Rzeszowskie szkoły. Wf do raportu
03.04.2009
, aktualizacja: 03.04.2009 11:42
W rzeszowskich podstawówkach na salach gimnastycznych jest tak ciasno, że podczas lekcji dzieci wchodzą na parkiet na zmianę na parę minut. Bywa, że na jedno dziecko przypada niewiele ponad metr kwadratowy. Szkoły przez lata ubiegają się o budowy sal. Bez skutku. Miasto ma inne, ważniejsze inwestycje
Problemy zaczynają się już na przerwie przed lekcją wf. Szkoła Podstawowa nr 12 przy ul. Lwowskiej ma tylko jedną szatnię, i to taką, która tak naprawdę jest korytarzykiem do nauczycielskiego kantorka. Na kilku metrach kwadratowych musi się zmieścić nawet kilkudziesięciu chłopców z dwóch, a czasem nawet trzech klas. Dziewczynki przebierają się na scenie w sali gimnastycznej, już po dzwonku. - Ucieka w ten sposób lekcja, ale wcześniej nie możemy ich wpuścić ze względów bezpieczeństwa - wyjaśnia Andrzej Leniart, nauczyciel wychowania fizycznego.
Bez względu na to, ile klas w danym momencie ma wf., na sali rozgrzewka jest wspólna dla wszystkich. Przy ok. 70 uczniach w sali o wymiarach 16 m na 8 m na jednego przypada niewiele ponad metr kw. Nauczyciele dzielą uczniów na grupy: gdy jedni ćwiczą, inni kibicują na ławce. - Robimy po kilka zmian, tak żeby każdy zagrał - wyjaśniają wuefiści. Dzieci skrupulatnie pilnują czasu, często nawet się kłócą. Chcą ćwiczyć, a nie nudzić się na lekcji.
Poćwiczyć to można na wsi
Na mikroskopijnej sali dzieci uczą się wszystkiego, ale w wersji mini. - Są zajęcia z minipiłki nożnej, minikoszykówki - podstawy wszystkich gier sportowych, ale też prowadzimy gimnastykę i lekką atletykę - wyliczają wuefiści. Ale ze wszystkim jest problem. - W piłkę nożną nie da się grać w klasach mieszanych, bo różnica poziomów między dziewczynkami a chłopcami jest ogromna. Wyścigi rzędów na ośmiometrowej sali są nie do zorganizowania, musi być miejsce na wyhamowanie, więc dziecko może przebiec najwyżej z pięć metrów. Mamy sprzęt do skoków wzwyż, ale gdy rozłożymy materace, zajęta jest cała sala. Gdy są dwie klasy - jedna skacze, druga patrzy. Naszym priorytetem zawsze jest bezpieczeństwo. To, by dzieci czegoś nauczyć, jest na drugim miejscu - przyznają wuefiści.
Przy szkole jest skocznia do skoków w dal. Ale jest tak umieszczona, że nie da się tam dowieźć piasku. - A trzeba ze 40 kubików, a nie 20 wiader, które ewentualnie można byłoby wnieść - mówią wuefiści. Jest też bieżnia... 30-metrowa. - Na zawodach najkrótszy dystans to 60 m. W naszej szkole nie ma takiej możliwości, nawet gdybyśmy biegali w poprzek boiska - mówią nauczyciele.
W szkole jest też sala do gimnastyki korekcyjnej (5 na 8 m), może pomieścić maksymalnie 10 uczniów, a grupy są 18-osobowe. - A na korytarzach nic się nie da zrobić, bo są krótkie i wąskie - słyszymy w "dwunastce".
Paradoksalnie: w SP nr 12 gabloty i parapety uginają się od trofeów sportowych, gabinet dyrektora i sekretariat są zastawione pucharami. - W zeszłym roku byliśmy najlepszą szkołą podstawową w Rzeszowie według rankingu Zespołu Placówek Oświatowo-Wychowawczych, jeśli chodzi o osiągnięcia sportowe. Mamy sukcesy w piłce ręcznej dziewcząt i chłopców, w piłce nożnej, akrobatyce sportowej - wyliczają z dumą wuefiści.
