, trzeba pomacać, porozmawiać z właścicielem. To dotyczy też aniołów biznesu. W Polsce są takie grupy, ale operują z Warszawy, Krakowa czy Katowic. Dla nich rozmawianie z rzeszowskimi firmami jest trudne ze względu na dystans fizyczny i psychologiczny. Badania nad australijskimi aniołami pokazały, że na 85 aniołów tylko jeden zainwestował w kogoś, kogo nie znał osobiście. Google odniósł sukces dlatego, że profesor jednego z pomysłodawców zarekomendował projekt znajomemu aniołowi. Dlatego tu kluczowa jest sieć czyli kapitał społeczny. Sieć kooperacji współpracująca z uczelniami, organizacjami biznesu, firmami i władzami miałaby ogromne znaczenie w budowaniu kapitału społecznego w Rzeszowie. Koncepcja kapitału społecznego robi furorę jako klucz do zrozumienia, dlaczego północ Włoch jest bogata, a południe biedne. Dlaczego Chiny miały wielkie wynalazki 5 tysięcy lat temu, a od tego czasu bardzo niewiele. Kapitał społeczny to jakość więzi międzyludzkich i zaufanie jednych do drugich.
Byłoby dobrze, gdyby władze regionu: miasto, marszałek, wojewoda dogadały się w sprawie stworzenia wspólnej platformy z uczelniami, instytucjami biznesu. Możemy sobie dalej wyobrazić comiesięczne spotkania potencjalnych inwestorów z osobami, innowatorami, którzy mają pomysły warte zainwestowania.
Uważa Pan, że jednym z czynników rozwoju takich miast jak Cambridge czy Rzeszów są dobre i wielkie firmy.
Dla efektywnej strategii rozwoju potrzebne są duże firmy, które potrafią wykorzystać wynalazki w odpowiedniej skali. Nie wszystko da się zrobić w garażu. A nawet jeśli coś ciekawego się zrobi w garażu, to warto mieć możliwość sprzedania tego w dużej skali. Ale nie zapominajmy o małych podmiotach. Jeszcze niedawno sądzono, że największe wynalazki powstają w laboratoriach wielkich firm. Badania Uniwersytetu Babson pokazały, że 95 proc. znaczących innowacji powstało w firmach zatrudniających do 20 osób.
Czego to dowodzi?
Wielkie firmy padają ofiarą korporacyjnej mentalności: maszerujemy wszyscy równym krokiem, w zgodnym szyku, nie wychodzimy przed szereg. I druga rzecz, która jest podstawą przełomu w myśleniu: jeszcze w latach 70. czy 80. o inwestycjach myślano tak: wielka firma przyjdzie do nas, bo oferujemy tanią siłę roboczą, niskie podatki, tanią ziemię.
Zaraz, zaraz. U nas tak się właśnie myśli. Dzisiaj
Teraz inwestycje nie idą za tanią siłą roboczą, bo z taniością siły roboczej w Chinach, czy Indiach nie wygramy. Natomiast gdy spojrzymy na fenomen Cambridge zobaczymy co przyciąga inwestycje. To pomysły, rozwiązania. Podstawowy transfer technologii nie następuje już od wielkiego producenta z mocnego kraju do kraju drugiej czy trzeciej kategorii. Ale z małych, innowacyjnych firm do wielkich, które te innowacyjne technologie kupują.
To wielka szansa dla takich ośrodków jak Rzeszów
Tak. Jeżeli użyźnimy glebę innowacji, stworzymy szanse dla jej rozwoju, jeśli zasiejemy ją ziarnami inspiracji i stworzymy warunki dla dobrego obiegu informacji o szansach inwestycyjnych, to pieniądze i ludzie będą przypływały. Ludzie będą przychodzić tam, gdzie są atrakcyjne warunki pracy. Dzisiejszego ambitnego, wykształconego pracownika nie kuszą przede wszystkim pieniądze, ale wyzwania.
A jak ważne są infrastruktura i atrakcyjne warunki życia?
Rzeszów ma jedne z najlepszych warunków życia w Polsce. To miasto bezpieczne, przyjazne, wygodne. Natomiast brak dobrych połączeń z Warszawą i Krakowem skazuje nas na prowincjonalność intelektualną.
Jak stymulować powstawanie firm?
Musi być szerszy dostęp do inkubatorów przedsiębiorczości. Politechnika ma 14 miejsc w preinkubatorze, uniwersytet 25. A ilu mamy bezrobotnych, ilu absolwentów, ilu ludzi którzy chętnie poszliby "na swoje"? Oni mogliby zakładać firmy. Inkubatory muszą zostać tak rozbudowane, by w każdej chwili można się było tam dostać i mieć ułatwione uruchomienie firmy. Tak zrobiono w Cambridge. U nas dobry inżynier z ciekawym pomysłem musi się zmierzać z biurokracją i finansowaniem przedsięwzięcia. Dobry inkubator to możliwość skoncentrowania się na rzeczywistym wkładzie przedsiębiorcy w społeczeństwo: na lepszym zaspokojaniu potrzeb klienta. System, złożony z funduszu, aniołów, inkubatorów nazwałem Centrum Kooperacji na Rzecz Innowacji. To jeden z pomysłów na stymulowanie rozwoju innowacji w Rzeszowie.
