Takiej sali mogą wam wszyscy pozazdrościć

...

Magdalena Mach 2010-10-27, ostatnia aktualizacja 2010-10-26 19:25:47.0

Słuchacze sobotniego i niedzielnego koncertu, otwierającego Filharmonię Podkarpacką po trwającym rok generalnym remoncie, nie mogą nachwalić się świetnej akustyki. Jak ocenia ją dyrygent, który zna niemal wszystkie sale koncertowe w Polsce?

Rozmowa z Tadeuszem Wojciechowskim*

Magdalena Mach: Czy podziela Pan zachwyty nad akustyką odnowionej sali w rzeszowskiej filharmonii?

Tadeusz Wojciechowski: Moje odczucia są takie, że akustyka jest lepsza, niż była. Znacznie lepiej słyszalna jest prawa strona: wiolonczele i kontrabasy oraz instrumenty dęte. W przypadku tych ostatnich ma to szczególne znaczenie dla ich solówek. Poprzednio przy tutti zespołu słychać było wspólne brzmienie, ale nie były słyszalne poszczególne grupy instrumentów, teraz się to zmieniło, słyszy się bardziej selektywnie.

Ale to stawia jeszcze większe wymagania przed orkiestrą, teraz nic się nie ukryje...

- Tak, cała prawda wychodzi na jaw z każdej strony. To z pewnością wymaga większej mobilizacji od muzyków. Na ich korzyść działa za to fakt, że dzięki lepszej akustyce oni sami siebie lepiej teraz słyszą. Wcześniej skarżyli się, że np. dęte nie słyszą wiolonczel. Grali więc trochę "na czuja".

Sala koncertowa zmieniła się na lepsze, a co z orkiestrą? Jak Pan ocenia jej kondycję?

- Zespół się zmienił odkąd byłem jego dyrektorem. Przybyło trochę nowych osób. Oceniam, że zespół pracuje bardzo dobrze. W większości orkiestr muzycy tylko czekają na koniec próby, żeby wyjść już do domu, a tutaj zdarzało się, że poszczególne grupy instrumentów prosiły mnie o powtarzanie fragmentów utworu, bo muzycy chcieli czuć się pewniej podczas koncertu. Duch w orkiestrze jest więc właściwy, a muzycy dają z siebie wszystko. Widać skupienie, dyscyplinę, chęć i radość na twarzach - a to ważniejsze niż indywidualne predyspozycje. Bo w zespole liczy się wspólne oddychanie i myślenie, a takie tutaj jest.

Czy rzeszowska filharmonia ma prawo chwalić się, że jest najlepszą salą koncertową w Polsce?

- W Polsce to z pewnością jedna z najlepszych sal koncertowych. Rzeszów może być dumny, że taką ma. Bydgoszcz ma świetną salę o doskonałej akustyce, ale za to tutaj jest więcej przestrzeni, nie ma problemu z ustawieniem 100-osobowego chóru, podczas gdy w Bydgoszczy jest to już kłopot. Filharmonia Łódzka ma nowy gmach, za to tam akustyka jest fatalna. To dla mnie modelowy przykład marnotrawstwa pieniędzy. Cóż z tego, że budowla jest okazała, skoro nie służy muzyce. W Rzeszowie wspaniałą rzeczą są nowe możliwości techniczne sceny, zwłaszcza w tym punkcie Polski, gdzie nie ma teatru muzycznego. Nowe rozwiązania pozwalają, by zaistniała na Podkarpaciu także scena muzyczna.

A jak się Panu podoba cały budynek po remoncie?

- Piękny gmach został odnowiony w sposób nowoczesny, ma teraz wiele udogodnień praktycznych, także dla artystów, pracowników filharmonii. Choćby duży parking, który pozwala muzykom jechać do pracy bez stresu, gdzie zaparkują swoje auta. Chylę czoła przed tymi, którzy podjęli się trudu remontu z panią dyrektor filharmonii Martą Wierzbieniec na czele, bo gdy byłem w Rzeszowie w kwietniu i mówiono mi, że otwarcie tego budynku ma nastąpić już w październiku, pomyślałem sobie, że trzeba się chyba w głowę popukać. Okazało się jednak, że przy dobrej organizacji pracy wszystko da się zrobić.



* Tadeusz Wojciechowski - dyrygent, koncertował w wielu krajach, współpracował z wieloma zespołami i orkiestrami w Europie, m.in. Królewską Duńską Operą w Kopenhadze, gdzie w latach 1983-1996 był głównym dyrygentem tego zespołu, a także z niemal wszystkimi orkiestrami w Polsce. Występował w prestiżowych teatrach operowych świata, jak: Metropolitan Opera w Nowym Jorku, Teatro La Fenice w Wenecji, Teatro Carlo Felice w Genui, Królewska Opera w Sztokholmie i Królewska Opera w Oslo, Teatr Operowy w Monachium. W latach 1998-2004 był dyrektorem artystycznym Filharmonii Rzeszowskiej. W sobotę i niedzielę dyrygował tu wykonaniem IX Symfonii Ludwiga van Beethovena.