Dariusz Szaro, nauczyciel wf., z sukcesami prowadzi dodatkowe zajęcia z piłki ręcznej od 20 lat. Uczniowie trenują w sali o powierzchni 16 na 8 m, a powinni - 20 na 40 m. - Wojewódzkie zawody wygrywają teraz dzieci ze wsi, one mają warunki do treningów - skarży się. - Gdy nasi uczniowie wchodzą na pełnowymiarowe boisko, to pierwszą połowę tracą na oswojenie się z przestrzenią, do której nie nawykli. W drugiej połowie okazuje się, że mają braki kondycyjne. W dodatku grają wąsko, bo tak są przyzwyczajeni na małej sali.
Szkoła zabiega o budowę nowej sali. - Przez kilka lat we wnioskach do urzędu miasta występowałam o przystosowanie terenu przyszkolnego do sportowych potrzeb młodzieży. Myślałam o potrzebach całego osiedla, bo przydałby się obiekt, który służyłby wszystkim. Zawsze są ważniejsze inwestycje i szkoły, które mają pilniejsze potrzeby. Czekamy na swoją kolej - mówi Maria Żmijowska, dyrektorka SP 12.
Korytarz zamiast sali
Podobny problem ma SP nr 10 przy ul. Dominikańskiej, która o podjęcie przez miasto decyzji w sprawie budowy sali gimnastycznej ubiega się od 1993 r. - Kilka projektów przygotowali nam pracownicy Politechniki Rzeszowskiej, których dzieci uczyły się u nas. Mieliśmy nowoczesny projekt, który miał szansę na dofinansowanie z Unii. Nawet miasto obiecało nam budowę - wszystko na nic. Ktoś, kto obiecuje, odchodzi, a następni tym bardziej nie zgadzają się na budowę, im bardziej ich poprzednicy obiecywali - mówi rozgoryczony Artur de Sternberg Stojałowski, dyrektor szkoły.
Dziś baza sportowa "dziesiątki" to kilka asfaltowych boisk, siłownia, malutka sala do gimnastyki korekcyjnej i większa, z wymagającym remontu parkietem. Część lekcji odbywa się też na korytarzu szkolnym, gdzie rozstawiane są stoły do tenisa. - W planach inwestycyjnych budowa naszej sali pojawia się co rok od czterech lat, środków nigdy nie dostajemy. Nie jesteśmy w stanie nic zrobić - rozkłada ręce dyrektor.
W Rzeszowie lekcje wf. na korytarzach to standard. Tak jest także np. w Szkole Podstawowej nr 17 przy ul. Bulwarowej.
Wf. prowadzony jest na dolnym korytarzu. - Piętro wyżej nawierzchnia zagrażałaby bezpieczeństwu ćwiczących - tłumaczy dyrektorka Barbara Filip. Każde głośniejsze słowo wypowiedziane na korytarzu słychać też w klasach. - Trudno utrzymać całą grupę w ciszy, ale już się do tego przyzwyczailiśmy. Na korytarz wychodzi ten nauczyciel, który ma zajęcia z mniej liczną klasą, i jakoś sobie radzimy. Można tam prowadzić gry i zabawy, zajęcia z gimnastyki, ale już żadnych gier zespołowych - wyjaśnia Grzegorz Wilk, wuefista z "siedemnastki".
Mimo że szkoła wspomaga się korytarzem, na niepełnowymiarowej sali gimnastycznej i tak bywa ciasno. Poza tym nauczyciele narzekają na problemy w prowadzeniu zajęć, gdy na sali są jednocześnie uczniowie z klas np. czwartych i szóstych, których poziom jest bardzo różny.
Filip tłumaczy: - Przy czterech godzinach wf. dla każdej klasy nie ma możliwości, by tak ułożyć podział godzin, aby w sali gimnastycznej odbywały się lekcje tylko dla jednej klasy. Przydałoby się dodatkowe pomieszczenie. Lekcje wf. w takich warunkach nie mają sensu.