Jak jeszcze można umacniać markę innowacyjności?
Zorganizować profesjonalny benchmarking "miast - innowacji". Czyli porównywać się z innymi, podpatrywać. Za granicą Polski znaleźć miasta, które zasłynęły najlepszymi praktykami innowacji, podpatrzeć je. Jest Program Europy Środkowej, w którym można zdobyć na to pieniądze. Marzy mi się stworzenie Środkowoeuropejskiej Sieci Innowacji. Żeby z tymi miastami stworzyć sieć, która stanowiłaby platformę wymiany pomysłów, idei i możliwości inwestowania. W ramach współpracy organizować regularne "targi innowacji".
Co to mogłoby dać Rzeszowowi?
Dostęp do rynków. Przez sieć miast innowacji zdobędziemy kontakty.
Przecież i bez tej sieci można je nawiązywać.
Innowację, jak każdy produkt, trzeba pomacać, porozmawiać z właścicielem. To dotyczy też aniołów biznesu. W Polsce są takie grupy, ale operują z Warszawy, Krakowa czy Katowic. Dla nich rozmawianie z rzeszowskimi firmami jest trudne ze względu na dystans fizyczny i psychologiczny. Badania nad australijskimi aniołami pokazały, że na 85 aniołów tylko jeden zainwestował w kogoś, kogo nie znał osobiście. Google odniósł sukces dlatego, że profesor jednego z pomysłodawców zarekomendował projekt znajomemu aniołowi. Dlatego tu kluczowa jest sieć czyli kapitał społeczny. Sieć kooperacji współpracująca z uczelniami, organizacjami biznesu, firmami i władzami miałaby ogromne znaczenie w budowaniu kapitału społecznego w Rzeszowie. Koncepcja kapitału społecznego robi furorę jako klucz do zrozumienia, dlaczego północ Włoch jest bogata, a południe biedne. Dlaczego Chiny miały wielkie wynalazki 5 tysięcy lat temu, a od tego czasu bardzo niewiele. Kapitał społeczny to jakość więzi międzyludzkich i zaufanie jednych do drugich.
Jak się buduje kapitał społeczny?
Właśnie poprzez zawiązywanie centrów kooperacji, czy organizacje środowiskowe. Ludzie, którzy regularnie się spotykają mają bardzo silne zachęty, by zachowywać się uczciwie. Jeśli środowisko stwarza warunki do robienia korzystnych interesów razem, dostatecznie dużą karą za nieuczciwe zachowanie jest wyeliminowanie z tego klubu.
* dr Paweł Dąbrowski jest ekspertem ds. przedsiębiorczości i innowacji. Od 2,5 roku mieszka w Rzeszowie. Wcześniej przez 13 lat pracował na australijskich uniwersytetach m. in. Monash, Deakin i Swinburne. Wykładał także na Uniwersytecie Warszawskim i rzeszowskiej WSIiZ.
Właśnie poprzez zawiązywanie centrów kooperacji, czy organizacje środowiskowe. Ludzie, którzy regularnie się spotykają mają bardzo silne zachęty, by zachowywać się uczciwie. Jeśli środowisko stwarza warunki do robienia korzystnych interesów razem, dostatecznie dużą karą za nieuczciwe zachowanie jest wyeliminowanie z tego klubu.
* dr Paweł Dąbrowski jest ekspertem ds. przedsiębiorczości i innowacji. Od 2,5 roku mieszka w Rzeszowie. Wcześniej przez 13 lat pracował na australijskich uniwersytetach m. in. Monash, Deakin i Swinburne. Wykładał także na Uniwersytecie Warszawskim i rzeszowskiej WSIiZ.
- 39 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Rozmowa z dr. Pawłem Dąbrowskim *
progics
07.02.10, 19:37
Wladze Rzeszowa powinny wlaczyc dra Dabrowskiegodo jednostek sterujacych rozwojem miasta.To bylby przyklad realnego dzialania miastana obecnym wczesnym etapie.»
Najczęściej czytane
- Lenin, dowód tożsamości konia, książeczka zdrowia prostytutki [FOTO]
- Nowe osiedla, domy, apartamentowce powstają w Rzeszowie
- Autostradowa obwodnica Rzeszowa zagrożona
- Pseudokibice obrzucili butelkami i kamieniami policjantów
- Neurolodzy chcą odejść. Oddziałowi grozi likwidacja
- Raz w roku, w największej sali koncertowej w Polsce...
- Policjant z Przemyśla postrzelił 46-letniego napastnika w nogi




