Dotarli do zaginionego po świecącym tel. i chrapaniu

jz
07.02.2012 , aktualizacja: 07.02.2012 12:47
A A A Drukuj
Policjanci, pogranicznicy, psy tropiące i sąsiedzi przez ponad godzinę szukali 48-letniego mieszkańca podjarosławskiej miejscowości Młyny. Odnaleźli go w lesie 300 m od domu. Był wychłodzony i pijany. Trafił do szpitala - podaje jarosławska policja
Policja
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Policja
Mężczyzna wczoraj po godz. 21 zadzwonił na numer alarmowy 112. Przekazał, że jest w lesie pomiędzy Młynami a Radymnem, że zgubił się i jest bardzo słaby. Nie powiedział, jak się nazywa, tylko się rozłączył. Do poszukiwań natychmiast zaangażowano grupę 15 policjantów, dwóch funkcjonariuszy Straży Granicznej z Korczowej, przewodnika z psem. Do poszukiwań włączyli się również sąsiedzi.

W trakcie akcji policjanci wiele razy próbowali się dodzwonić do zaginionego. Mężczyzna odebrał telefon przed godz. 22, bardzo słabym głosem podał imię i nazwisko. Jeden z policjantów znał go osobiście, przypomniał sobie, że to mieszkaniec Młynów.

Policjanci ustalili, że 48-latek spotkał się wieczorem ze swoim znajomym u niego w domu. Około godz. 20 wyszedł od niego, podobno szedł prosto do siebie. Inny patrol pojechał do matki mężczyzny w Radymnie, ale ta nie wiedziała, gdzie może być jej syn.

W końcu grupa poszukująca natknęła się na ślad mężczyzny w lesie obok jego domu. Około godz. 22.40, 300 metrów od domu zaginionego, policjanci zauważyli światełko telefonu komórkowego i usłyszeli chrapanie mężczyzny. Był wychłodzony, miał ponad promil alkoholu w organizmie. Karetka pogotowia zabrała go na obserwację do szpitala.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dołącz do nas na Facebooku