Wprawdzie dwa lata temu miasto odnowiło istniejącą salę gimnastyczną, a teraz planuje remont skoczni i boisk, to sytuacji to nie zmieni. Remonty poprawią komfort zajęć, nie rozwiążą problemu braku pomieszczeń.
agata.kulczycka@rzeszow.agora.pl
Bez względu na to, ile klas w danym momencie ma wf., na sali rozgrzewka jest wspólna dla wszystkich. Przy ok. 70 uczniach w sali o wymiarach 16 m na 8 m na jednego przypada niewiele ponad metr kw. Nauczyciele dzielą uczniów na grupy: gdy jedni ćwiczą, inni kibicują na ławce. - Robimy po kilka zmian, tak żeby każdy zagrał - wyjaśniają wuefiści. Dzieci skrupulatnie pilnują czasu, często nawet się kłócą. Chcą ćwiczyć, a nie nudzić się na lekcji.
Poćwiczyć to można na wsi
Na mikroskopijnej sali dzieci uczą się wszystkiego, ale w wersji mini. - Są zajęcia z minipiłki nożnej, minikoszykówki - podstawy wszystkich gier sportowych, ale też prowadzimy gimnastykę i lekką atletykę - wyliczają wuefiści. Ale ze wszystkim jest problem. - W piłkę nożną nie da się grać w klasach mieszanych, bo różnica poziomów między dziewczynkami a chłopcami jest ogromna. Wyścigi rzędów na ośmiometrowej sali są nie do zorganizowania, musi być miejsce na wyhamowanie, więc dziecko może przebiec najwyżej z pięć metrów. Mamy sprzęt do skoków wzwyż, ale gdy rozłożymy materace, zajęta jest cała sala. Gdy są dwie klasy - jedna skacze, druga patrzy. Naszym priorytetem zawsze jest bezpieczeństwo. To, by dzieci czegoś nauczyć, jest na drugim miejscu - przyznają wuefiści.
Przy szkole jest skocznia do skoków w dal. Ale jest tak umieszczona, że nie da się tam dowieźć piasku. - A trzeba ze 40 kubików, a nie 20 wiader, które ewentualnie można byłoby wnieść - mówią wuefiści. Jest też bieżnia... 30-metrowa. - Na zawodach najkrótszy dystans to 60 m. W naszej szkole nie ma takiej możliwości, nawet gdybyśmy biegali w poprzek boiska - mówią nauczyciele.
W szkole jest też sala do gimnastyki korekcyjnej (5 na 8 m), może pomieścić maksymalnie 10 uczniów, a grupy są 18-osobowe. - A na korytarzach nic się nie da zrobić, bo są krótkie i wąskie - słyszymy w "dwunastce".
Paradoksalnie: w SP nr 12 gabloty i parapety uginają się od trofeów sportowych, gabinet dyrektora i sekretariat są zastawione pucharami. - W zeszłym roku byliśmy najlepszą szkołą podstawową w Rzeszowie według rankingu Zespołu Placówek Oświatowo-Wychowawczych, jeśli chodzi o osiągnięcia sportowe. Mamy sukcesy w piłce ręcznej dziewcząt i chłopców, w piłce nożnej, akrobatyce sportowej - wyliczają z dumą wuefiści.
Dariusz Szaro, nauczyciel wf., z sukcesami prowadzi dodatkowe zajęcia z piłki ręcznej od 20 lat. Uczniowie trenują w sali o powierzchni 16 na 8 m, a powinni - 20 na 40 m. - Wojewódzkie zawody wygrywają teraz dzieci ze wsi, one mają warunki do treningów - skarży się. - Gdy nasi uczniowie wchodzą na pełnowymiarowe boisko, to pierwszą połowę tracą na oswojenie się z przestrzenią, do której nie nawykli. W drugiej połowie okazuje się, że mają braki kondycyjne. W dodatku grają wąsko, bo tak są przyzwyczajeni na małej sali.
