Radny to nie orszak, a parkuje przy ratuszu

Małgorzata Bujara
2009-07-07 , aktualizacja: 07.07.2009 19:08
A A A Drukuj
Bo gdzie indziej nie było miejsca. Bo jestem zapracowanym człowiekiem. Bo wszyscy tak robią i to od ośmiu lat - rzeszowscy radni wymieniają powody, dla których parkują przy ratuszu. Choć robić to mogą tylko pracownicy urzędu miasta i orszaki ślubne
We wtorek ratusz był obstawiony samochodami radnych. Od następnej sesji rady miasta będą musieli szukać miejsc dla swoich pojazdów gdzie indziej
Fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta
We wtorek ratusz był obstawiony samochodami radnych. Od następnej sesji rady miasta będą musieli szukać miejsc dla swoich pojazdów gdzie indziej
ZOBACZ TAKŻE


- Cóż to za watahy samochodów osaczyły nasz ratusz? - zagaiłam niewinnie we wtorek rano sekretarza miasta Rzeszowa Marcina Stopa.

Oczywiście domyślałam się, co się stało. O 8.30 rozpoczęła się w ratuszu sesja rady miasta.

- To głównie samochody radnych - odparł sekretarz Stopa.

Pod koniec czerwca rozpoczęliśmy akcję, której celem jest uwolnienie ratusza i wjazdu na Rynek z nagminnie parkujących tu samochodów. W Rzeszowie zakaz wjazdu i parkowania na deptakach w zabytkowej części miasta to czysta fikcja. Wyjątków jest tak wiele, że nawet reprezentacyjny deptak ul. 3 Maja bardziej przypomina ruchliwy trakt. Uliczki przyległe do niej są zaś gęsto zastawione autami. Jedynie sam Rynek wydaje się wolny od samochodów. Ale już cała Mickiewicza i okolice ratusza przypominają ogromny parking. Postanowiliśmy powalczyć o oczyszczenie choćby otoczenia ratusza. Tym bardziej że parkować przy nim mogą tylko pracownicy urzędu miasta i orszaki ślubne.

Miasto obiecało, że liczba samochodów urzędników się zmniejszy, że będą tam stać tylko auta prezydenta i jego zastępców.

Ale wczoraj ratusz był dosłownie otoczony przez samochody. Parkowały, gdzie tylko się dało. W dwóch rzędach od strony Rynku i także od strony Słowackiego.

- Radni mają prawo podczas sesji parkować przy ratuszu - mówi ostrożnie sekretarz Stopa.

- Czy są może pracownikami urzędu miasta albo orszakami ślubnymi? - pytam.

Stopa się śmieje: - Podczas sesji stają się niejako pracownikami. A zresztą trudno, żebyśmy wzywali policję na radnych. Mimo to chwytam się jeszcze jednego argumentu: - Dlaczego? Czyżby radni stali ponad prawem?

- Nie, nie - rzuca Stopa i... już go nie ma. Wskazuje na rzecznika prasowego prezydenta. Żeby z nim rozmawiać.

Sami radni, gdy rozmawiam z nimi na ten temat, robią wielkie oczy. - Przecież jest sesja - tłumaczy Marta Niewczas, wiceprzewodnicząca rady miasta. To dlatego zaparkowała swój samochód przy ratuszu. - A poza tym nie było miejsc gdzie indziej - dodaje.

- Przecież łamiecie zakaz. Czy radni mogą to robić? Dlaczego? - nie przestaję dyskutować.

Radny Kazimierz Greń robi jeszcze bardziej zdziwioną minę: - Mam identyfikator zezwalający na wjazd do strefy A. Od ośmiu lat wszyscy parkujemy podczas sesji przy ratuszu. Jak inni przestaną to robić, to ja też. Mnie na tym nie zależy. Nie ma sprawy - mówi coraz szybciej. - Jak będzie akcja, żeby wyprowadzić całkowicie ruch z miejskich dreptaków, to obie ręce podniosę na tak. Jestem za - opowiada.

- Mówi się "deptaki" - zwraca mu uwagę Niewczas.

- To są dreptaki. Tak tak, dreptaki - upiera się Greń.

A Konrad Fijołek, szef rady miasta, nie ma czasu na rozmowę. Biegnie na salę, bo musi prowadzić obrady. - Jestem zapracowanym człowiekiem. Pracuję w urzędzie marszałkowskim, a dziś jest sesja w miejskim ratuszu. Nie mam czasu szukać miejsc parkingowych - rzuca w locie i znika.

W prezydium rady jest jeszcze Waldemar Szumny z PiS-u. - Przyjechałem samochodem. Ale czytałem o waszej akcji i zaparkowałem na placu Farnym - uśmiecha się. Nie bez satysfakcji.

Po południu dzwonię do Józefa Wisza, komendanta straży miejskiej. I co słyszę? - Właśnie przeprowadziłem na ten temat rozmowy z dyrektorami biura rady miasta i wydziału organizacyjnego. Ustaliliśmy, że na tablicach ogłoszeń zawisną odezwy, by radni stosowali się do znaku zakazu wjazdu pod ratusz. Zostanie o tym poinformowany przewodniczący rady.

Słucham i nie wierzę. Telepatia?

- Nie - śmieje się komendant Wisz. - Informacja, że robicie taki temat, poprzez pocztę pantoflową dotarła do nas. Zresztą o waszej akcji też czytałem. A czemu wcześniej nie reagowaliśmy na parkujących radnych? Bo było jakieś takie ogólne przyzwolenie na to. Trudno też było podejmować jakieś działania bez wcześniejszej informacji dla radnych. Mogłoby to wywołać nerwowość między strażnikami a radnymi. Bo ludzie są różni - wyjaśnia komendant Wisz.

I obiecuje, że odtąd podczas sesji ratusz będzie wolny od aut radnych, czego dopilnuje specjalnie do tego oddelegowany strażnik miejski.

Podziel się

  • 25 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

  • Radny to nie orszak, a parkuje przy ratuszu sceptyk31 07.07.09, 20:30

    Problem sdamochodów w ścislym centrum Rzeszowa istnieje. Ale czynienie winnymi tego stanu radnych parkujacych pod ratuszem jest idiotyczne. Niech pani Bujara zajmie sie tymi co parkuja na»