Szkoła zabiega o budowę nowej sali. - Przez kilka lat we wnioskach do urzędu miasta występowałam o przystosowanie terenu przyszkolnego do sportowych potrzeb młodzieży. Myślałam o potrzebach całego osiedla, bo przydałby się obiekt, który służyłby wszystkim. Zawsze są ważniejsze inwestycje i szkoły, które mają pilniejsze potrzeby. Czekamy na swoją kolej - mówi Maria Żmijowska, dyrektorka SP 12.
Korytarz zamiast sali
Podobny problem ma SP nr 10 przy ul. Dominikańskiej, która o podjęcie przez miasto decyzji w sprawie budowy sali gimnastycznej ubiega się od 1993 r. - Kilka projektów przygotowali nam pracownicy Politechniki Rzeszowskiej, których dzieci uczyły się u nas. Mieliśmy nowoczesny projekt, który miał szansę na dofinansowanie z Unii. Nawet miasto obiecało nam budowę - wszystko na nic. Ktoś, kto obiecuje, odchodzi, a następni tym bardziej nie zgadzają się na budowę, im bardziej ich poprzednicy obiecywali - mówi rozgoryczony Artur de Sternberg Stojałowski, dyrektor szkoły.
Dziś baza sportowa "dziesiątki" to kilka asfaltowych boisk, siłownia, malutka sala do gimnastyki korekcyjnej i większa, z wymagającym remontu parkietem. Część lekcji odbywa się też na korytarzu szkolnym, gdzie rozstawiane są stoły do tenisa. - W planach inwestycyjnych budowa naszej sali pojawia się co rok od czterech lat, środków nigdy nie dostajemy. Nie jesteśmy w stanie nic zrobić - rozkłada ręce dyrektor.
W Rzeszowie lekcje wf. na korytarzach to standard. Tak jest także np. w Szkole Podstawowej nr 17 przy ul. Bulwarowej.
Wf. prowadzony jest na dolnym korytarzu. - Piętro wyżej nawierzchnia zagrażałaby bezpieczeństwu ćwiczących - tłumaczy dyrektorka Barbara Filip. Każde głośniejsze słowo wypowiedziane na korytarzu słychać też w klasach. - Trudno utrzymać całą grupę w ciszy, ale już się do tego przyzwyczailiśmy. Na korytarz wychodzi ten nauczyciel, który ma zajęcia z mniej liczną klasą, i jakoś sobie radzimy. Można tam prowadzić gry i zabawy, zajęcia z gimnastyki, ale już żadnych gier zespołowych - wyjaśnia Grzegorz Wilk, wuefista z "siedemnastki".
Mimo że szkoła wspomaga się korytarzem, na niepełnowymiarowej sali gimnastycznej i tak bywa ciasno. Poza tym nauczyciele narzekają na problemy w prowadzeniu zajęć, gdy na sali są jednocześnie uczniowie z klas np. czwartych i szóstych, których poziom jest bardzo różny.
Filip tłumaczy: - Przy czterech godzinach wf. dla każdej klasy nie ma możliwości, by tak ułożyć podział godzin, aby w sali gimnastycznej odbywały się lekcje tylko dla jednej klasy. Przydałoby się dodatkowe pomieszczenie. Lekcje wf. w takich warunkach nie mają sensu.
Wprawdzie dwa lata temu miasto odnowiło istniejącą salę gimnastyczną, a teraz planuje remont skoczni i boisk, to sytuacji to nie zmieni. Remonty poprawią komfort zajęć, nie rozwiążą problemu braku pomieszczeń.
agata.kulczycka@rzeszow.agora.pl
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane
- "Na 99,9 proc. odnaleziony w Tatrach jest z Węgorzewa"
- To b. żołnierz z Węgorzewa. A nie mieszkaniec Makowisk
- VW potrącił 17-latka. Chłopak nie żyje, kierowca uciekł
- 10 lat za kradzież pączka? Dziś Tłusty Czwartek [FOTO]
- Radni zagłosowali za przyłączeniem Malawy do Rzeszowa!
- Pomniki brzydaki w Rzeszowie. Który do usunięcia? FOTO
- Wojewoda Małgorzata Chomycz wyszła za mąż. W czerwieni




